Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > ligi zagraniczne > Władimir Alekno: Nie dążę do sławy, zwłaszcza teraz

Władimir Alekno: Nie dążę do sławy, zwłaszcza teraz

fot. Katarzyna Antczak

– Tak się złożyło, że przez te wszystkie lata musiałem trenować zespoły, w których drugie miejsce uważano za porażkę. To ciągły stres – mówi w obszernym wywiadzie Władimir Alekno, który przestał pełnić funkcję trenera Zenitu Kazań, chociaż wciąż jest przy zespole. – To była moja świadoma decyzja i miałem swoje powody ku temu – mówi legendarny już rosyjski szkoleniowiec.

Jak teraz wygląda pana normalny dzień?



Władimir Alekno:Oprócz ograniczenia podróży samolotem to w sumie niewiele się zmieniło. Kiedy zespół jest na miejscu, żyję zgodnie z jego harmonogramem. Uczestniczę we wszystkich zajęciach.

Jaką pan pełni rolę w zespole?

– Konsultanta, przełożonego, asystenta… Można to dowolnie nazwać. Jestem na każdym treningu. Ale moje zaangażowanie nie jest już takie bezpośrednie. To nie ja rządzę i wydaję polecenia, od tego jest Werbow.

A gdy się panu coś nie spodoba?

– Nie ingeruję w trakcie treningu, potem znajdujemy czas i omawiamy to wspólnie z Werbowem. W pełni uczestniczę w życiu zespołu. Nie jest tak, że poleciałem gdzieś daleko i patrzę na wszystko z boku.

Wpływa pan na wybór składu?

– Wszystkie decyzje podejmuje Aleksiej. Moje sugestie mogą być wyłącznie poddane dyskusji. Nic nie narzucam, o niczym nie decyduję. Po co byłoby mu dawać tę szansę, a potem o wszystkim decydować samemu?

Wygodnie tak być nieco w cieniu?

– To była moja świadoma decyzja i miałem swoje powody ku temu. Nie dążę do sławy, zwłaszcza teraz. Do tego jestem bardzo nerwowy na meczach, zwłaszcza, gdy coś nie działa tak, jak powinno. Zdałem sobie sprawę, że w takich momentach stresuję się podwójnie.

Bo nie może pan w żaden sposób wpłynąć na grę?

– Tak. Nie umiem nie martwić się o swój Zenit.

Po ostatnim sezonie mówił pan o wypaleniu emocjonalnym. Jak to pogodzić z aktualną rolą w zespole?

– Myślę, że każdy, kto chce coś osiągnąć musi działać na sto procent. Ale każdy ma też inny potencjał. Ja w tym zawodzie jestem już ponad 20 lat. Tak się złożyło, że przez te wszystkie lata trenowałem zespoły, w których drugie miejsce uważano za porażkę. To ciągły stres. Podobnie było w drużynie narodowej. Trzy turnieje olimpijskie – Pekin był niezadowalający, Rio okazało się całkowitą porażką, dopiero w Londynie się udało. Życie w takim schemacie to ogromne obciążenie dla układu nerwowego człowieka. A ja miałem tak przez całą karierę. Nie miałem prawa popełnić błędu. Nie narzekam, ale dopiero teraz to wszystko odczuwam. Były też inne powody, które skłoniły mnie, by się w końcu zatrzymać. Co będzie dalej? Zobaczymy…

Ma pan dopiero 53 lata i wciąż pan pracuje…Alex Ferguson trenował Manchester United aż do 70-tki, Nikołaj Karpol ma 81 lat i prowadzi Urałoczkę. Czy z nimi jest coś nie tak?

– Każdy ma własne tempo. Nikołaj Karpol zawsze był mistrzem. Po przegranej dokonywał oceny swojej pracy. Zawsze mnie bawiło, gdy zawodnik przed meczem mówił mi, że jest gotowy wziąć na siebie odpowiedzialność. Nasuwało się pytanie – jaką odpowiedzialność? Uważam, że dla każdego przyzwoitego człowieka największą odpowiedzialnością jest ta odpowiedzialność wewnętrzna, przed samym sobą. Jeśli jesteś rozdarty i załamany po porażkach, to to jest prawdziwa odpowiedzialność – ktoś to ma, inny nie. To nie zależy od chęci jej posiadania. Z drugiej strony można chcieć otrząsnąć się z porażki i iść dalej. Ale ja nie potrafię. I nie uważam tego za moją zaletę, raczej jest to wada. W mojej karierze mniej było porażek niż sukcesów, ale jeśli ciągle je wewnętrznie przeżywasz, to gdzieś jest ta granica. Może Nikołaj Karpol jest mądrzejszy w swoim podejściu do porażek, trudno mi mówić za niego.

Czy ta wymuszona przerwa skończy się – wcześniej lub później?

– Nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie.

Czy to prawda, że wiosną poleciał pan do Sankt Petersburga na negocjacje z tamtejszym Zenitem?

– Tak, to prawda, Tam budują zespół z myślą o przyszłości, mnie też zaoferowali niezłą przyszłość. Proszę mi wierzyć, to nie była jedna z tych ofert, jakie dostaję niemal codziennie. Miałem jednak swoje powody, by im odmówić. Myślę, że ich przekonałem. Nie chodziło o to, by zamienić jedno miasto na drugie i zarobić dodatkowe pieniądze, to mnie nie interesuje. Stworzenie najlepszego klubu na świecie jest już interesujące. Ale do tego trzeba być przygotowanym na sto procent. Jak już wyjaśniałem, ja teraz nie jestem do tego gotowy. Jest też inny powód mojej odmowy. Być może główny – po prostu nie mogłem, mając kontrakt w Kazaniu, mając tu swoją historię, po prostu przejść, zdradzić.

Rozmawiał Władimir Iwanow – Sport-Express

źródło: inf. własna, sport-express.ru

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, ligi zagraniczne

Tagi przypisane do artykułu:
, , ,

Więcej artykułów z dnia :
2019-12-28

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved