Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Publicystyka > Artykuły > VolleyBox 18: Historia nie napisała się na naszych oczach

VolleyBox 18: Historia nie napisała się na naszych oczach

fot. Michał Ślusarski

Asseco Resovia Rzeszów czwartą ekipą w Europie. Wiele klubów z takiego sukcesu niezmiernie by się cieszyło, jednak czy miejsce tuż za podium cieszy rzeszowian? Polscy kibice marzyli o z dawna wyczekiwanym przełomie i kolejnej złotej karcie w historii siatkówki nad Wisłą – triumfie w Champions League, więc oni mogą czuć się zawiedzeni. A przynajmniej ja jestem, bo na niespodziankę w postaci wygranej z Zenitem, a potem ogrania Włochów w finale po prostu mocno liczyłem.

 



Magdo,

nie da się ukryć, że najważniejszym wydarzeniem minionego tygodnia był finałowy turniej Ligi Mistrzów siatkarzy rozgrywany w Krakowie. Jak przystało na polską gościnność, turniej zorganizowany był pierwszorzędnie. Pełne trybuny, głośny doping, muzyka, radość, zabawa – krótko mówiąc: wielkie święto siatkówki nad Wisłą. Pełniący rolę gospodarzy siatkarze Resovii nie mieli jednak czego świętować, bo rozgrywki zakończyły się dla nich w najgorszy z możliwych sposobów, a mianowicie brakiem medalu i najgorszym dla sportowca czwartym miejscem. Historia nie napisała się na naszych oczach.

O ile tego, co działo się (i pewnie dalej się dzieje) w głowach i sercach siatkarzy z Rzeszowa mogę się tylko domyślać, o tyle o swoich odczuciach i emocjach mogę mówić z pełną świadomością. Dla mnie krakowski Final Four i całe emocje związane z tymi zawodami zakończyły się już w sobotę około godziny 19:00. Wydarzeniem elektryzującym siatkarską społeczność w naszym kraju bez wątpienia było starcie finalistów ubiegłorocznych rozgrywek – Resovii i Zenitu Kazań. To na ten pojedynek wszyscy ostrzyli sobie zęby. To właśnie to spotkanie i pokonanie giganta z Rosji miało otworzyć nową erę siatkarskiej historii w Polsce i w Rzeszowie, bo przecież po pokonaniu Zenitu droga do historycznego złota Ligi Mistrzów stałaby otworem… Po pierwszym secie wygranym przez rzeszowian drzwi uchyliły się jeszcze bardziej, jednak w kolejnych trzech (przyszły reprezentant Polski) Wilfredo Leon i jego koledzy z wielkim hukiem te drzwi zatrzasnęli. Resovia nie sprawiła sensacji, nie weszła do finału, więc zgodnie z rosyjskim podejściem „brązowy medal to nie medal” meczu o brąz nawet nie śledziłem.

Czuję się zawiedziony. Przecież turniej w krakowskiej Tauron Arenie miał być tym przełomowym, polski klub miał wreszcie sięgnąć po złoty medal najważniejszych klubowych rozgrywek w Europie. Być może za bardzo przyzwyczaiłem się do sukcesów polskich zespołów, bo przecież tych w ostatnich latach nie brakowało i stąd me wielkie rozczarowanie. Nie chcę być krytykantem występu rzeszowian w meczu z Zenitem, ale trzeba przyznać, że mistrzowie Polski zagrali trochę bojaźliwie i (a może przede wszystkim) popełnili zbyt wiele błędów własnych. Zenit tego niestety nie wybaczył i wygrał czwarte z pięciu starć z czołówką PlusLigi w tym sezonie.

Rzeszowianie przegrali już Puchar Polski i Ligę Mistrzów, ostatnią szansą na uratowanie sezonu jest finał PlusLigi. Srebro na krajowym podwórku i udział w kolejnej edycji europejskich pucharów Resovia ma już zagwarantowany, jednak utrata mistrzostwa Polski i „nic w zamian” w stolicy Podkarpacia raczej odebrana będzie jako sezon słaby i mała klęska. W moim odczuciu – z taką grą jak w meczu z Zenitem podopiecznym Andrzeja Kowala może być ciężko wydrzeć złoto rozpędzonej i grającej efektowną siatkówkę ZAKSIE. No ale pożyjemy, zobaczymy.

 

Przemysławie,

cóż mogę napisać, chyba tylko – szkoda… Szkoda, że i tym razem się nie udało. Muszę przyznać, że spodziewałam się, że wybierzesz taki temat na dziś. Turniej w Krakowie był niewątpliwie najważniejszym wydarzeniem tygodnia, ale z drugiej strony ostatnio sporo miejsca w Volleyboxie poświęcamy europejskim pucharom, a zwłaszcza Lidze Mistrzów. Ten ostatni raz w obecnym sezonie omówmy jednak nasze polskie Final Four.

Przyznaję, iż po cichu liczyłam w sobotę na „sensację”, którą, biorąc wszystko pod uwagę, byłoby pokonanie Zenitu przez Resovię. Mimo świadomości tego, w jakiej dyspozycji jest drużyna z Podkarpacia, jej realnych możliwości i siły, jaką dysponuje przeciwnik, nie traciłam wiary. No bo przecież o wszystkim decyduje dyspozycja dnia, a poza tym Resovia miała za sobą 15 tysięcy wspierających ją w hali kibiców. I sobotnie popołudnie zaczęło się bardzo obiecująco, niestety jednak skończyło się mniej przyjemnie. Rzeszowianie wyglądali rzeczywiście na mocno spiętych, stawka wyraźnie ich zmobilizowała, ale i trochę „spętała nogi”. Wydaje mi się, że to właśnie brak pewności i zdecydowania, nieco większej ilości ryzyka (o które tak apelował na czasach trener Kowal) sprawił, że Zenit zaliczył sobie zwycięstwo nad kolejną polską drużyną w tym sezonie. Co do niedzielnej walki o brązowy medal to tu muszę przyznać, że rzeszowianie trochę mnie zawiedli. Spuszczając zasłonę milczenia na końcówkę czwartego seta (gdzie brąz był tak blisko, a jednak tak daleko!), to w tie-breaku Resovia niejako sama odebrała sobie szansę na zwycięstwo. Rozumiem ryzyko, ale psucie kilku zagrywek z rzędu nie dawało nawet najmniejszej możliwości odrobienia strat…

Rzeczywiście, wiele tekstów zapowiadających krakowskie Final Four „pompowało balonik”, zaznaczając, że tym razem musi się udać i wreszcie to na szyjach polskich siatkarzy będzie można podziwiać złote medale Ligi Mistrzów. Moim zdaniem jednak bywały lata, kiedy realnie byliśmy dużo bliżsi zwycięstwa. I nie chodzi tu o dystans setowy czy punktowy, ale po prostu o formę prezentowaną w danym sezonie. Niestety trzeba przyznać, i o tym wspominasz również ty, drogi Przemku, że Resovia nie prezentuje ostatnio swojej najwyższej formy. Przyczyn jest wiele, a plaga kontuzji ważnych siatkarzy jest z pewnością jedną z nich. Tak więc rozczarowanie kibiców nie powinno być chyba aż tak wielkie. Mimo że wszyscy wierzyli, że tym razem się uda, to jednak realistycznie patrząc, szanse nie były oceniane wysoko. I wspominali o tym nawet sami zawodnicy z Podkarpacia.

Wszyscy wierzyli… no właśnie, na koniec chciałabym wspomnieć o czymś, co mocno mnie w ten weekend zirytowało. W Tauron Arenie atmosfera była wspaniała, kibice zdzierali gardła i wspierali graczy z całych sił, nawet wtedy, kiedy wynik był, delikatnie mówiąc, niekorzystny. I to było niesamowite. W tym samym czasie jednak w komentarzach na różnych portalach społecznościowych pojawiały się ironiczne wypowiedzi, których autorzy drwili z porażki Resovii, życzyli jej kolejnego niepowodzenia i cieszyli się ze zwycięstwa Rosjan. Taką sytuację uważam po prostu za żenującą. Myślałam, że oczywistym jest to, że kiedy polski klub walczy w europejskich pucharach, to nie ma znaczenia to, z jakiego miasta on pochodzi. Ważne jest tylko to, że jest to drużyna polska i samo to jednoczy wszystkich kibiców znad Wisły. Myliłam się, widocznie dla niektórych podziały są na tyle trwałe, że nie jest ich w stanie przełamać nawet tak wyjątkowa okazja. I jest to niewątpliwie bardzo przykre… Może jednak takie przypadki nie powinny przysłaniać obrazu, jaki pozostanie w pamięci kibiców drużyn z Włoch i Rosji, tych którzy odwiedzili w weekend Kraków. Oni z pewnością byli pod wrażeniem tego, jakimi kibicami są Polacy.

źródło: inf. własna

nadesłał: ,

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, Artykuły, Publicystyka

Tagi przypisane do artykułu:
, , , ,

Więcej artykułów z dnia :
2016-04-18

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved