Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Publicystyka > Analizy > Volleybox 12: Bo w Azji fajnie jest

Volleybox 12: Bo w Azji fajnie jest

fot. Michał Ślusarski

Finanse – nie od dziś wiadomo, że jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze. Tak samo w życiu, jak i w sporcie – bez względu na dyscyplinę odgrywają one niemalże kluczową rolę. Czy to jedyny powód, dla którego siatkarze wyjeżdżają do lig azjatyckich?


Przemysławie,

czy myślałeś kiedyś nad przeprowadzką do Azji? Skądinąd wiem, że lubisz podróżować, także pytanie wydaje się zasadne w odniesieniu do moich dzisiejszych rozważań. Gdybyś zadał takowe pytanie mnie, to zapewne nie potrafiłbym udzielić ci jednoznacznej odpowiedzi. Po analizie potencjalnych zysków i strat, plusów i minusów, ewentualnych działań, których miałbym tam się podejmować i odpowiednich finansów…STOP.



Finanse – nie od dziś wiadomo, że jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze. Tak samo w życiu, jak i w sporcie – bez względu na dyscyplinę odgrywają one niemalże kluczową rolę. Dawniej mówiło się o wyjazdach na daleki wschód jako o sportowej emeryturze, dzisiaj w tym kierunku udają się zawodnicy w zdawałoby się sile wieku. W tym miejscu mam na myśli również siatkarzy.

Koronnym przykładem zawodnika występującego kolejny sezon w ligach azjatyckich jest Australijczyk Thomas Edgar. Potężnie zbudowany atakujący pomimo ledwie 26 lat reprezentował przez dwa sezony ekipę Gumi LIG Insurance Greaters z Korei Południowej, by podpisać nową umowę na występy w drużynie…Beijing Volleyball z Chin. Zresztą niczego nie ujmując Edgarowi, lepsi zawodnicy od niego zaliczali już chińskie przygody, czego koronnym przykładem jest znany z występów w Asseco Resovii Rzeszów serbski przyjmujący Nikola Kovacević. Obecnie w lidze Państwa Środka występują takie tuzy siatkówki jak Cristian Savani czy Michał Łasko, a także (były?) reprezentant Polski – Zbigniew Bartman.

Przemku, czy według ciebie Korea Południowa to kraj dobry do życia? Jeśli wahasz się z odpowiedzią na to pytanie, to ja odwołuję się do twojego siatkarskiego sumienia. Czy nie chciałbyś tydzień w tydzień oglądać w konkretnym klubie danej ligi Roberlandy Simona lub Georga Grozera, a jeszcze niedawno Gavina Schmitta i Kevina La Roux?

W odpowiedzi na ten tekst pewnie zarzucisz mi niski poziom ligi, infrastruktury, kibiców oraz że same nazwiska nie grają. I co najgorsze pewnie masz rację, bo nawet najlepsi zawodnicy nabijający regularnie po kilkadziesiąt punktów w meczu mogą się znudzić. W tej historii jest jednak jedno malutkie ale… By zobaczyć ich występy na żywo, albo musisz jechać do Korei, albo szukać internetowych streamów.

Powyższe przykłady zadają kłam pewnej odwiecznej zasadzie, a mianowicie, że pieniądze nie grają, że liczy się drużyna. Nic bardziej mylnego. Jak widać są na świecie kraje i ligi, w których to właśnie zasobność kont włodarzy danych klubów decyduje o tym, by zawodnicy z absolutnego światowego topu, którzy mogliby jeszcze kilka lat pograć na bardzo wysokim poziomie, wybierają, nie bójmy się tego stwierdzenia – łatwe pieniądze.

Rozumiem ewentualne zarzuty, że kariera zawodnicza jest krótka, że nie wiadomo kiedy przekreśli ją kontuzja, że nie wiadomo kiedy tak naprawdę przestanie się być „tym wybitnym”. Do mnie te argumenty zupełnie nie trafiają, bo dla mnie poziom zawodnika poza tym sportowym określa jego ambicja, a nie zasobność portfela.

Patryku, jakże DROGI Patryku,

lubię sushi, sake, grzyby mun, sajgonki, podoba mi się Szanghaj, Pekin, Tokio czy Kuala Lumpur, cenię marki takie jak Yamaha, Suzuki czy Panasonic, ale… czy aby na pewno chciałbym mieszkać w którymś z azjatyckich miast na stałe? Aktualnie chyba inne rejony świata są dla mnie interesujące, ale… nigdy nie mów nigdy. Moja podróżnicza dusza pewnie kiedyś o Azję się upomni.

Jednak nie w tym rzecz, co zrobiłby dziennikarz Przemek, tylko co zrobiłby zawodowy siatkarz Przemek. Jak widać po przykładach Grozera, Dante Amarala, Edgara czy Le Roux – wielcy, utalentowani, doświadczeni i klasowi siatkarze obierają azjatycki kierunek dosyć chętnie i nie traktują go jako zsyłki. Co nimi kieruje? To wiedzą oni sami, a ja mogę jedynie wczuć się w ich skórę. Mało znany kierunek, egzotyka, inna kultura, lekko niewiadomy poziom sportowy, duże pieniądze, możliwość rozwoju gry w defensywie, z której słynie azjatycka siatkówka – bilans plusów i minusów nie jest aż tak wyraźny i jednoznaczny, jakby się mogło wydawać…

Cóż, trzeba podjąć decyzję – jechać do Korei, Japonii czy Chin czy też zostać w lidze polskiej, włoskiej lub tureckiej? Wydaje mi się, że podjąłbym wyzwanie. Ciężko o tym mówić, nie znając jakichkolwiek detali dotyczących tej decyzji, jednak ja poszedłbym drogą Zibiego Bartmana i próbował gry w każdym zakątku świata. Nasz, jak to napisałeś, „były?” reprezentant kraju jest siatkarskim obieżyświatem, może nawet nazbyt aktywnym, jednak bliżej mi do jego decyzji niż do decyzji podejmowanych przez maminsynków Włochów. Panowie z Półwyspu Apenińskiego trzymają się maminych kiecek tak mocno, że powoli krztuszą się już wciąganym makaronem i kiszą się we własnym bolońskim sosie. O ile reprezentacja zagrała w Pucharze Świata świetnie, o tyle zespoły klubowe wśród panów zaczynają znaczyć coraz mniej nawet na kontynencie. Odpowiecie – przecież Łasko grał w Polsce, teraz gra w Chinach, Juantorena grał w Turcji, Cernić w Resovii, a Travica w Rosji. Tylko te nazwiska coś mało włoskie, a i mentalność inna…

Co do wspomnianej przez ciebie na końcu tekstu ambicji zawodnika. Czy mając na koncie medale PlusLigi i ligi włoskiej, ambicją nie jest zmierzenie się z trudami i wymaganiami jednej z lig azjatyckich? Czy posiadanie w swoim dorobku mistrzostwa Japonii, Pucharu Chin czy medalu azjatyckiej Ligi Mistrzów to rysa na siatkarskiej zbroi i coś, o czym trzeba jak najszybciej zapomnieć? Nie wydaje mi się. Wręcz przeciwnie – jest to osiągnięcie, którym można się pochwalić i wyróżnić, bo w końcu do tych lig nie trafia przeciętny odbijacz, a gwiazdy. Jedne młodsze, inne starsze, ale gwiazdy. Dodatkowo dobrze płacą? Super, gdzie podpisać?

Patrząc na ligę koreańską czy chińską oczami zwykłego Kowalskiego, można się trochę „podgrzać” plejadą gwiazd grających w klubach z tamtych krajów. Sam chciałbym zobaczyć w akcji Simona czy Savaniego, których (jak się niefortunnie złożyło) na żywo nie miałem okazji obserwować. Nigdy w koreańskiej hali nie byłem, jednak wydaje mi się, że infrastruktura sportowa nie jest tam wcale taka zła. Ktoś był, ktoś widział, ktoś podejmie się oceny? Chętnie wysłucham i zobaczę zdjęcia lub filmy z azjatyckich hal. Te, które ja widziałem okiem kamery, były według mnie więcej niż przyzwoite. Dyskomfortem może być tylko monotonny i powtarzany z uporem maniaka doping tamtejszej publiczności. Ale to chyba wszystkim Polakom będzie przeszkadzać, bo przecież równamy się do najlepszych kibiców, kibiców reprezentacji i klubów znad Wisły.

No i na koniec – ja pojechałbym zmierzyć się z jedną z lig azjatyckich. Ze swoich powodów, ze swoich pobudek, dla spełnienia własnych ambicji. Ale czy to ważne, dlaczego tam chcę jechać? Przecież i tak wszyscy powiedzą, że pognałem za kasą.

źródło: inf. własna

nadesłał: ,

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, Analizy, ligi zagraniczne, Publicystyka

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2015-10-14

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved