Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Publicystyka > Analizy > VolleyBox 11: Złotka bladną i śniedzieją

VolleyBox 11: Złotka bladną i śniedzieją

fot. Michał Ślusarski

Mistrzostwa Europy dla naszej żeńskiej kadry zakończyły się… no właśnie, jak się zakończyły? Na papierze – 8. miejscem, w głowach kibiców – rozczarowaniem. Męska kadra poprzeczkę zawiesiła wysoko, a panie od czasów złotek oddalają się coraz mocniej…

Piotrku,

ten odcinek VolleyBoxa na pewno jest wyjątkowy, bo choć wciąż piszę do osoby, której imię także rozpoczyna się na literę „P”, to piszę również do osoby, która w kobiecej siatkówce jest ekspertem. Tak, tak, mowa o tobie, Piotrku. I właśnie z kobiecym tematem uderzam dzisiaj do ciebie!

Niedawno dla naszych pań zakończył się letni okres reprezentacyjny. Czy był on udany? W moim odczuciu nie. Kilka „volleyboxów” temu (nowa jednostka czasu, prawie jak jedna „Wenta”) wypowiadałem się dosyć pochlebnie o Jacku Nawrockim i naszej reprezentacji. Apelowałem, by dać dziewczynom czas, by dać im szansę i wesprzeć panie w trudnych dla żeńskiej siatkówki chwilach. Swoich słów nie cofam, bo zależy mi na dobru całej siatkówki – od młodzieżowej, przez plażową, na seniorskiej kończąc. Jednak duże ziarno niepewności zasiały we mnie wypowiedzi trenerów Matlaka i Niemczyka.



Obaj panowie nie ukrywali, że dramat polskiej siatkówki kobiecej trwa w najlepsze. Dlaczego? Bo na mistrzostwach Europy można było zdziałać więcej, wygrać więcej spotkań, a być może załapać się nawet do TOP4. Można było lepiej się spisać w World Grand Prix i awansować do elity, by w kolejnym roku móc mierzyć się z Rosją, a nie z Peru, z Włochami, a nie z Kenią. Jedynym turniejem, który wypalił, były igrzyska europejskie, gdzie dziewczyny zagrały na niezłym poziomie i przywiozły srebrne medale. Dla obu panów to jednak za mało, bo sami z kobiecą drużyną narodową odnosili większe sukcesy. Szukanie optymalnego ustawienia w trakcie ME, „ciężkie” nogi Katarzyny Skowrońskiej-Dolaty, kłopoty z przyjęciem i przyjmującymi, niefortunny zbieg okoliczności z kontuzją Anny Werblińskiej, kilkutygodniowe „wczasy” części zawodniczek w środku sezonu kadrowego oraz domniemanie pewnego złego, destrukcyjnego układu w kadrze – oto lista argumentów obu panów. Czy wszystkie słuszne? Pomyślcie o tym sami.

Ja odpowiem wybiórczo. Zacytuję żelazny tekst trenerów siatkówki: „bez przyjęcia nie ma grania”. To diagnoza, do której nie trzeba dyplomu uczelni medycznej czy wieloletniej pracy w zawodzie trenerskim. Polski zespół słabo przyjmował i okrutnie męczył się w ataku, a rozgrywające po każdym meczu nie musiały już zawracać sobie głowy treningiem interwałowym, sprinterskim czy pomocą Ewy Chodakowskiej. Brak klasowych przyjmujących w liczbie większej niż 1 to ogromna bolączka tego zespołu, a turniej w Belgii i Holandii dobitnie to potwierdził. Konia z rzędem temu, kto poprawi ten element u zawodniczek naszej kadry, a dwa konie temu, kto młodsze adeptki wyszkoli tak, by nie trzeba było tej roboty poprawiać tydzień przed mistrzostwami Europy czy świata.

O fabułę hitchcockowskiej powieści zahacza temat występowania układu/układziku w kadrze. Czy taki funkcjonuje? Nie podejmę się jednoznacznej oceny, choć nie jest to scenariusz niemożliwy. Są osoby, które na pewno wiedzą w tej materii więcej – może to one powinny co nieco powiedzieć i zdjąć zasłonę milczenia? Wracając jednak do faktów – jak pokazała męska kadra: można mieć w kościach ciężkie mistrzostwa świata, przejść płynnie w sezon ligowy, po czym po kilku dniach przerwy rozpocząć przygotowania do Ligi Światowej, Pucharu Świata i mistrzostw Europy. To końska dawka siatkówki i obciążeń dla organizmu, ale panowie wiedzieli, o co walczą i na co się piszą. Teraz mogą sobie mówić „brawo my”, bo choć olimpijskiej kwalifikacji nie mają, to zyskali respekt i podziw siatkarskiego świata. A panie? Chyba faktycznie trochę za dużo wczasowały i nie do końca dobrze wykorzystały letni czas reprezentacyjny. Brak determinacji, brak chęci czy może degradacja wartości kadry narodowej, która raczej jest przykrym obowiązkiem i utwierdza w przekonaniu, że aktualnie ten zespół nic więcej z siebie nie jest w stanie wykrzesać? Nie wiem, która z tych możliwości bardziej jeży włos na głowie.

Brak dobrego wyniku i nieustanne problemy kadry kobiet to nie tylko problem zawodniczek, ale także związku. Może warto pomyśleć nad zmianami w systemie szkolenia? Może trzeba więcej uwagi poświęcić produktom zwanym Orlen Liga i I liga kobiet? Jak to dobrze, że nie moja w tym głowa, jak kobiecą kadrę postawić na nogi…

Przemku,

mimo że naszą Orlen Ligę śledzę już od dłuższego czasu, to absolutnie nie czuję się żadnym ekspertem, dlatego to, co napiszę, to tylko refleksje, ale wykorzystam okazję, jaką mi dałeś, by się nimi podzielić. A więc do rzeczy… cieszy mnie, że poruszyłeś ten temat, bo mam wrażenie, że brak spektakularnych sukcesów naszych pań powoduje też coraz mniejsze zainteresowanie żeńską siatkówką, co nie ukrywam mocno mnie smuci. Dodatkowo nadchodzące mistrzostwa Europy i kadra Stephane’a Antigi już za moment sprawią, że problemy naszych złotek (swoją drogą uważam, że nie powinno się unikać tego określenia, skoro niesie ono za sobą tyle pozytywnych wspomnień) będzie można zamieść pod dywan. Prawda jest też taka, że nasi panowie w ostatnich latach dość mocno rozbudzili apetyty kibiców. Nie chciałbym być tutaj adwokatem naszych siatkarek, ale 8. miejsce w Europie na pewno dramatem nie jest… (za Polkami znalazły się m.in. Chorwatki, Azerki czy Bułgarki) za to pewnym rozczarowaniem już tak. Martwi i niepokoi jednak przede wszystkim styl gry tego zespołu. Tutaj w pamięci zapadł mi szczególnie mecz z Białorusinkami, gdzie w dużej mierze o wyniku zadecydowały umiejętności indywidualne Katarzyny Skowrońskiej-Dolaty i… Kamili Ganszczyk, które za cały występ w Holandii zasługują na pochwałę.

Czy naszym problemem jest brak klasowych przyjmujących? Ten element na pewno najbardziej rzuca się w oczy w każdej akcji i jest pierwszym, co zwraca uwagę każdego obserwatora meczu. Ale czy gdyby tak było, trener Jacek Nawrocki decydowałby się na grę w pierwszych spotkaniach mistrzostw Europy jedynie dwoma przyjmującymi? Wydaje się to rozwiązaniem skrajnie ryzykownym (takie rzucanie kłód pod własne nogi) i chyba można śmiało powiedzieć, że w najważniejszym turnieju sezonu ono nie „wypaliło”. Problemy mieliśmy jednak niemal w każdym elemencie gry. Co więcej bardzo niepokoją bezpańskie piłki wpadające w nasze boisko i momentami zupełny brak zrozumienia czy komunikacji. Chyba właśnie najbardziej w tym całym przedsięwzięciu, które ma przecież prowadzić do odbudowy zespołu pań, boli to, że oglądając mecze tej kadry, ciągle ma się wrażenie, że poszczególne zawodniczki stać na znacznie więcej. Nie, mówienie o wrażeniu jest tutaj wręcz niestosowne, je STAĆ na lepszą grę, wystarczy spojrzeć na ich osiągnięcia. Być może zabrakło jakiegoś impulsu, wyraźnej motywacji… w końcu od samego początku mówiło się o tym, że nasze panie jadą tam powalczyć czy dobrze się pokazać. Nie rozumiem, dlaczego nikt nie powiedział otwarcie przed mistrzostwami, że chcemy przywieźć medal, nie od dziś wiadomo, że sfera mentalna w żeńskiej siatkówce jest kluczowym elementem. Lepiej zawsze mierzyć za wysoko niż za nisko, nawet gdyby później rzeczywistość okazała się bolesna.

Poruszyłeś również temat Orlen Ligi i I ligi. Nie odkryję tutaj chyba Ameryki, pisząc, że zamknięcie drogi do pokazania się w najlepszej polskiej lidze dla zespołów z zaplecza ekstraklasy wywołało we mnie całą masę wątpliwości. Pozbawiono możliwości zaprezentowania się szerszej publiczności (trenerom kadry?) całą grupę młodych zawodniczek. Niejasne są dla mnie jakiekolwiek przyczyny wyboru takiego rozwiązania, bo przecież klub, który nie byłby w stanie poradzić sobie finansowo z utrzymaniem w Orlen Lidze, tak czy inaczej z biegiem czasu musiałby ją opuścić drogą „naturalną”. Nie miałby bowiem wystarczających środków na zapewnienie organizacji, opłacenie kontraktów itd. Myślałem i myślałem nad zaletami tego „zamknięcia” Orlen Ligi i… nie potrafię ich znaleźć. Obserwowałem też ostatnio rozgrywki I ligi kobiet, a konkretnie 1. kolejkę, gdzie SMS Szczyrk pomimo zajęcia ostatniego miejsca w lidze sezon temu decyzją PZPS-u został utrzymany na zapleczu ekstraklasy. I muszę powiedzieć, że jestem bardzo podbudowany tym, że te dziewczyny tam grają, nawet jeżeli miałyby przegrywać mecz za meczem. Dlaczego? Bo to kadrowiczki, przyszłe reprezentantki Polski, które muszą równać „w górę”, a nie odwrotnie. Ogromne nadzieje wiążę, myślę, że nie tylko ja, z powstałą w zeszłym roku Młodą Ligą Kobiet. Tam również uzdolnionych młodych adeptek siatkówki nie brakuje, dodatkowo jest szansa, że zostaną one dostrzeżone przez scoutów zespołów z Orlen Ligi. Co chciałem przekazać, pisząc o tym wszystkim? Wydaje mi się, że problemem naszej reprezentacji nie jest brak „materiału”, a raczej niewykorzystywanie jego potencjału.

W styczniu tę reprezentację czeka jeszcze jeden sprawdzian – walka o kwalifikację olimpijską. O zrealizowanie tego celu będzie bardzo trudno, ale wierzę w to, że po tym turnieju będziemy wreszcie mogli powiedzieć – „to wszystko zmierza w dobrym kierunku”. Wtedy nikt już nie będzie szukał winnych ani nawet pamiętał o tych wszystkich porażkach z Holenderkami… ale bez wiary i zaangażowania wszystkich osób, które tylko mogą pomóc wrócić naszej reprezentacji na siatkarskie szczyty, to po prostu nie ma prawa się udać.

źródło: inf. własna

nadesłał: ,

Więcej artykułów z kategorii :
Analizy, Publicystyka, reprezentacja Polski kobiet

Tagi przypisane do artykułu:
,

Więcej artykułów z dnia :
2015-10-09

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved