Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > ligi zagraniczne > Vital Heynen: Wszystko dzieje się bardzo szybko

Vital Heynen: Wszystko dzieje się bardzo szybko

fot. Sir Safety Perugia

Zaledwie dwa tygodnie temu przyjechał do Perugii z zadaniem wygrania wszystkiego. Od wczoraj na swoim koncie może już zapisać pierwsze poważne trofeum włoskiej Superligi – ze swoim nowym zespołem wywalczył Superpuchar Włoch, w finale pokonując w tie-breaku Leo Shoes Modenę z Bartoszem Bednorzem w składzie. – Widziałem, że na treningach nasza gra wygląda coraz lepiej, ale wydawało mi się, że jest jeszcze za wcześnie, aby grać dobrze podczas meczów. To co zrobiło wczoraj różnicę, to było nastawienie zawodników – oni walczyli, zostawili serce na boisku, nie spuszczali głów, gdy nie wszystko szło po ich myśli – przyznał po tym ważnym zwycięstwie Vital Heynen. O trudnych początkach we włoskiej lidze i minionym sezonie reprezentacyjnym opowiada szkoleniowiec reprezentacji Polski i Sir Safety Conad Perugia.

Czy przestawił się pan już całkowicie na tryb „klub” czy też wciąż myślami jeszcze wraca pan do pracy z reprezentacją Polski?



Vital Heynen: Dobre pytanie – ja jestem teraz w klubie? Sam się zastanawiam nad tym, gdzie w tym momencie jestem (śmiech). Najzabawniejsze w tym wszystkim jest to, że nawet nie miałem czasu, żeby uświadomić sobie, że pracuję teraz w klubie, bo wszystko dzieje się bardzo szybko. Przyszedłem do klubu, w którym nigdy wcześniej nie pracowałem, do zawodników, których wcześniej nie znałem i w przeciągu trzech dni musiałem już rozegrać pierwszy mecz. A potem czekało nas sześć spotkań do rozegrania w czternaście dni – to trochę dziwna sytuacja. Nie zdążyłem nawet sobie uświadomić, że sezon reprezentacyjny się skończył, bo po prostu przeszedłem z jednego trybu pracy w drugi. Brakuje mi tego spokoju na przemyślenie pewnych spraw.

Wnioskuję więc, że o znalezienie chwili na przeanalizowanie zakończonego już sezonu reprezentacyjnego było raczej trudno? Do Perugii przyjechał pan zaraz po Pucharze Świata.

– Chyba jedyny moment jaki na to miałem był podczas podróży z Hiroszimy do Włoch (śmiech). Pierwsza myśl, która przyszła mi wtedy do głowy była taka, że Puchar Świata był ciężkim turniejem, ale nie aż tak wymagającym, jak się spodziewaliśmy. Zawodnicy pracowali ze mną już drugi sezon i nie musiałem z nimi rozmawiać po trzy i pół godziny i tłumaczyć im czego od nich oczekuję, bo oni doskonale to wiedzieli. Tak samo było z moim sztabem i dzięki temu cały turniej przebiegł bardzo gładko i spokojnie. Byliśmy chyba najbardziej świeżą drużyną spośród wszystkich biorących udział w Pucharze Świata – w czasie ostatnich dni turnieju obserwowałem wszystkie zespoły podczas posiłków i to my byliśmy uśmiechnięci, żartowaliśmy, a inni wyglądali na bardzo zmęczonych. Zespół miał wciąż bardzo dużo energii pod koniec turnieju. Dużo rozmawialiśmy o całym sezonie podczas Pucharu Świata – rok temu atmosfera w drużynie była bardzo dobra, bo wygraliśmy mistrzostwo świata. W tym sezonie nie zwyciężyliśmy w żadnym z turniejów, a atmosfera w zespole była nawet lepsza niż rok wcześniej. Byliśmy prawdziwą drużyną na boisku i poza nim – bardzo mi się to podobało.

Nie jest pan jednak zawiedziony, że nie udało się wygrać w żadnych rozgrywkach?

Nie zwyciężyliśmy w żadnym z turniejów, ale zrobiliśmy coś ważniejszego – wygraliśmy kwalifikację olimpijską. To był nasz cel na ten sezon i go zrealizowaliśmy. Trzeba zaakceptować fakt, że nie można mieć kilku szczytów formy w przeciągu trzech miesięcy. Musisz coś wybrać i nam udało się to idealnie. Zdobyliśmy kwalifikację olimpijską pokonując Słowenię i Francję, czyli numer dwa i pięć mistrzostw Europy, tydzień wcześniej pokonaliśmy Serbów w Memoriale Huberta Wagnera, czyli zwycięzców czempionatu Starego Kontynentu i zrobiliśmy to w dobrym stylu. Pokazaliśmy, że jeżeli nam na czymś bardzo mocno zależy, jeśli na tym się skupiamy, to zdobywamy ten cel. Medal w Lidze Narodów był czymś ponad nasze oczekiwania – bardzo nas ucieszył, ale zupełnie go nie zakładaliśmy. Oczywiście, że chciałem wygrać mistrzostwa Europy i Puchar Świata, ale wynik był inny. Absolutnie nie jestem więc zawiedziony tym sezonem – być może brakowało tego poczucia „wow”, ale może to i dobrze, bo naszym zadaniem będzie zrobienie tego w następnym sezonie.

Nie sądzi pan, że oczekiwania wobec drużyny były większe ponieważ do zespołu dołączył najlepszy siatkarz świata, czyli Wilfredo Leon?

Nie zgadzam się z tym – najlepszy siatkarz w naszym zespole był kontuzjowany (chodzi oczywiście o Bartosza Kurka – przyp. red.) i o tym ludzie czasami zapominają. Cały sezon zagraliśmy bez MVP mistrzostw świata i bez niego zdobyliśmy trzy medale i kwalifikację olimpijską. W maju powiedziałem, że bez Bartka w drużynie przywieziemy krążki z każdego turnieju i wywalczymy awans do Tokio. Wtedy stwierdzono, że jestem szalony mówiąc coś takiego, że to jest niemożliwe, ale nam się to udało. Zrobiliśmy więcej niż od nas oczekiwano, ale w Polsce poprzeczka z każdym turniejem idzie coraz wyżej i oczekiwania wzrastają. Nam jednak udała się jeszcze jedna rzecz – żaden z polskich zawodników nie boryka się obecnie z kontuzją i to mnie najbardziej cieszy. W innych drużynach nie jest już tak dobrze – przykładem niech będą kontuzje Matteo Piano czy Thomasa Jaeschke. Nie przegraliśmy złota mistrzostw Europy przez to, że byliśmy niewystarczająco dobrzy siatkarsko. Przegraliśmy bo zawiodła nasza mentalność i to jest dla nas cenna lekcja na przyszłość.

Często słyszymy, że pańskie drużyny w drugim roku pracy grają lepiej niż w pierwszym. Wyniki rzeczywiście były dobre, a czy z gry pańskiego zespołu jest pan również zadowolony?

Jeśli spojrzymy na ilość zwycięstw, statystyki, to rzeczywiście graliśmy lepiej niż rok temu. Jedna różnica jest taka, że na mistrzostwach świata graliśmy mądrzej – przegraliśmy dwa spotkania, a i tak zostaliśmy mistrzami, a podczas czempionatu Europy przegraliśmy tylko jeden mecz, ale zakończyliśmy turniej na trzecim miejscu. Rok temu nie byliśmy faworytami do mistrzostwa świata, w tym sezonie to nas stawiano w gronie faworytów do złotego medalu mistrzostw Europy, co świadczy o tym, że w przeciągu roku postrzeganie drużyny znacząco się zmieniło – teraz jesteśmy jednym z topowych zespołów świata i tu nie ma dyskusji. Podczas igrzysk olimpijskich też będziemy jednymi z faworytów do medalu i tak ma właśnie być. Polska drużyna zawsze powinna być faworytem turnieju.

Ciągle podkreśla pan, że złoto na igrzyskach olimpijskich jest pana wielkim marzeniem.

Nie złoto, ale medal igrzysk olimpijskich. Brązu jednak nie lubię, a przegranie finału byłoby głupie. Kiedyś marzyłem o tym, żeby po prostu być na igrzyskach – jestem tylko prostym Belgiem, a w siatkówce nie było Belgów, którzy byli na tym szczególnym turnieju. Dlatego objąłem reprezentację Polski i od początku jasno podkreślałem, że igrzyska są głównym celem mojej pracy.

Najbliższe miesiące spędzi pan jednak na pracy w klubie. Czytałam, że podczas pierwszej konferencji prasowej w Perugii określił pan siebie mianem „intruza” w lidze. Czy rzeczywiście tak się pan czuje? Jest pan jednym z zaledwie trzech obcokrajowców na pozycji trenera we włoskiej Superlidze.

Dokładnie tak się czuję (śmiech). Jestem tutaj postrzegany jako ktoś inny, trochę dziwny. Nie należę do grupy włoskich trenerów, moje metody treningowe różnią się od tych tradycyjnych, więc zwracam na siebie uwagę. Ale to w sumie nic nowego, bo gdziekolwiek nie pójdę, to odczucia wobec mnie są podobne (śmiech). Podczas ostatniej rozgrzewki mojego zespołu inne drużyny nam się przyglądały i widziałem ich dziwne spojrzenia, uśmiechy, gdy patrzyli na naszą zabawę na boisku. Ja jednak jestem skupiony na mojej drużynie i nie interesuje mnie to, co inni o mnie sądzą. Wiem, że moje myślenie o siatkówce jest nieco inne i zobaczymy jak to zafunkcjonuje w Perugii. Moi zawodnicy potrzebują czasu, żeby zrozumieć moją koncepcję gry, żeby przyzwyczaić się do innego trybu pracy. Początki były bardzo trudne, ale jesteśmy ze sobą prawie dwa tygodnie i jest lepiej.

W pańskiej pracy skupia się pan na zbudowaniu prawdziwej drużyny i robi to przez budowanie jej wokół liderów. W polskim zespole tymi liderami są Michał Kubiak i Fabian Drzyzga. Czy znalazł już pan takich liderów w Perugii?

Miałem na to zdecydowanie za mało czasu. Jak na razie pracuję nad zrozumieniem w jaki sposób funkcjonuje drużyna, zarówno na boisku, jak i poza nim. Dużo ze sobą rozmawiamy, spotykamy się poza boiskiem, analizujemy jak wspólnie dobrze pracować i to dla zawodników jest coś nowego. Słyszałaś kiedyś o teorii uwarunkowań sytuacyjnych? Mówi ona o tym, że wszystko jest uzależnione od sytuacji – nie ma jednego właściwego podejścia do zespołu, a powinno się ono zmieniać w zależności od zaistniałej sytuacji. I ja tak właśnie pracuję – nie mam sztywnego systemu. Czasami znajduję jednego lidera w zespole, czasem dwóch lub czterech, staram się dostosować do kultury i przyzwyczajeń zawodników. Podam tutaj jeden przykład – moi siatkarze piją pół kieliszka wina przed meczem. Robili to od zawsze i mimo, że dla mnie jest to czymś nowym, nie robiłem tego nigdy wcześniej, to jestem ciekawy jak to będzie funkcjonowało. Taka jest ich kultura i nie zamierzam tego zmieniać.

Pracuje pan z drużyną, która była najlepiej zagrywającym zespołem ubiegłego sezonu. Jej wizytówką są mocne serwisy, a pańskie zespoły częściej floatują. Czy planuje pan zmienić styl zagrywki w Perugii?

– Dlaczego byliśmy najlepiej zagrywającą drużyną? Bo mamy dwóch mocno serwujących zawodników – Wilfredo Leona i Aleksandara Atanasijevicia. Nie będę ingerował w ich zagrywkę, bo jest bardzo dobra, będę natomiast pracował z pozostałymi czterema. Będzie więc więcej serwisów typu float – tak grają moje zespoły i zamierzam to również wprowadzić do Perugii.

Nie obawia się pan jednak, że to nie zafunkcjonuje we włoskiej lidze, gdzie siła zagrywki jest bardzo ważna?

Jeśli podstawowe elementy mojego systemu nie sprawdzą się w Superlidze, to będzie to dla mnie ważna lekcja. Przez piętnaście lat jednak one zdawały egzamin, więc nie zamierzam ich zmieniać. Przed meczem z Francją podczas turnieju kwalifikacyjnego czytałem artykuły, które mówiły, że serwisem typu float nie można wygrać z trójkolorowymi – my jednak to zrobiliśmy. Moim głównym problemem w Perugii jest jednak to, że nie mam wystarczająco dużo czasu, aby pewne rzeczy pozmieniać. Gdybym przyjechał do Włoch sześć tygodni przed rozpoczęciem ligi, bylibyśmy teraz gotowi i mój system już by funkcjonował.

Macie już Superpuchar Włoch, ale czy prezes Perugii, Gino Sirci, postawił przed panem jeszcze inne cele na ten sezon?

Cele są oczywiste – wygrać wszystko (śmiech). Mamy zdobyć scudetto i wygrać Ligę Mistrzów. Jeśli chcesz być najlepszym zespołem w Europie, musisz zwyciężyć w Lidze Mistrzów. Jeśli masz być najlepszą drużyną we Włoszech, musisz wygrać ligę i o to chodzi prezesowi.

Czy wobec wszystkich obowiązków znajduje pan jeszcze czas, aby śledzić Plusligę?

Oczywiście, że tak. Zawsze staram się śledzić poczynania moich zawodników, więc jestem na bieżąco. Było kilka interesujących rezultatów w ostatnich kolejkach – bardzo wyrównany mecz w Bełchatowie z Katowicami, zaskakujące zwycięstwo Suwałk w Rzeszowie, ale to tylko pokazuje jak trudno jest zbudować prawdziwą, dobrze funkcjonującą drużynę.

Rozmawiała: Iwona Gąsior, plusliga.pl

źródło: plusliga.pl

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, ligi zagraniczne

Tagi przypisane do artykułu:
, , ,

Więcej artykułów z dnia :
2019-11-03

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2019 Strefa Siatkówki All rights reserved