Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > Grand Prix > WGP, D1: Zacięty bój Brazylijek z Serbkami

WGP, D1: Zacięty bój Brazylijek z Serbkami

fot. CEV

Pierwszej porażki w World Grand Prix doznały Brazylijki, które przegrały w Macau z Serbkami. Chociaż początek spotkania na to nie wskazywał, bowiem siatkarki z Ameryki Południowej prowadziły 2:0, trzy kolejne odsłony padły łupem ich rywalek. W drugim meczu Chinki łatwo rozprawiły się z Belgijkami, pozostając niepokonane w World Grand Prix.

Początek starcia brazylijsko-serbskiego należał do podopiecznych Ze Roberto, które popełniały mniej prostych błędów, a także lepiej spisywały się w ofensywie, co pozwoliło im odskoczyć od przeciwniczek na trzy oczka. Europejki jednak nie zamierzały tanio sprzedawać skóry i po udanych zagraniach na siatce oraz w polu serwisowym Tijany Bosković doprowadziły do remisu. Wyrównana gra nie trwała długo, bo przy zagrywce Sheilli Castro Brazylijki ponownie zaczęły przejmować inicjatywę na boisku. Chwilę później asa serwisowego dołożyła Jaqueline Carvalho, a niemal nie do zatrzymania w ataku była Natalia Pereira. Dzięki temu powiększał się dystans punktowy pomiędzy obiema drużynami. W końcówce gra Serbek zupełnie się posypała. Premierową odsłonę przegrały 16:25.

Tylko przez krótki moment drugiej partii walka trwała cios za cios. Szybko ponownie zaczęła uwidaczniać się przewaga siatkarek z Ameryki Południowej na siatce, a ich szczelny blok sprawił, że błyskawicznie uciekły rywalkom na trzy oczka. Punkty dla Brazylijek zdobywała też Fabiana, ale zarówno jej, jak i jej koleżankom zdarzały się błędy, dzięki którym Europejki wciąż miały niewielką stratę. Na moment, w dużej mierze dzięki Brankicy Mihajlović, Serbki wróciły do gry, ale marzenia o osiągnięciu dobrego wyniku szybko wybiła im z głowy Natalia. Jej zbicia pozwoliły ponownie Brazylijkom wyjść na prowadzenie. Z każdą kolejną akcją było ono coraz wyraźniejsze, a zadanie ułatwiały im przeciwniczki, które zaczęły popełniać błędy. Wprawdzie Europejki zerwały się jeszcze do walki, a po ataku Bosković ich strata wynosiła tylko dwa oczka. W końcówce jednak dał o sobie znać brazylijski blok. Kiedy siatkarki z Ameryki Południowej prowadziły 24:21, wydawało się, że nic już w tej części spotkania się nie zdarzy, ale Serbki zaczęły oddawać im pięknym za nadobne w bloku, doprowadzając do remisu. W decydujących momentach Europejki jednak myliły się w polu serwisowym, a punktowa zagrywka Fabiany przechyliła szalę zwycięstwa na korzyść canarinhos (31:29).



To jednak nie załamało Serbek, które od mocnego uderzenia rozpoczęły trzeciego seta. Zbicia Mihajlović i Bosković dały im prowadzenie 4:0. W kolejnych minutach utrzymywały rywalki na dystans kilku oczek. W pewnym momencie ich przewaga wzrosła nawet do pięciu punktów, ale Brazylijki nie zamierzały tanio sprzedawać skóry. Próbowały ratować się blokiem, dzięki któremu na moment zbliżyły się do przeciwniczek, ale popełniały błędy w polu serwisowym. Na dodatek na środku przypomniała o sobie Stefana Veljković, a Europejki prowadziły na drugim czasie technicznym 16:12. Siatkarkom z Kraju Kawy na niewiele zdawały się czasy na życzenie ich szkoleniowca, a także roszady w składzie, bowiem wciąż musiały gonić rywalki. Nie znalazły już sposobu na ich zatrzymanie. Serbki w tym fragmencie meczu świetnie spisywały się w ofensywie, a asa serwisowego dołożyła jeszcze Bosković, dzięki czemu pewnie triumfowały w tej części spotkania (25:19).

Tylko w pierwszych fragmentach czwartej odsłony oba zespoły szły łeb w łeb. Sygnał do ataku Serbkom dała Veljković. Widać było, że Europejki coraz pewniej poczynają sobie na boisku, zaś w szeregi ich rywalek zaczęło wkradać się zniecierpliwienie i zdenerwowanie. Brakowało im pewności siebie z początku spotkania, co bezlitośnie wykorzystywały rywalki. Z akcji na akcję zyskiwały one przewagę na siatce, a dopisywało im także szczęście. Po szczęśliwej zagrywce Mihajlović odskoczyły od siatkarek z Ameryki Południowej już na sześć oczek. W kolejnych minutach obie ekipy popełniały sporo błędów, ale nie miały one większego wpływu na wynik. Brazylijki próbowały odrabiać straty blokiem, pojedynczymi udanymi atakami popisywała się też Natalia Pereira, ale inicjatywę wciąż miały Europejki, które pewnie kroczyły do tie-breaka. W końcówce swoje trzy grosze do wyniku dorzuciła jeszcze Tijana Malesević, a Serbki pewnie wygrały tę część spotkania (25:19).

W tie-breaku obraz gry nie uległ zmianie. W dalszym ciągu wiodącymi postaciami w serbskich szeregach były Mihajlović i Bosković, zaś po drugiej stronie siatki brakowało liderki, która wzięłaby ciężar zdobywania punktów na swoje barki. Błędy zaczęła popełniać nawet Sheilla, a sytuacja Brazylijek robiła się coraz trudniejsza. Przy zmianie stron traciły do rywalek trzy oczka, a po niej kompletnie straciły pomysł na dalszą grę. Pereira próbowała jeszcze poderwać koleżanki do walki, ale nie znalazły one skutecznej recepty na powstrzymanie Mihajlović. Kiedy przegrywały 11:14, wydawało się, że już jest po meczu, ale doprowadziły do remisu. W końcówce więcej zimnej krwi zachowały Europejki, które triumfowały 18:16.

Brazylia – Serbia 2:3
(25:16, 31:29, 19:25, 19:25, 16:18)

Składy zespołów:
Brazylia: Claudino (16), Pereira (16), Castro (13), Rodrigues (13), Lins (2), Menezes (11), Brait (libero) oraz Carvalho (4), Barreto (1), Da Silva, Ratzke, Guimaraes i Caixeta
Serbia: Bosković (30), Mihajlović (26), Malesević (11), Veljković (9), Ognjenović (3), Rasić (3), Popović (libero) oraz Stevanović (5), Brakocević (1) i Zivković

Mecz z Belgijkami Chinki rozpoczęły od mocnego uderzenia. Już po zbiciu Zhang prowadziły 4:1. Szybko o czas zmuszony był prosić szkoleniowiec Europejek, ale nie na wiele się to zdało, bowiem Azjatki dołożyły punkt w bloku, a na pierwszym czasie technicznym prowadziły już pięcioma oczkami. Po nim Belgijki nieco się otrząsnęły. Skuteczną zagrywką popisała się Charlotte Leys, a oczka w ataku dokładała Lisa van Hecke. Jednak wciąż ton boiskowym wydarzeniom nadawały podopieczne Jenny Lang Ping, które po ataku Zeng Chunlei wygrywały 16:13. Jednak akcje na środku Aelbrecht  i skuteczne zagrywki Van de Vjiver sprawiły, że obie ekipy w decydującą część premierowej odsłony weszły przy stanie remisowym. W końcówce na boisku dzieliły i rządziły Chinki, a w szczególności Zhang. Na dodatek ich rywalkom przytrafił się błąd ustawienia i problemy w przyjęciu, przez co stosunkowo gładko przegrały pierwszą odsłonę (19:25).

W pierwszej fazie drugiej partii walka toczyła się cios za cios, ale jeszcze przed pierwszym czasem technicznym ponownie inicjatywę na boisku zaczęły przejmować podopieczne trenerki Lang Ping, w których szeregach niezawodna tego dnia była Zeng Chunlei. Rywalki nie mogły znaleźć sposobu na jej zatrzymanie, a ich strata w błyskawicznym tempie urosła do pięciu oczek. Próbowały ratować się blokiem, ale po stronie gospodyń do gry włączyła się Hui, dzięki czemu kontrolowały one boiskowe wydarzenia. Belgijkom wyraźnie brakowało siły ognia w ataku, za to ich przeciwniczki świetnie poczynały sobie w defensywie, dzięki czemu mogły wyprowadzać zabójcze kontry. Na dodatek asa serwisowego dołożyła Xu, a Azjatki pewnie zmierzały do sukcesu w drugim secie. W końcówce Europejki popisały się kilkoma udanymi blokami, ale pozwoliło im to jedynie zmniejszyć rozmiary porażki (17:25).

Od początku trzeciego seta kluczowymi postaciami w chińskich szeregach były Zeng Chunlei i Zhangning, które prowadziły swoje koleżanki do osiągnięcia kolejnej wygranej w World Grand Prix. Udanymi zagraniami próbowała odgryzać się nim Van Hecke, ale i tak Belgijki przegrywały czterema punktami na pierwszym czasie technicznym. Po nim do walki poderwała je Aelbrecht, a kilka błędów Azjatek spowodowało, że gra się bardziej wyrównała, choć wciąż niewielką stratę do rywalek miały Europejki. Przewaga gospodyń widoczna była w bloku, ale po zbiciu Helene Rousseaux Belgijki traciły do rywalek tylko oczko, mogły więc mieć nadzieję na przedłużenie spotkania, ale w końcówce trzeciej odsłony przytrafiło im się kilka błędów, a w szeregach rywalek trzy grosze do wyniku dorzuciła Gong, dzięki czemu Chinki triumfowały 25:22.

Chiny – Belgia 3:0
(25:19, 25:17, 25:22)

Składy zespołów:
Chiny: Changning (16), Ruoqi (11), Chunlei (8), Junlin (7), Ni (6), Jungsi (2), Li (libero) oraz Xinyue (2) i Xiangyu (3)
Belgia: Van Hecke (15), Rousseaux (9), Aelbrecht (8), Leys (3), Heyrman (3), Van de Vijvver (2), Courtois (libero) oraz Grobelna, Herbots (3) i Biebauf (1)

Zobacz również
Wyniki i tabela pierwszej dywizji World Grand Prix

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, Grand Prix

Tagi przypisane do artykułu:
, , , , ,

Więcej artykułów z dnia :
2016-06-17

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved