Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Publicystyka > Artykuły > VolleyBox 17: Nagła zmiana warty

VolleyBox 17: Nagła zmiana warty

fot. Michał Ślusarski

Dzisiejszy temat pewnie nikogo zbytnio nie zaskoczy, ale kiedy na polską siatkówkę spada taka bomba, to nie można pozostać obojętnym. Mowa będzie oczywiście o najgłośniejszej sprawie minionego tygodnia, czyli zmianie trenera w PGE Skrze Bełchatów. A właściwie to wydarzenie będzie jedynie pretekstem do tego, aby podyskutować o tym, jakie skutki niosą ze sobą takie nagłe reformy…

 



Przemysławie,

dla niewtajemniczonych w telegraficznym skrócie wyjaśnię (chociaż nie podejrzewam ani ciebie, Przemku, ani was, drodzy czytelnicy, o takie przeoczenie), iż ostatnio gruchnęła wieść, że na kilka tygodni przed najważniejszymi rozstrzygnięciami sezonu siatkarskiego Skra postanowiła pożegnać się z Miguelem Falaską. Powodem miała być niemożność „współpracy z całym zespołem”. Dzień później zaskoczenie, przynajmniej moje, było jeszcze większe, gdy poinformowano, że Skrą pokieruje Philippe Blain. Kibicom nasuwa się z pewnością pytanie, jak taka zmiana wpłynie na formę bełchatowian? Przecież ciągle walczą oni o mistrzostwo Polski i to właśnie teraz jest ten najważniejszy moment, kiedy najmniejszy nawet błąd może pozbawić ich szans na końcowy triumf. Pomijając więc kwestię, co było przyczyną takiego posunięcia, czy rzeczywiście konflikt w zespole był aż tak silny itp., zastanówmy się, jakie mogą być tego skutki.

Historia siatkówki daje nam wiele przykładów, kiedy to dochodziło do nagłych albo nieoczekiwanych zmian na stanowiskach selekcjonerów. Powody bywały różne, zwykle jednak chodzi o niezadowalającą postawę danego teamu, nieosiąganie wyznaczonych celów. Szukając ilustracji dla takich sytuacji na przestrzeni ostatnich lat, muszę powiedzieć, że mieliśmy do czynienia z wieloma zaskakującymi decyzjami prezesów klubów i związków. I trudno znaleźć regułę dotyczącą skuteczności tych działań, jedne bowiem okazywały się absolutnym sukcesem, podczas gdy inne kompletnie się nie sprawdzały. Na pierwszy ogień weźmy więc te nie do końca udane, tutaj nasuwają mi się przykłady polskich utytułowanych zawodników, którzy po skończeniu kariery objęli funkcję trenera, czyli choćby Piotr Gruszka w BBTS-ie Bielsko-Biała czy Sebastian Świderski w Farcie Kielce (czy też później w ZAKSIE). Jeśli chodzi o dobre zmiany, to szukać nie trzeba daleko: Stephane Antiga i jego nieoczekiwana rola zaskoczyły chyba wszystkich, podobnie jak wspomniany Miguel Falasca i objęcie przez niego czołowego polskiego klubu. Piszę o zatrudnianiu samych niedoświadczonych trenerów, nowych w swoim fachu, ale przecież to właśnie te zmiany budzą największe emocje wśród kibiców i ekspertów, to właśnie one wywołują wątpliwości. Nikt przecież nie zastanawiał się, czy Rosjanie postępują dobrze, powierzając na nowo współpracę z reprezentacją Władimirowi Aleknie albo np. czy plusligowy Lotos Trefl nie popełnia błędu, zatrudniając utytułowanego Andreę Anastasiego. Takie posunięcia bowiem nie stanowią zbyt dużego ryzyka, ale z drugiej strony trzeba przyznać, że nie każdy może sobie na nie pozwolić…

Niektórzy sądzą, że są pewne drużyny tak dobre i zgrane, że trener nie musi za dużo robić i kombinować, aby wszystko działało jak w szwajcarskim zegarku, a tytuły produkowały się rok po roku. I pewnie czasem tak jest, ale raczej nie „na dłuższą metę”. Pokazała to ostatnio sytuacja w Chemiku Police, który swojego szkoleniowca, Giuseppe Cuccariniego, postanowił zwolnić z dnia na dzień po przegranej w Lidze Mistrzyń. A przecież drużyna z Pomorza skład ma jak na polskie warunki wymarzony, trener również stanowi nie byle jaką postać w świecie siatkówki, a jednak coś nie zagrało.

Na koniec nawiążę znowu do tematu, który był inspiracją dla dzisiejszego VolleyBoxa. Muszę przyznać, iż chociaż bardzo zaskoczyła mnie decyzja władz Skry, tym bardziej że nie byłam mocno w temacie wewnętrznych konfliktów w klubie, to jednak nie obawiam się o formę w końcówce sezonu i to, że temperatura emocji w walce o mistrzostwo drastycznie spadnie. Zmiana trenera jest na pewno trudna dla drużyny, ale zatrudnienie kogoś takiego jak Philippe Blain według mnie gwarantuje pewien poziom i stabilność. Szczególnie, że wielu siatkarzy już z nim współpracowało na reprezentacyjnych parkietach. Poza tym, licząc na dobrą i emocjonującą rywalizację, myślę, że swoistą niepisaną regułą jest to, że często nowy trener oznacza szybkie sukcesy. Ich źródłem może być nowa energia i motywacja wyzwalana w zawodnikach przez selekcjonera. Czy w tym wypadku Francuz będzie takim katalizatorem dla Skry? Jakie jest wasze zdanie?


Magdo,

nie ukrywam, że temat tego VolleyBoxa nie jest dla mnie zaskoczeniem. News o zwolnieniu Miguela Angela Falaski w tak nagłym trybie zelektryzował całą siatkarską Polskę, a informacja z następnego dnia o zatrudnieniu „Filipa” Blaina była drugim zaskakującym posunięciem włodarzy PGE Skry. Dlatego też sprawę bełchatowską troszkę sobie przemyślałem.

Z własnego doświadczenia sportowego wiem, że co jak co, ale konflikty w drużynie są jeszcze gorsze niż plaga kontuzji. Niesnaski zawsze działają negatywnie i choć zaangażowanych w konflikt może być zaledwie dwóch czy trzech członków załogi, to złe fluidy i problemy wewnętrzne bardzo szybko potrafią rozprzestrzenić się po całym zespole. A to jeden z zawodników rzuci butami, bo ma dość niewyjaśnionych spraw w zespole, a to drugi weźmie stronę jednego z graczy, trzeci i czwarty jednak dołączą do opozycji, a kapitan i zastępca kapitana dojdą do wniosku, że oni pogodzić próbowali, ale jak nie wyszło, to nie ich sprawa. Konflikt eskaluje, głowa nie jest skupiona tylko na sporcie, spada motywacja, spada forma. Prosta droga do porażek i rozsypki. W takich momentach bardzo ważna jest osoba trenera, który swoim autorytetem pewne rzeczy musi wyjaśnić i rozwiązać. W sporcie, zwłaszcza drużynowym, dwa frazesy są bardzo znane: „łatwiej zmienić trenera niż skład” i „trener bez posłuchu w drużynie to zwykły pionek”.

Czy oba te frazesy dotyczą trenera Falaski? Pierwszy jak najbardziej tak. W najważniejszej części sezonu wyrzucenie z drużyny 2-3 ważnych graczy wiąże się z brakiem możliwości zatrudnienia zastępstwa, a co za tym idzie zubożenie składu i ograniczenie pola manewru w trakcie kluczowych pojedynków. Zmiana trenera jest dużo prostsza, bo jego obowiązki tymczasowo przejąć może asystent, a zatrudnienie nowego fachowca często przynosi tzw. efekt nowej miotły. Problemem mogą być oczywiście finanse, ale w siatkówce na najwyższym poziomie światowym (a do takiego spokojnie można zaliczyć Skrę) nie obraca się tak wysokimi sumami, jak w elicie piłkarskiej, więc na pewno jest to problem rozwiązywalny. Budżet Skry został najwyraźniej tak skrojony, iż wypłata dla tak znakomitego fachowca jak Blain nie była kłopotem.

Jeśli chodzi o drugi frazes, to wkraczamy na teren podobny do potterowskiego Zakazanego Lasu. Problemy wewnętrzne drużyny, choćby najbardziej poważne i bulwersujące, zawsze trzymane są wewnątrz i nie wypływają do mediów. Nie ma chyba sezonu, by jakaś kontrowersja nie miała miejsca. Pamiętamy sprawę listu kadrowiczów dotyczącą Łukasza Żygadły, aferę skarpetkową Mariusza Wlazłego, niezrozumiałe zwolnienie Daniela Castellaniego z Sir Safety Perugia czy ucieczkę Earvina N’Gapetha z Kuzbassu Kemerowo prowadzonego wtedy przez jego ojca. Opinia publiczna nigdy nie poznała kulisów tych spraw i… chyba już nie pozna. Tak samo będzie w kwestii trenera Falaski. Być może Hiszpan nie potrafił utemperować gorących argentyńskich głów Nicolasa Uriarte i Facundo Conte, być może nie udało mu się zapanować nad gwiazdami zespołu, których w Bełchatowie nie brakuje, a może po prostu jego staż trenerskiej pracy (a co za tym idzie warsztat, nomen omen jeszcze nie tak bogaty jak chociażby Philippe Blaina) nie porwał drużyny? To chyba kolejna tajemnica, o której część środowiska na pewno wie więcej, ale ogół nigdy się nie dowie.

Jakie jest moje zdanie w kwestii zmiany trenera w Bełchatowie? Pan prezes Piechocki steruje ekipą z Bełchatowa nie pierwszy rok, więc doświadczenie w zarządzaniu jedną z najlepszych drużyn w Europie i na świecie ma przeogromne. Tym samym na pewno wie, co robi. Skoro zdecydował się na taki ruch i to w tak ważnej części sezonu, to musiał mieć pewność, że z Miguelem Falaską u sterów okręt zwany Skra dopłynie co najwyżej na mieliznę. Osobiście jestem orędownikiem młodych trenerów, a w szczególności polskich. Hiszpan polskiego obywatelstwa nie nabył (i co najgorsze polskiego języka raczej pojąć nie chciał), ale jest młodym szkoleniowcem, więc trzymałem za niego kciuki. Cieszę się, że dostał szansę rozwoju w Bełchatowie i doszedł do wniosku, że jak spadać, to z wysokiego konia. Przez prawie 3 lata udało mu się z sukcesami podróżować na energetycznym ogierze, ale wreszcie ten zrzucił go z siodła. Cóż, taka jest trenerska dola. Zatrudnienie Philippe Blaina oceniam jako bardzo dobre posunięcie władz bełchatowskiego teamu. W skonfliktowanym (przynajmniej tak się wydaje) zespole w końcówce sezonu doświadczony trener może być gwarantem sukcesu. O osiągnięciach i wieloletnim doświadczeniu Blaina nikomu mówić nie trzeba, bo to szkoleniowiec najwyższej klasy, jednak pozostaje pytanie: czy w tak krótkim czasie Francuzowi uda się wyraźnie poprawić grę Skry? Według mnie celem numer jeden będzie ugaszenie wewnętrznego pożaru i podtrzymanie obecnej (co by nie mówić dosyć dobrej) formy Kłosa, Wrony i spółki. Jeśli to Blainowi się uda – sukces murowany i w finale PlusLigi obejrzymy ZAKSĘ i właśnie Skrę.

źródło: inf. własna

nadesłał: ,

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, Artykuły, PlusLiga, Publicystyka

Tagi przypisane do artykułu:
, , , , ,

Więcej artykułów z dnia :
2016-04-04

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved