Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Publicystyka > Analizy > VolleyBox 14: Czy polskie zespoły sięgną Zenitu?

VolleyBox 14: Czy polskie zespoły sięgną Zenitu?

fot. Michał Ślusarski

Po pokonaniu pierwszej polskiej zapory Zenit trafił na kolejnego przedstawiciela PlusLigi – PGE Skrę Bełchatów. Jeśli podopiecznym Władimira Alekny uda się ograć najbardziej utytułowany polski klub ostatnich lat, to w finale czekać na nich może gospodarz turnieju, Asseco Resovia Rzeszów. Czy elita klubowej siatkówki męskiej w Polsce jest w stanie zatrzymać rosyjski marsz po złoto?



Magdo,

już na wejściu muszę zadać ci dwa pytania. Czy nazwa Real Madryt coś ci mówi? Czy kojarzysz koszykarską ekipę Chicago Bulls? Jeśli odpowiedzi są twierdzące, to nie będzie dla ciebie kłopotem znalezienie powiązania między tymi zespołami a ich siatkarskim odpowiednikiem – Zenitem Kazań.

Po erze Itasu Diatec Trentino, który przez kilka sezonów z rzędu dzielił i rządził na europejskich i światowych parkietach, nastaje era rosyjskiego Zenitu. Od lat team z Kazania plasował się w czołówce siatkarskich zespołów na kontynencie, jednak nigdy nie udawało mu się osiągnąć pełnej dominacji na wzór Włochów. Miniony sezon pokazał, że gracze ze stolicy Tatarstanu są już bliscy tego celu. Mistrzostwo i Puchar Rosji oraz złoty medal Ligi Mistrzów były ogromnymi sukcesami najbogatszego siatkarskiego klubu świata, jednak do pełni szczęścia brakowało czwartej korony – złota Klubowych Mistrzostw Świata. Na nieszczęście dla Rosjan w finale tych rozgrywek lepsza okazała się pełniąca rolę gospodarza Sada Cruzeiro. Plany o pełnej dominacji we wszystkich rozgrywkach team z Kazania odłożył więc na trwający aktualnie sezon…

Los chciał, że realizację jednego z celów, a mianowicie złotego medalu Ligi Mistrzów, Rosjanie będą mocno uzależniać od Polski, ponieważ na ich drodze do sukcesu stanąć mogą aż trzej rywale znad Wisły. W pierwszej rundzie play-off Champions League na Zenit trafił wicemistrz Polski, Lotos Trefl Gdańsk. Zespół Andrei Anastasiego, zgodnie z przewidywaniami, nie sprostał gigantowi i musiał pogodzić się z porażkami 1:3 i 0:3. W Gdańsku nikt z tego powodu nie płakał, aczkolwiek rozmiar porażki (sety przegrywane do 19 czy 16) nieco rozczarował.

Po pokonaniu pierwszej polskiej zapory Zenit trafił na kolejnego przedstawiciela PlusLigi – PGE Skrę Bełchatów. Jeśli podopiecznym Władimira Alekny uda się ograć najbardziej utytułowany polski klub ostatnich lat, to w finale czekać na nich może gospodarz turnieju, Asseco Resovia Rzeszów. W tym miejscu chcę zadać tytułowe pytanie tobie, Magdo i wam, drodzy czytelnicy: czy elita klubowej siatkówki męskiej w Polsce jest w stanie zatrzymać rosyjski marsz po złoto? Moje uczucia w tej kwestii są mocno mieszane.

Co prawda Skra i Resovia są aktualnie drugą i trzecią siłą w PlusLidze, jednak wydaje mi się, że oba zespoły mogą nie mieć odpowiednich argumentów, by oprzeć się sile Zenitu. Pomimo słabszych wyników Rosjan na ostatnich mistrzostwach Europy czy świata zawodnicy z tego kraju wciąż są bardzo groźni i stanowią o sile swoich klubów. Michajłow, Butko, Kobzar, Gucaljuk, Spiridonow, Werbow czy Babiczew to aktualni lub byli kadrowicze, o których renomie nie trzeba przypominać. Jednak nie oni stanowią najgroźniejszą broń Zenitu. Zdecydowanie największymi strzelbami są obcokrajowcy – Matt Anderson i Wilfredo Leon. Zwłaszcza gra tego drugiego może się podobać – dynamika, siła, technika i spokój emanujące od tego zawodnika pozwalają go nazwać Ronaldo lub Messim siatkówki. I tu moja drobna uwaga – jeśli po meczach z Treflem ktoś ma jeszcze wątpliwości, czy Leon jest polskiej kadrze potrzebny, to gratuluję. Ale to kompletnie inny temat, więc zostawmy go.

Patrząc na skład i formę prezentowaną przez Skrę i Resovię, mam wielkie obawy czy któraś z tych ekip będzie w stanie nawiązać walkę z Michajłowem i spółką. Bełchatowianie mają w swoim składzie kilku bardzo wartościowych graczy, jednak problemy z kontuzjami Michała Winiarskiego i nieco bardziej falująca niż zwykle forma Mariusza Wlazłego oraz Facundo Conte mogą okazać się fatalne w skutkach. Nie lepiej jest w obozie rzeszowian, którzy mając ogromne środki finansowe i plejadę gwiazd w składzie, w większości spotkań muszą liczyć wyłącznie na dobrą dyspozycję Bartosza Kurka. Z Zenitem sam Kurek niestety nie wygra i potrzebne będzie wsparcie od reszty zespołu, który jak do tej pory pokazał, że może zagrać świetnie, ale może także zawodzić na całej linii.

Czy może wy macie w tej kwestii nieco bardziej pozytywne zdanie?


 

Przemysławie,

z twojej wypowiedzi bije straszny sceptycyzm i pesymizm… Dlaczego? Jeszcze nie wybrzmiał nawet pierwszy gwizdek w meczu Skra – Zenit, a ty już piszesz o starciu rosyjskiej potęgi z Resovią. Nie wierzysz w ekipy z ligi mistrzów świata?

Na wstępie chciałabym zaznaczyć, iż chociaż siatkówka jest bezsprzecznie moją najmocniejszą stroną, jeśli chodzi o sporty, to jednak nazwy klubów, które wymieniłeś na początku swojej wypowiedzi, nie są mi obce. I oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, jakiej klasy przeciwnik trafił się polskim zespołom. Zgadzam się, że szczególnie niefortunnie się złożyło, iż losowanie wyznaczyło Zenitowi drabinkę, która runda po rundzie może oznaczać starcie z naszymi klubami. Ale nie ma co dramatyzować. Piszesz o gwiazdach, które stanowią o sile teamu z Kazania – Leon, Anderson, Michajłow… nie da się ukryć ani zaprzeczyć, że takich zawodników w swoich szeregach chciałby mieć każdy trener. No właśnie, do ich mocnych punktów, takich które „robią różnicę”, dodałabym jeszcze postać szkoleniowca – trenera nad trenerami – Władimira Aleknę. Ilość atutów oraz tytułów, które zdążyłeś już wymienić (a to jedynie część!), zdecydowanie może przytłoczyć. Nie dziwi więc fakt, że wiarę przed starciem z takim zespołem tracą sami zawodnicy drużyn przeciwnych, przykładem mogą tu być choćby wypowiedzi graczy Lotosu sprzed kilku tygodni, w których mecz z Zenitem i swoje ewentualne zwycięstwo uważaliby oni za rodzaj „siatkarskiego cudu”.

Dlaczego jednak od razu nastawiamy się negatywnie? Po pierwsze, od razu nasuwa mi się myśl, iż przecież mamy do czynienia z Ligą Mistrzów, najlepszą siódemką europejskich zespołów, tu nie ma miejsca dla słabych drużyn. Popatrzmy sobie tylko na skład, oprócz wspomnianych Skry, Zenitu i gospodarza finałowych rozgrywek – Resovii mamy tutaj zacne grono: Biełogorie Biełgorod, Cucine Lube Civitanova, Trentino Diatec Volley i Halbank Ankara. I czy rzeczywiście tak dużo lepiej trafiłyby polskie ekipy, gdyby losowanie przydzieliło im np. włoskiego rywala z Civitanovej? Wszakże wiele mediów i kibiców huczało, że, jak zwykle zresztą, Polacy trafili najgorzej. Otóż wcale nie musi tak być. Wspomniany klub ze słonecznej Italii ma na papierze nie gorszy skład od Zenitu. Osmany Juantorena czy William Priddy na przyjęciu, Dragan Stanković i Marco Podrascanin jako środkowi, rozegranie w wykonaniu Micah Christensona, a na libero Jenia Grebennikov. Muszę przyznać, że taka grupa również budzi wielkie emocje. Ekipę Michała Kubiaka, bo to właśnie Halkbank będzie rywalizował z włoskim zespołem, czeka więc niełatwa przeprawa. I naprawdę trudno by mi było stwierdzić, kto trafił gorzej, team z Bełchatowa czy z Ankary.

Starcia z teoretycznie mocniejszymi rywalami mogą na zawodników działać dwojako. Z jednej strony trema i przekonanie, że przeciwnik jest lepszy, mogą „paraliżować” i osłabiać morale tej „mniej gwiazdorskiej” drużyny. Szczególnie wtedy, kiedy forma nie jest do końca taka, o jakiej by się marzyło, kontuzje nie pozwalają grać na 100%, a zmęczenie sezonem sięga, nomen omen, zenitu. Z drugiej jednak strony taki mecz może stanowić ogromnie mobilizujące wyzwanie. Skoro wszyscy uważają, że i tak przegramy, to nie mamy nic do stracenia, więc walczymy na całego i zobaczymy, co z tego wyjdzie. Niejednokrotnie już przecież byliśmy świadkami takich „sensacji”, kiedy zdecydowany faworyt ponosił bolesną porażkę z niżej notowanym klubem czy reprezentacją. Żeby trzymać się twoich piłkarskich nawiązań, wspomnę chociażby zeszłoroczny mecz Polaków z Niemcami (dla formalności przypomnę wynik – 2:0) czy Ligę Mistrzów 2013 i 4 gole naszego rodaka Roberta Lewandowskiego strzelone wspomnianemu przez ciebie Realowi Madryt. Czy nie jest możliwe, żeby Skra Bełchatów stała się naszą Borussią Dortmund, a Wilfredo Leon czy Matt Anderson wystąpili w roli Cristiano Ronaldo (oczywiście w dyspozycji ze wspomnianego meczu)?

I na koniec, aby wnieść trochę nadziei w te kibicowskie serca – pamiętacie, jak wszyscy rozpaczaliśmy, kiedy podczas mistrzostw świata 2014 Polska trafiła w ćwierćfinale do „grupy śmierci” z Rosją i Brazylią? A także to, jak to się później skończyło? Celem polskich drużyn jest zwycięstwo w Lidze Mistrzów, a żeby to zrobić, trzeba pokonać każdego napotkanego na drodze przeciwnika. I może lepiej zrobić to wcześniej, po prostu…

źródło: inf. własna

nadesłał: ,

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, Analizy, europejskie puchary, Publicystyka

Tagi przypisane do artykułu:
, , , ,

Więcej artykułów z dnia :
2016-03-14

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved