Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > mistrzostwa świata > Waldemar Wspaniały: Jeżeli to się sprawdzi i będzie dobry wynik, to brawo

Waldemar Wspaniały: Jeżeli to się sprawdzi i będzie dobry wynik, to brawo

fot. Katarzyna Antczak

– My teraz jesteśmy prowadzeni dziwnie. Ale przyjmijmy, że trener najlepiej zna zawodników w tym czasie, bo jest obecnie najbliżej nich. On podejmuje decyzje, on za te decyzje odpowiada. Zobaczymy, co się będzie dalej działo – powiedział Waldemar Wspaniały.

Często mówi pan, że nie rozumie Vitala Heynena i jego sposobu prowadzenia reprezentacji Polski. Spodziewa się pan, że towarzyskie mecze z Belgią w Szczecinie rozjaśnią sytuację? Że poznamy podstawową „szóstkę” albo chociaż jej większość?



Waldemar Wspaniały:Nie jestem w skórze trenera i chyba nikt nie jest, nikt go nie potrafi rozgryźć. Tylko on sam wie, czy dalej będzie rotował, czy wreszcie zacznie stawiać na pierwszą „szóstkę”. Dzisiaj jest 4 września, za pięć dni ruszają mistrzostwa świata. To jest już taki czas, że ja z 95-procentową skutecznością mogę wymienić pierwsze „szóstki”, jakimi wyjdą Rosjanie, Francuzi, Włosi, Amerykanie, a naprawdę nie mam pojęcia, jaką „szóstką” wyjdzie nasza reprezentacja na swój pierwszy mecz w Bułgarii. Z Belgią zagramy dwa ostatnie sparingi i chciałbym, żeby już dały nam jakiś ogląd sytuacji. Myślę, że to jest wszystkim potrzebne, drużynie też, żeby był spokój.

Ale spodziewa się pan, że Heynen ten spokój wprowadzi?

– Naprawdę nie wiem. On mówi, że stałej „szóstki” nie będzie, że będzie cały czas rotował, nawet na mistrzostwach. W takim razie oglądamy jakąś nową metodę prowadzenia zespołu. Oczywiście jeżeli to się sprawdzi i będzie dobry wynik, to brawo.

Dobry wynik to jaki wynik?

– Heynen mówił, że jest szansa na medal. Jeśli o niego powalczy, bazując na tej swojej nowej metodzie, to okej.

Z jednej strony Heynen przez lata dał się poznać jako trener inny od wszystkich, z drugiej nie rotował aż tak ani przed rokiem składem Belgów, z którymi zajął czwarte miejsce na ME, ani składem Niemców, z którymi zdobył brąz na poprzednich MŚ, w 2014 roku.

– Ależ oczywiście! Grozer, Kaliberda, Kampa, Boehme – to byli zawodnicy grający w każdym meczu, wymienianych było maksymalnie dwóch ludzi. I właśnie tą stabilnością Niemcy zdobyli medal. Zgrali się, wykorzystali w pełni swój potencjał. My teraz jesteśmy prowadzeni dziwnie. Ale przyjmijmy, że trener najlepiej zna zawodników w tym czasie, bo jest obecnie najbliżej nich. On podejmuje decyzje, on za te decyzje odpowiada. Zobaczymy, co się będzie dalej działo.

Idźmy dalej – co jeszcze wzbudza pański niepokój, jeśli chodzi o postawę Heynena? Jego – powiedzmy ogólnie – żywiołowość, która przekłada się na żółte kartki pokazywane nawet przez polskich sędziów na Memoriale Wagnera?

– Nie wiem, może on chciał sprawdzić, jak polscy sędziowie będą na niego reagować. Znając specyfikę mistrzostw świata, podejrzewam, że bardzo szybko skończy się kartkami dla Heynena. I żeby się tyko skończyło żółtymi, a nie czerwonymi, które skutkują utratą punktów. Mam nadzieję, że on opanuje swój temperament, że będzie panował nad emocjami. Ja nie byłem świętoszkiem i trochę kartek w swojej karierze nadostawałem. Wiem, że czasem są takie sytuacje, że się nie da opanować emocji. Zazwyczaj tak się dzieje przez błędy sędziowskie. Rozumiem, że można się wkurzyć. Jeszcze raz mówię, że świętoszkiem nie byłem, ale Heynen praktycznie już każdy mecz zaczyna od kartek, strasznie się denerwuje. Mam nadzieję, że na mistrzostwach świata tak nie będzie.

Swoje nerwy okazywał pan zawodnikom tak jak Heynen ostatnio Pawłowi Zatorskiemu, a wcześniej Bartoszowi Bednorzowi? Zatorski się odciął, ale wyglądało na to, że też obraził. A Bednorza krzyki trenera chyba stłamsiły.

– Mnie też mocniejsze słowa się trafiały, nie będziemy się oszukiwać. Czasem trzeba wstrząsnąć zawodnikiem czy całym zespołem. Teraz trener ma problem, bo ciągle jest na podsłuchu. W moich trenerskich czasach jeszcze nikt nam na przerwach pod nos mikrofonów nie podstawiał, więc można było sobie na więcej pozwolić. A skoro teraz od razu wszystko idzie w świat, to jednak trener powinien się pilnować. Mam nadzieję, że Heynen jest na tyle doświadczony, żeby wyciągnąć wnioski. Naprawdę w to wierzę. Znam go od lat. Pamiętam go jeszcze jako zawodnika Noliko Maaseik, które pokonałem, prowadząc Mostostal w dwumeczu o awans do Final Four Ligi Mistrzów w Mediolanie [2003 rok]. Doświadczenia mu na pewno nie brakuje, więc liczę, że wreszcie zrozumie, że i kłótnie z sędziami, i zbyt ostre pokrzykiwanie na zawodników może tylko zaszkodzić. Wiadomo, że na jednego można podnieść głos, a na drugiego nie, bo go to zablokuje.

Cała rozmowa Łukasza Jachimiaka dostępna w serwisie Sport.pl

źródło: sport.pl

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, mistrzostwa świata, reprezentacja Polski mężczyzn

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2018-09-05

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved