Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Publicystyka > Cykle > VolleyBox 24: Wielki powrót

VolleyBox 24: Wielki powrót

fot. Michał Ślusarski

Piotr Nowakowski powrócił do reprezentacji. Po długiej przerwie, spowodowanej kontuzją pleców, znowu pojawił się na boisku i ogłosił swoją gotowość do gry w kadrze. Postać naszego środkowego bloku oraz jego postawa na parkiecie budzą podzielone zdania wśród kibiców. Jedni go lubią i doceniają rolę, jaką pełnił przez lata w reprezentacji, drudzy zaś krytykują za ospałość w grze. Który „Pit” powróci po trwającej niemal cały sezon przerwie? Ten, który swoimi atakami nie do zatrzymania irytował przeciwnika, czy ten, który czasem skakał do bloku nie tam, gdzie potrzeba?

 



Przemysławie,

na łamach VolleyBoxa mieliśmy już dysputy natury ekonomicznej (ceny biletów na mecze), etycznej (doping z użyciem meldonium), a nawet narodowościowej (zmiany przepisów dotyczących obcokrajowców w lidze). Przyszedł więc czas na rozważania niejako medyczno-psychologiczne. Bo czymże jest dla siatkarza, i w ogóle dla sportowca, kontuzja, zwłaszcza ta długa? Ano z pewnością problemem natury zdrowotnej. Kiedy wyczynowcowi przychodzi zmierzyć się z największą zmorą tej grupy zawodowej, oddaje się on pod opiekę lekarzy i wszelkiej maści specjalistów. Co się dzieje jednak, kiedy kontuzja zostanie wyleczona, a zawodnik teoretycznie staje się znów zdrowy? Zazwyczaj wraca on na swoje miejsce, czyli na boisko. Tylko czy jest to dla niego proste?

Odpowiedź na to pytanie nie jest zbyt skomplikowana. Proste to może być najwyżej powiedzenie sobie: „wracam”, z realizacją nie jest już tak łatwo. Problem powrotu po kontuzji dotyka prędzej czy później większość zawodowych sportowców, szczęśliwy ten, któremu nie było to dane. Kontuzja, rzecz normalna, z której żaden zawodnik zwykle nie robi tragedii. Trudności zaczynają się wtedy, kiedy „niemoc” grania się przedłuża, a sportowiec nie może robić tego, co potrafi najlepiej, czyli grać. Jako domorosły psycholog mogę przypuszczać, że rodzą się wtedy frustracje, rozsiewa się niepewność, „czy wrócę?”, „czy będę tak dobry/dobra jak przed kontuzją”? I nadchodzi w końcu moment, kiedy lekarz zezwala na wznowienie treningów. Jak się czuje sportowiec?

Z jednej strony z pewnością się cieszy, głód do gry wzrastał w nim od dłuższego czasu i wreszcie nadszedł moment, kiedy może on go zaspokoić. Z drugiej jednak strony długość przerwy w trenowaniu jest odwrotnie proporcjonalna do pewności, jaką gracz ma na boisku. Możemy więc przypuszczać, że pierwsze minuty na parkiecie, szczególnie w meczu o stawkę, będą dla Piotra Nowakowskiego źródłem sprzecznych uczuć – radości, ale i pewnej nieśmiałości. Tutaj niezwykle ważna jest rola drużyny, liczy się team spirit, świadomość, że koledzy stoją za tobą murem i cię wspierają. Wygląda na to, że w naszej reprezentacji wszystko jest w jak najlepszym porządku, jeśli chodzi o te sprawy. Niezwykle miło było patrzeć, jak ciepło przywitali „Cichego Pita” kompani z kadry, kiedy pojawił się on na boisku podczas Memoriału Wagnera. Po drugie jednak ważna jest też postawa sztabu szkoleniowego. Musi on zdawać sobie sprawę z tego, że nie od razu Rzym zbudowano i raczej niemożliwe (albo bardzo mało prawdopodobne) jest to, że długo nieobecny zawodnik, wchodząc po raz pierwszy na boisko, od razu zanotuje „wejście smoka”. Z pewnością trzeba mu dać czas, bo długa przerwa sprawia, że gracz czuje się trochę jak za czasów debiutu. Ale o tym trenerzy reprezentacji też wydaje się doskonale wiedzą, a fakt, że na pozycji środkowego mamy obecnie w kim wybierać, jest dodatkowym wsparciem dla decyzji szkoleniowców o stopniowym wprowadzaniu Nowakowskiego do gry.

Pozostaje jeszcze kwestia formy stricte fizycznej. Myślę, że skoro Nowakowski pojechał do Tokio, to nie dostał biletu jedynie za wcześniejsze zasługi dla reprezentacji. Trenerzy musieli dostrzec na treningach, że istotnie, mimo długiej przerwy, jest on w dobrej dyspozycji i będzie w stanie pomóc drużynie, może właśnie dzięki swojemu „głodowi gry”. Zresztą, chociaż siatkarką nigdy nie byłam, to sądzę, że z grą jest tak samo jak z jazdą na rowerze – tego się nie zapomina. Profesjonalny środkowy nawet w nocy o północy będzie pewnie w stanie wykonać poprawny atak czy ustawić się do taktycznego bloku. Działają po prostu pewne schematy, które kształtowane są w umyśle zawodnika przez lata treningów i zagranych meczów. Wszystko jednak do pewnego stopnia. Nic nie zastąpi zgrania z drużyną, a pojedynczy blok zatrzymuje przeciwnika znacznie rzadziej niż podwójny czy potrójny. Tak zwane czucie gry również nie od razu będzie takie samo jak przed kontuzją. Bycie w rytmie meczowym pozwala często na bardziej trafne rozszyfrowywanie przeciwnika, a takiego rytmu z pewnością powracającym po przerwie sportowcom brakuje.

Jaki więc będzie los Piotra Nowakowskiego? Myślę, że w Tokio nie odegra on jeszcze znaczącej roli, tym bardziej że ma naprawdę godnych rywali na swojej pozycji. Jednak nie raz pokazał on już kibicom, że jest naprawdę klasowym zawodnikiem, a kimś takim nie przestaje się być tak nagle. Potrzebny jest czas, a jestem pewna, że w Rio powrócą kąśliwe floaty i wbijane w trzeci metr boiska gwoździe.

źródło: inf. własna

nadesłał: ,

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, Cykle, reprezentacja Polski mężczyzn

Tagi przypisane do artykułu:
,

Więcej artykułów z dnia :
2016-05-30

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved