Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > VolleyBox 25: Człowiek, który był legendą

VolleyBox 25: Człowiek, który był legendą

fot. Michał Ślusarski

Polska i światowa siatkówka poniosła ogromną stratę, ponieważ ten świat opuściła kolejna legenda – Andrzej Niemczyk. Człowiek, który poprowadził polskie siatkarki do największych sukcesów w ostatnich latach, już więcej nie wspomoże swoją radą, nie powie kolejnych gorzkich i ostrych jak nóż słów, nie pomoże wyciągnąć kobiecej siatkówki nad Wisłą z ogromnego kryzysu. Panie Andrzeju – dziękujemy za wszystko.

 



Magdo,

to wydanie VolleyBoxa nie mogło być poświęcone innemu tematowi niż ten. Śmierć pana Andrzeja Niemczyka to bezsprzecznie ogromna strata dla polskiej, ale też i światowej siatkówki. O tym, że był to utalentowany trener, siatkarski wizjoner i niezwykle barwny człowiek, wiedzą wszyscy pasjonaci siatkówki. O tym, że był dobrym wujkiem, ojcem i opiekunem, najlepiej wiedzą wszystkie zawodniczki, które pod jego skrzydłami osiągały największe reprezentacyjne sukcesy w swoich karierach. Pan Andrzej potrafił spełnić się także po drugiej stronie – na fotelu komentatora. Może jego wypowiedzi podczas spotkań kadry czy Orlen Ligi nie były tak barwne jak wszystkie anegdotki i żarciki Ireneusza Mazura (niektóre są wręcz wyborne, panie Ireneuszu – kłaniam się po pas), ale miały w sobie tyle merytorycznej zawartości, o jaką trudno pozostałym komentatorom siatkarskim. Osobiście – uwielbiałem słuchać wypowiedzi pana trenera, który często ganił i karcił, czasem chwalił, jednak wydaje mi się, że miał do tego pełne prawo. Z jego CV i jego wkładem w budowę polskiej, niemieckiej czy tureckiej siatkówki mógł sobie pozwolić na wiele. Jego odejście, choć w pewnym sensie nie takie nieoczekiwane, było i jest ciosem dla tej dyscypliny. Panie Andrzeju – dziękujemy za wszystko!

Pan Andrzej Niemczyk związany był z najlepszymi, złotymi czasami polskiej kobiecej siatkówki reprezentacyjnej. Za jego czasów drużyna narodowa zdobyła dwa złote medale na mistrzostwach Europy, z powodzeniem występowała na innych imprezach międzynarodowych, a kadra zaliczana była zawsze do grona faworytów zawodów. Przede wszystkim jednak dzięki trenerowi Niemczykowi wykluła się gwiazda Małgorzaty Glinki, Mileny Rosner, Aleksandry Przybysz, Marii Liktoras czy Doroty Świeniewicz. O polskie zawodniczki zabijały się najlepsze kluby świata – każdy chciał mieć w składzie Glinkę, Skowrońską czy Świeniewicz. I co z tych czasów pozostało? Zgliszcza i wspomnienia. Sukcesy reprezentacyjne to przeszłość. Światowej klasy zawodniczki – dalej te same co za pana Niemczyka (choć grono z roku na rok coraz bardziej się zawęża). Mocna i prężnie działająca liga – przy jej zamknięciu, kolejnych ucieczkach sponsorów i walce o to, by jako mistrz I ligi móc łaskawie zagrać w elicie to raczej tylko marzenie. Sukcesy młodych reprezentacji kobiet – próżno ich szukać. Dokąd więc zmierza polska siatkówka kobieca? Oby odejście pana Andrzeja nie było zwiastunem rozkładu polskiej siatkówki w wydaniu kobiecym. A mam wrażenie, że z roku na rok jesteśmy tego bliżej…

I jeszcze jedno – z panem Andrzejem miałem okazję rozmawiać raz. Nie była to rozmowa dziennikarza z trenerem, a zwykła rozmowa dwóch ludzi. Powiem krótko – kto nie miał okazji porozmawiać z nim o siatkówce, ten nigdy nie będzie wiedział, jak wielkim pasjonatem tego sportu można być i jak mocno można kochać tę dyscyplinę.


Przemysławie,

temat na 25. VolleyBoxa wybrałeś trudny, ale racja, nie było w minionym tygodniu ważniejszej siatkarskiej wiadomości. I w dniu, kiedy wszyscy fani siatkówki powinni się cieszyć i świętować wywalczony wreszcie przez naszych siatkarzy upragniony awans do Rio, nadeszła przytłaczająca i przygnębiająca wiadomość o śmierci naszego wielkiego trenera. Wiadomość może nie niespodziewana, ale jednak mocno poruszająca serca wszystkich, którzy siatkówką się interesują. Pan Andrzej Niemczyk tak długo opierał się wyniszczającemu nowotworowi, że wydawało się, że i tym razem uda mu się „posłać raka do diabła”, jak sam o tym mówił w wywiadach. Niestety, kolejna choroba zaatakowała na tyle mocno, że lekarze byli już bezradni. I mimo że pan Andrzej długo się opierał i walczył, w końcu został pokonany. Nawet on, człowiek, który nigdy białej flagi nie wywieszał, przegrał…

O tym, jak wielką stratą dla polskiej, a także światowej siatkówki jest śmierć trenera Niemczyka, nie trzeba chyba nikogo przekonywać. Wymieniłeś Przemku kilka jego zasług, a rozwój karier naszych najsławniejszych zawodniczek to przecież tylko mały wycinek jego sukcesów. Najlepszy okres polskiego kobiecego volleyballa to czas, kiedy z kadrą narodową pracował właśnie on. Nigdy wcześniej ani (jak na razie) nigdy później o polskiej kobiecej siatkówce nie mówiło się tak dużo i tak dobrze. To przecież zwycięstwa jego „Złotek” stały się motorem zainteresowania Polaków tą dyscypliną, która teraz, w wydaniu już męskim, przeżywa rozkwit. Tego, że postać pana Andrzeja Niemczyka na zawsze zapisze się na kartach historii polskiego (ale także światowego) sportu, nikt już nie wymaże. Nawet jeśli nadejdą kolejne sukcesy, zwycięstwa i medale.

Myślę jednak, że strata i żal po śmierci trenera jest tak duża nie tylko z powodu tego, że był on autorem tylu wiktorii polskiej siatkówki i tego, że jego dorobek życiowy był tak duży. Pana Andrzeja Niemczyka wyróżniała bowiem przede wszystkim osobowość – postępowanie i wypowiedzi często kontrowersyjne, ostre, bolesne, ale zawsze trafne, prawdziwe i szczere. Nie „owijał on w bawełnę”, nie „litował się” nad swoimi zawodniczkami, a jednak to jego zawsze najbardziej szanowały, słuchały i doceniały. I z tej współpracy były widoczne efekty. Kiedy dowiedziałam się o jego śmierci, od razu połączyłam to ze smutnym faktem zbiegnięcia się w czasie z dużym kryzysem w polskiej kobiecej siatkówce. I pomyślałam sobie, że może siatkarkom, nieodnoszącym zbyt wielu sukcesów od dobrych kilku już lat, brakuje kogoś takiego jak trener Niemczyk. Kogoś rządzącego „twardą ręką”, ale fachowego jak nikt inny, a do tego świetnego psychologa. Każdy kolejny szkoleniowiec pracujący z polską reprezentacją próbuje czegoś innego, ale to wciąż nie działa, nie wyciąga drużyny z kryzysu. A same siatkarki też nie wydają się już stanowić tak zgranego kolektywu, jak to było za czasów trenera Niemczyka.

Pisałeś Przemku o tym, jak trener kochał siatkówkę. Tak samo kochał też życie i wszystko, co z życiem związane. I jak tak sobie myślę, to widzę, że sposobem, w jaki odchodził, a także walką przez długie lata z nieodpuszczającą chorobą, dał nam i sportowcom kolejną lekcję. Nigdy się nie poddawaj, niezależnie od tego, jak potężny jest twój przeciwnik.

źródło: inf. własna

nadesłał: ,

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, Publicystyka

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2016-06-06

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved