Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Publicystyka > Analizy > VolleyBox 15: Skąd się biorą niespodzianki?

VolleyBox 15: Skąd się biorą niespodzianki?

fot. Michał Ślusarski

Sensacja, zaskoczenie, niespodzianka, rewelacja – takie określenia w ostatnim czasie towarzyszą meczom siatkówki. Zadziwiające rozstrzygnięcia stały się tak częste, że trudno przewidywać wyniki spotkań. Jakie są przyczyny tego, że ze zwycięstw coraz częściej cieszą się drużyny skazywane wcześniej na przegraną, a faworyci są zmuszeni przełknąć gorycz kolejnych porażek?

Przemysławie,



zazwyczaj kiedy w jakimś meczu pada wynik, którego większość kibiców i ekspertów się nie spodziewała, myślimy sobie: „Jak to się mogło stać?”. Ale po chwili przychodzi refleksja: „Właściwie nawet najlepszym drużynom zdarza się przegrywać…”. Jednak nastawienie kibiców zapewne trochę się zmienia po tym, jak ostatnio mamy do czynienia z, dosłownie mówiąc, pasmem sensacji w siatkówce. Bo przecież to nie może być przypadek, żeby faworyci tak wiele razy zostali pokonani w tak krótkim czasie. Stąd właśnie temat na dziś.

Żeby nie być gołosłowną: porażka Lotosu Trefla z AZS-em Politechniką, przegrana Skry z Łuczniczką Bydgoszcz, opuszczenie Lubina bez zdobytego punktu przez Resovię. To tylko PlusLiga w ostatnich kilku tygodniach. Oprócz tego Orlen Liga i równie gładka porażka Chemika z BKS-em Bielsko-Biała. Żeby jednak nie wywierać negatywnego wrażenia, należy wspomnieć też niedawne całkiem radosne niespodzianki. Tutaj na pierwszy plan wysuwa się triumf Skry nad Zenitem w Kazaniu czy świetna dyspozycja naszych siatkarzy i siatkarek plażowych w turnieju w Rio.

Szukając przyczyn tego, dlaczego coraz częściej dochodzi do zaskoczeń w polskich i zagranicznych ligach, a nawet w rozgrywkach pucharowych, należałoby pewnie zagłębić się w składy zespołów. Jednym bowiem z powodów może być z pewnością zbytnie poleganie na jednym zawodniku, „samotnej gwieździe”, na którą wszyscy liczą i spodziewają się, że wygra każdy mecz. I oczywiście przez długi czas taka taktyka może działać, a mecze niemal „same się wygrywać”. Tylko że nic nie trwa wiecznie. W końcu nawet najlepszego siatkarza czy siatkarkę może dopaść kryzys czy, nikomu nie życząc, kontuzja. Wtedy zaś właśnie pojawiają się problemy… Przykładem takiej sytuacji, chociaż oczywiście w ograniczonym stopniu, są choćby kłopoty z regularnością Asseco Resovii, która często nieco za bardzo polega na swoim atakującym Bartoszu Kurku, w szczególności zwracając uwagę na to, jak teoretycznie „bajeczny” ma skład.

Drugą przyczyną może być też po prostu lekceważenie słabszego przeciwnika. Oczywiście do czegoś takiego nie przyzna się żaden zawodnik, w wywiadach powszechne jest zdanie, iż „szanujemy każdego rywala”. Jednak czasem gracze mogą sobie nawet nie zdawać sprawy z tego, że nie angażują się w dany mecz na 100%, bo mecz z drużyną, która w tabeli zajmuje np. ostatnie miejsce, nie budzi po prostu maksymalnej mobilizacji, koncentracji ani emocji. Za to w ekipie skazywanej na rychłą porażkę dzieje się często zgoła odmiennie. Energia i chęć pokazania, że nie jest się gorszym, może skłonić do pokazania swoich najlepszych umiejętności.

Ostatnią rzeczą, która może mieć wpływ na niespodziewane rozstrzygnięcia (a z którą pewnie największa liczba z was się zgodzi), jest zmęczenie sezonem. Zawodowi siatkarze i siatkarki grają teraz niemal non stop, wakacje są coraz krótsze, a jeśli dany zawodnik prezentuje na tyle dobry poziom, żeby grać w reprezentacji swojego kraju, to często bywa tak, że przerwy praktycznie w ogóle nie ma. Brak więc również czasu na regenerację. Końcowa część sezonu, z jaką mamy do czynienia teraz, sprawia więc, że nawet jeśli drużyna ma mocny skład, to jednak w pewnym momencie coś przestaje działać. Bo energia słabnie, kontuzje prześladują, za to oczekiwania wciąż pozostają na tym samym poziomie albo nawet rosną.

A ty, Przemysławie i wy, drodzy czytelnicy, w czym upatrujecie przyczyn częstych niespodzianek?


