Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Publicystyka > Analizy > VolleyBox 23: Bilety do Rio – blisko czy daleko?

VolleyBox 23: Bilety do Rio – blisko czy daleko?

fot. Michał Ślusarski

Siatkarscy kibice od stycznia czekali na meczowy comeback reprezentacji Polski. Biało-czerwoni mają za sobą kilkudniowe zgrupowanie oraz Memoriał Huberta Jerzego Wagnera, a przed sobą jeszcze sporą liczbę treningów i czas na poprawę mankamentów. Co wiemy na dzień dzisiejszy? Czy do Rio jest nam blisko czy daleko?

Magdo,



nie wiem jak ty i nasi czytelnicy, ale ja stęskniłem się za reprezentacją Polski siatkarzy. Ligowe zmagania, a zwłaszcza mecze o medale, trochę mnie rozczarowały brakiem zaciętości i emocji. Z jednej strony był to minus, bo pod koniec sezonu serca nie skoczyły nam do gardeł, ale z drugiej strony to plus, bo część kadrowiczów mogła szybciej udać się na namiastkę odpoczynku i choć trochę podładować baterie przed kolejnymi miesiącami treningów i morderczej pracy. A jak wiemy jest po co pracować, bo biletów do Rio nasi panowie jeszcze sobie nie zagwarantowali.

No właśnie, co z tym Rio? Czy mistrzowie świata zagrają w najważniejszej imprezie czterolecia? Po tym, co widziałem w rozgrywanym w Krakowie Memoriale Huberta Jerzego Wagnera, naprawdę ciężko stwierdzić. Dla przypomnienia chłopaki Antigi przegrali 2:3 z Bułgarią i Serbią oraz wygrali 3:1 z Belgami. Nikt nie musi mówić, że to początkowy etap przygotowań, że w treningu na pewno było sporo dużych obciążeń i siłowni, a mało gry i techniki. Wszystkie osoby, które mają pojęcie o siatkówce, wiedzą, że na tym etapie nie można wyciągać pochopnych wniosków. Takich też nie chcę wyciągać ja.

Moje spostrzeżenia będą krótkie i, mam nadzieję, treściwe. Liderami naszej kadry wciąż będą Bartosz Kurek i Michał Kubiak. Obaj panowie już w Krakowie zasygnalizowali, że znajdują się w wysokiej formie i mogą być nadal motorami napędowymi naszego zespołu. Dużo chęci do gry pokazał również nowy nabytek mistrzów Polski z Kędzierzyna-Koźla, Mateusz Bieniek. Środkowy może nie szalał w bloku i ataku, ale za to po raz kolejny udowodnił, że jego „bieńkówka” (chyba można tak powiedzieć o jego zagrywce) sieje spustoszenie w szeregach rywali.

Odchodząc od pozytywów i idąc do neutralnych opinii, podzielę się z wami moimi dwoma znakami zapytania – Grzegorz Łomacz i Rafał Buszek. Pierwszy z nich za kadencji Antigi zadomowił się w reprezentacji i nawet wywalczył sobie miejsce w wyjściowym ustawieniu. Łomacz zagrał dobry sezon w Lubinie, bez wątpienia jest jednym z wyróżniających się siatkarzy w PlusLidze, jednak według mnie to wciąż nie jest „international level”. Nie od dzisiaj wiadomo, że pozycja rozgrywającego to nasza największa bolączka. Po odejściu Pawła Zagumnego i odsunięciu na boczny tor Łukasza Żygadły brak nam dwóch równorzędnych, wysokich graczy na tej pozycji. Łomacz wirtuozem rozegrania nie jest, a do tego ograniczają go warunki fizyczne. Od czasów gry w Jastrzębiu-Zdroju cenię umiejętności Grzegorza Łomacza, jednak zastanawiam się, czy pozycja rozgrywającego numer 1 w kadrze to odpowiednia rola dla tego gracza. Drugą wątpliwość w mym sercu zasiał Rafał Buszek. Ozłocony mistrzostwem Polski przyjmujący w tym sezonie nie pograł zbyt wiele, bo w klubie stawiano częściej na parę Deroo-Tillie i właśnie ten brak ogrania i praktyki meczowej na przestrzeni sezonu może okazać się zgubny. Być może mistrz świata udźwignie ciężar gatunkowy pojedynków w Japonii (i trzymam za to mocno kciuki!), jednak obawa o jego dyspozycję pozostaje.

W trzecim punkcie o tytule „zmartwienia” napiszę kilka słów o Fabianie Drzyzdze i Mateuszu Mice. Zacznę od tego drugiego. Bardzo szkoda, że nasz Mikuś przez tak długi czas musi zmagać się z kontuzją kolana i nie jest jeszcze w stu procentach gotowy do gry w pełnym wymiarze czasowym, bo kadrze dawał on naprawdę dużo. Jego kiwki „z kapelusza”, nienaganna technika, trudne floatowe zagrywki – to był coś, co mocno pomogło nam w zdobyciu mistrzostwa świata. Mam nadzieję, że reprezentacyjni lekarze postawią Mateusza na nogi, a trenerzy zdążą przygotować go na mecze w Japonii, bo to naprawdę top 3 naszych rodzimych przyjmujących. Przechodząc do Fabiana Drzyzgi, mam wrażenie, że ten zawodnik nie tyle zatrzymał się w swoim siatkarskim rozwoju, co postawił mały krok w tył. Jeszcze kilka lat temu mówiło się o nim jako o następcy Zagumnego na najbliższą dekadę. Rozgrywający Resovii wkroczył do kadry pewnym krokiem i pokazał, że potencjał i umiejętności ma ogromne, jednak po zdobyciu mistrzostwa świata coś się zmieniło. W klubie i w rozgrywkach reprezentacyjnych często nie zauważałem już u niego tego polotu, a grę schematami, którą rywale w mig rozszyfrowywali. Czy jestem przewrażliwiony? Nie wiem, ale widzę, że Amerykanie (Christenson), Włosi (Giannelli), Francuzi (Toniutti) czy Serbowie (Jovović) mają sypaczy w podobnym wieku lub młodszych, u których widać tę niekonwencjonalność, którą jeszcze jakiś czas temu Fabian Drzyzga miał. Oby udało mu się przypomnieć te czasy, kiedy zaskakiwał swoimi zagraniami wszystkich dookoła.

Odpowiadając na pytanie z tytułu VolleyBoxa – wydaje mi się, że jesteśmy w połowie drogi do Rio. Do tematu awansu podchodzę bardzo spokojnie, bo wolę być miło zaskoczony niż niemile rozczarowany. Znam potencjał naszego zespołu, znam też potencjał rywali w japońskim turnieju i wiem, że sportowo jesteśmy w stanie bilet do Brazylii wywalczyć. Wierzę w to mocno i za naszych panów trzymam kciuki!

Przemysławie,

oj tak, ja też już nie mogłam się doczekać pierwszego meczu naszej męskiej reprezentacji i niestety miały na to wpływ również mało emocjonujące finały PlusLigi. Pozostał bowiem po nich pewien niedosyt. Jednak emocje reprezentacyjne to zupełnie co innego, przeżywa się je, przynajmniej w moim przypadku, znacznie intensywniej. Na szczęście dla nas, kibiców i fanów siatkówki, od teraz przez długi czas czeka nas nieustająca przez kilka miesięcy seria spotkań z udziałem Polaków. Radość dla nas, dla zawodników trudne wyzwanie. Czy podołają mu po może krótszym, ale bardziej niż zwykle forsownym sezonie ligowym? Czy awansują do Rio? Na to pytanie nikt nie zna odpowiedzi, ale większość, tak jak i ja, mocno wierzy, że się uda.

Tym razem, Przemku, muszę powiedzieć, że wyjątkowo zgadzam się z większością twoich przemyśleń i dzielę z tobą niepokoje o poszczególnych zawodników. Rzeczywiście, sytuacja naszej reprezentacji nie jest wymarzona, ale z drugiej strony chyba bywało już w przeszłości gorzej. Nawiązując do Memoriału Wagnera, z pewnością pokazał on nam, że kadra Antigi nie jest w optymalnej formie, ale jak już to zaznaczyłeś i wielokrotnie wspominał o tym nasz trener – forma ma przyjść na Tokio. I tego się trzymajmy, mamy przecież w zespole profesjonalistów, którzy znają się na rzeczy i rozłożeniu obciążeń na poszczególne tygodnie pracy. Po drugie, co jednak z dyspozycją zawodników? Zdrowie Mateusza Miki rzeczywiście martwi, zaryzykuję stwierdzenie, że być może powinien on dostać wolne na czas memoriału, aby chociaż chwilę dać odpocząć zmęczonemu kolanu. Tak, wiem co zaraz powiecie, sztab trenerski musiał się przecież dowiedzieć, czy przyjmujący będzie w ogóle w stanie grać, ale uważam, że Mika jest tak kluczowym dla naszej kadry zawodnikiem, że nie wyobrażałam sobie, aby mógł do Japonii nie polecieć. Być może istotnie nie będzie on w stanie grać w turnieju pierwszych skrzypiec, ale jestem pewna, że w kluczowych (może nawet kryzysowych) momentach „zrobi on różnicę”. Jak to się skończy dla jego stawów po sezonie, lepiej jednak nie myśleć… Drugi mój niepokój to Rafał Buszek, o którym już również wspomniałeś. Po tym, co zobaczyliśmy w Krakowie, można wysnuć wniosek, że w związku z niepewną dyspozycją Miki to właśnie ten zawodnik będzie tym pierwszoszóstkowym. Buszek zawsze był graczem, którego zagrania może nie „porywały tłumów”, ale zawsze zapewniały stabilny poziom i dawały pewność, że przyjęcie będzie dobre, a ataki skończone. W Tauron Arenie naszemu przyjmującemu nie szło jednak najlepiej, wielokrotnie miał problemy ze skutecznością. Czy świadczy to o jego słabszej formie? Możliwe, ale tak samo prawdopodobne jest to, że to po prostu kwestia ostrzejszych treningów i w Japonii będzie lepiej. Poza tym mamy jeszcze innych przyjmujących. O Michale Kubiaku wspominać nie będę, bo chyba klasy tego zawodnika nie trzeba nikomu udowadniać. Zaś Artur Szalpuk to dobry materiał na długoletniego reprezentanta Polski, ale według mnie jak na razie wciąż tylko materiał. Nie wydaje mi się, że w Japonii może on zmienić przebieg gry, ale może się mylę…

Co do rozgrywających, również podzielam twoje zdanie (niebywała to zgodność w tym VolleyBoxie!) i myślę, że napisałeś już dosyć, aby zasiać wątpliwości w kibicowskie serca. Grą (a w tym sezonie także brakiem gry) Fabiana Drzyzgi jestem rozczarowana, bo jeszcze kilka lat temu zapowiadał się na wielkiego zawodnika, a teraz jego kariera stanęła w miejscu i nie wiadomo, co będzie dalej. Jest to jednak siatkarz, który potrafi kreować grę i nawet będąc w nie najwyższej formie fizycznej, może odwrócić losy meczu.

Żeby nie było jednak o samych wątpliwościach i niepewnościach, to teraz jeszcze trochę o plusach. Na pewno zaliczyć do nich można grę naszych atakujących, Bartosza Kurka i Dawida Konarskiego. Cieszy mnie fakt, że nareszcie ten drugi dostał realną szansę na grę, co nie zdarzało się wcześniej zbyt często. I chociaż nie jestem wielką fanką talentu Konara, to jednak pozytywnie mnie zaskoczył swoją dyspozycją w Krakowie. Oby tak dalej. Drugim akcentem wnoszącym nadzieję w to, że szansa na Rio jest wciąż duża, są nasi środkowi. Jeśli bowiem Karol Kłos i Mateusz Bieniek grają tak, jak grają w ogniu przygotowań do ważnego turnieju, to jaką dyspozycję pokażą w Tokio? Może być jeszcze lepiej. A przecież mamy jeszcze niezastąpionego jokera, czyli Marcina Możdżonka i wracającego Piotra Nowakowskiego, o którego formie trudno cokolwiek jeszcze powiedzieć, ale przecież umiejętności mu nie brakuje. Do niewątpliwych atutów zaliczymy też na pewno ostoję przyjęcia i obrony, czyli Pawła Zatorskiego i tak oto mamy komplet. O ile więc mamy swoje problemy, to jednak nie brakuje nam też „broni”. A pewne niepokoje mogą tylko sprawić, że drużyna będzie bardziej skupiona na grze, nawet w starciach z teoretycznie słabszymi przeciwnikami.

Chciałabym was (i siebie przy okazji też) przekonać, że przecież po tym, jaką drogę przebyli siatkarze dotąd, teraz pozostało im to najmniej skomplikowane zadanie. Z turnieju w Tokio awansują trzy drużyny plus najlepsza z Azji. To więc nie Berlin i mamy nawet przyzwolenie na drobne potknięcia. Ale z drugiej strony jest to ostatnia szansa, presja ciągle wzrasta. Łatwo z pewnością nie będzie, ale jak to gdzieś kiedyś zasłyszałam: nie chcą nas wpuścić do Rio przez drzwi, a my i tak wejdziemy oknem. I wierzmy, że właśnie tak będzie i w końcu, po wielu miesiącach zmagań, nasi siatkarze osiągną upragnione Rio. Nie ma innej opcji!

źródło: inf. własna

nadesłał: ,

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, Analizy, Artykuły, Felietony

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2016-05-23

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved