Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > mistrzostwa świata > Vital Heynen: To, co się wydarzyło, w pewnym stopniu mnie zmieniło

Vital Heynen: To, co się wydarzyło, w pewnym stopniu mnie zmieniło

fot. LUMIKA Anna Klepaczko

– Przed mistrzostwami mocno dostałem po głowie – ekspertom nie podobało się między innymi, że nie mam wyjściowej szóstki, że bardzo szybko dokonałem selekcji na mundial albo że zabrałem na turniej tylko trzech środkowych – mówił Vital Heynen w wywiadzie z Przeglądem Sportowym. 

Jak wyglądały pierwsze dni trenera mistrzów świata?



Vital Heynen: – Strasznie! Wciąż trudno mi wybić się z rytmu turniejowego, cały czas mam poczucie gotowości do wyjścia na mecz. Od powrotu z mistrzostw nie spałem dłużej niż pięć godzin. Nawet będąc w domu, raz poszedłem spać wcześnie, bo o 22.30, po czym obudziłem się o czwartej nad ranem i już nie mogłem zasnąć. Zacząłem czytać gazety, przeglądać internet. Tak samo trudno było mi wrócić do rzeczywistości po zdobyciu brązu w 2014 roku. Mistrzostwa Europy to co innego, bo trwają tylko dziesięć dni i zanim się zaczną, już dobiegają końca. 

Ostatnie noce w Turynie też były nieprzespane?

– Kiedy przygotowywałem się do ostatnich spotkań, kładłem się spać o północy i wstawałem o szóstej rano. W tym czasie nocną zmianę mieli moi asystenci – Sebastian Pawlik i Michał Mieszko Gogol. Przygotowywali materiały na temat przeciwników, z czym ja zapoznawałem się rano, kiedy oni kładli się spać. 

Mówił pan, że z chęcią porówna artykuły i analizy ekspertów sprzed turnieju do tego, co pisaliśmy po mistrzostwach. Już pan to zrobił?

– To wymaga bardzo dużo czasu, a ja mam teraz tyle rzeczy do zrobienia, że nie mogę cofać się myślami do przeszłości. 

Były takie opinie, które pana śmieszyły przed turniejem?

– Byli dziennikarze, którym brakowało wiary w niektórych zawodników. Wręcz byli przekonani, że ci siatkarze nie wystrzelą. Nie była pani jedyna. 

Wątpiłam bo nie wiedziałam, jak to możliwe, że Bartosz Kurek świetnie prezentujący się na treningach nie jest w stanie przełożyć tej dyspozycji na mecz. Jednocześnie twierdziłam, że jeśli któryś z trójki atakujących może pociągnąć drużynę, to właśnie on. Pod warunkiem, że będzie w stuprocentowej formie. 

– Tym bardziej nie rozumiałem krytyki, bo wszyscy wiedzieli, że jeśli forma Bartka eksploduje, to będzie dobrze. Przed mistrzostwami mocno dostałem po głowie – ekspertom nie podobało się między innymi, że nie mam wyjściowej szóstki, że bardzo szybko dokonałem selekcji na mundial albo że zabrałem na turniej tylko trzech środkowych. Widziała pani artykuł Mauro Berruto we włoskich mediach? 

Co napisał?

– Że znów zobaczył wielką reprezentację Polski, że wróciła drużyna i w końcu zaczęła wygrywać. Berruto nie wymieniał nazwisk, może poza cytowaniem Bartosza Kurka, ale skupił się na socjologicznym aspekcie tego, jak funkcjonuje zespół. To było jedno z moich wyzwań i stworzenie tej ekipy wyszło mi dużo lepiej, niż się spodziewałem. Może mi pani coś przetłumaczyć? (trener wyciąga telefon i pokazuje wymianę komentarzy na Instagramie między Kurkiem i Jakubem Kochanowskim).

Kurek skomentował ich wspólne zdjęcie z Kochanowskim, pisząc „Złoty dzieciaku, dziękuję za wszystko”, a jego młodszy kolega odpisał „Złoty starcze, ja również dziękuję”. 

– Widzi pani? To koledzy z pokoju. Nie tylko między nimi, ale także poza pozostałymi zawodnikami nawiązały się świetne relacje. Damian Wojtaszek był w pokoju z Michałem Kubiakiem i kiedy kapitan chorował, Wojtaszek zawsze przynosił mu posiłek. 

To prawda, że z Kubiakiem sytuacja była na tyle poważna, że powinien być hospitalizowany?

– Miał wysoką gorączkę i był bardzo chory. Zawsze podejmowaliśmy decyzję we trójkę – ja, Michał i lekarz kadry. 

Michał zawsze miał ostatnie słowo?

– Tak. I zawsze ważniejszy głos niż mój miał lekarz. Gdybym wiedział, że jakaś decyzja może rzutować długoterminowo na zdrowie Michała, nigdy bym nie podjął takiego ryzyka. 

Mówił pan, że wchodząc do szatni reprezentacji Niemiec po zdobyciu brązowego medalu MŚ w 2014 roku, panowała tam wielka radość. Co się działo teraz w szatni mistrzów świata?

– Było zupełnie inaczej, bo miałem wrażenie, że wszyscy są w szoku. Wciąż trudno im uwierzyć w to, co się stało. Zresztą z Niemcami pracowałem na sukces przez trzy sezony. Od stycznia 2014 mówiłem, że jedziemy po medal. 

Kiedy uwierzył pan w sukces z Polską?

– Na medal liczyłem od początku, ale w złoto uwierzyłem po tym, gdy zobaczyłem, jak Serbowie pokonują Włochów. Pomyślałem, że możemy ten turniej wygrać. I powiedziałem to moim zawodnikom. Nazywaliście mnie wariatem, a co powiedzielibyście o człowieku, który przed turniejem twierdziłby, że Polacy obronią tytuł? Sam wciąż nie mogę wyjść z szoku. 

Świadomie zbudował pan drużynę wokół Michała Kubiaka. Nie żałował pan, gdy Polakom bez kapitana nie poszło w meczu z Argentyną? 

– A kiedy zabrakło Steve’a Jobsa, to firma Apple nie miała kłopotu? Każda drużyna ma lidera. Jednego. Bo dla mnie fałszem jest mówienie, że masz na przykład trójkę liderów. To tak nie działa. MVP mistrzostw świata to Bartek Kurek, a MVP tej drużyny to Kubiak. Z Michałem rozumieliśmy się świetnie. Nasze rozmowy trwały maksymalnie trzy minuty w momentach kryzysowych, a trzydzieści sekund normalnie. Każdy z nas mówił konkrety i nie trzeba było niczego przedłużać. 

Złoty medal mistrzostw świata to nie wszystko?

– Nie przyszedłem tu dla złota w mundialu. Mam jeden cel – medal igrzysk olimpijskich. Mówiłem to pierwszego dnia i będę powtarzał do końca. Pytanie tylko, czy teraz zadowoli mnie coś innego niż złoto? Tego nie wiem, choć myślę, że tak. Medal to medal. Czas go zdobyć po raz pierwszy od 1976 roku. To zarówno mój osobisty cel, jak i całej drużyny.

Cały materiał Edyty Kowalczyk w Przeglądzie Sportowym

źródło: przegladsportowy.pl

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, mistrzostwa świata, reprezentacja Polski mężczyzn

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2018-10-09

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2018 Strefa Siatkówki All rights reserved