Magdo,

pytanie, które zadałaś mnie i czytelnikom w tytule chyba nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Jestem święcie przekonany, że było już wielu trenerów, statystyków, naukowców i pasjonatów, którzy zadali sobie trud dogłębnej analizy większej lub mniejszej liczby porażek Goliatów z Dawidami. Skoro my teraz zadajemy sobie to pytanie powtórnie, oznacza to, że z ich badań i analiz chyba niewiele wynikło…

Każdy mecz rządzi się swoimi prawami, a i genezy porażki zapewne są różne. Zespoły, które częściej oglądają plecy rywali, niż same dają innym oglądać swoje własne, sytuację mają ułatwioną. Przy regularnych porażkach łatwiej odnaleźć w swojej grze mankamenty, które tydzień po tygodniu odzierają z radości, punktów i premii. Pewne niedociągnięcia na pewno można zniwelować, ale nie wszystko jest możliwe do poprawy. O czym mowa? Na przykład szeroko pojęte przygotowanie motoryczne (każdy ma jakieś swoje granice, których nie przeskoczy), brak odporności na stres (czyli popularne „drżenie rąk w trudnej sytuacji” – przy niektórych zawodnikach nawet najlepszy psycholog sportowy może załamać ręce) lub braki w technice (czym skorupka nie nasiąkła za młodu…). Ale to wszystko tyczy się drużyn słabszych, których porażka nie jest niespodzianką. Wróćmy więc do głównego wątku.

Oczywiście masz rację, mówiąc o trudach sezonu, o braku odpowiedniej ilości odpoczynku, bagatelizowaniu czy lekceważeniu przeciwnika albo poleganiu tylko na jednej personie, która ma zawsze ciągnąć grę zespołu. Nie napisałaś chyba tylko o dwóch rzeczach, które w wypowiedziach zawodników pojawiają się dosyć często: dyspozycja dnia i szczęście.

Zacznę od tego drugiego. Dla jednych oznaką nadchodzącego szczęścia jest czterolistna koniczyna, dla innych tęcza nad ich głową. Czym jest szczęście dla siatkarza? Ciężko jednoznacznie stwierdzić. Może jest tym niespodziewany błąd sędziego przy wykorzystanych wszystkich wideoweryfikacjach drużyny przeciwnej? Może milimetrowy aut atakującego rywali w kluczowym momencie seta? A może drobna prowokacja pod siatką, której nie dostrzegło oko i niedosłyszało ucho rozjemcy zawodów skutkujące później brakiem koncentracji u przeciwnika? Wszystkie te sytuacje (a na pewno ty, Magdo i wy, volleyboxowicze, wymienicie ich jeszcze więcej) mogą być traktowane jako siatkarskie szczęście. Bijąc się o mistrzostwo Polski lub grając w innych zawodach na poziomie mistrzowskim, w grę wchodzą nawet najmniejsze detale. Najbardziej efektownym okazem siatkarskiego szczęścia jest bez wątpienia Earvin N’Gapeth. Reprezentant Francji, oprócz fenomenalnych umiejętności, podejmuje często nie tyle ryzykowne, co niedorzeczne decyzje, ale… kończą się one punktem. Z całym szacunkiem dla N’Gapetha, ale bez dozy szczęścia i szaleństwa nie byłby tak wielkim zawodnikiem, jakim jest.

Poruszając drugą kwestię, dyspozycję dnia, również możemy mieć mieszane uczucia. Czasami słysząc takie stwierdzenie z ust zawodnika czy zawodniczki podczas pomeczowego wywiadu, mam wielką ochotę zapytać, co dokładnie rozumie przez dyspozycję dnia. Czy ma to związek z dobrym snem, dobrą regeneracją w gabinecie fizjoterapeuty i odpowiednią dietą czy może z odpowiednio zawiązanym obuwiem, umiejętnymi manewrami taktycznymi trenera i trzema trafionymi w linię zagrywkami, które dziwią samego zagrywającego? Co by jednak nie mówić i jakkolwiek tych słów nie rozpatrywać, jest w tym czasem więcej losowości i przypadku niż faktycznie zaplanowanych działań.

A! I jeszcze jedno. Pozytywna lub negatywna aura bijąca od zawodnika/zawodników. Co mam na myśli? Posłużę się przykładem. Kibice wspomnianej już przez ciebie Resovii do tej pory ze łzą w oku wspominają fenomenalnego Georga Grozera. Popularny „Dżordż” grał jak z nut i wznosił swój zespół na inny poziom, swoją świetną grą ze współpartnerów robił sportowe bestie, gladiatorów, które razem z nim surfowały na wysokiej fali. Gorzej, gdy jemu nie szło. Kolejny blok, kolejny aut – zwieszona głowa Georga, krzywa mina i zdenerwowanie na samego siebie. Gra rzeszowian blednie, minuta po minucie rywale nabierają wiatru w żagle… Taka sytuacja nie tyczy się tylko tego zawodnika, ale wielu innych, którzy mają spory wpływ na grę całego zespołu. Wniosek jest jednak taki sam – siła złych fluidów i negatywnych emocji jest potężna.

źródło: inf. własna

nadesłał: ,

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, Analizy

Tagi przypisane do artykułu:
,

Więcej artykułów z dnia :
2016-03-21

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved