Strefa Siatkówki – Mocny Serwis

Tomasz Wasilkowski: Mam ogromną wiarę w tych chłopaków

fot. Natalia Grabarczyk

– Pozostaje nam pracować. Martwiłbym się, gdyby było gorzej na treningach, gdyby relacje były złe, nie było realizacji tego co potrzeba, ale my czasami przegrywamy w jednym ustawieniu. Leci kilka piłek, głowy idą w dół. Czasami mówiąc krótko muszę zrobić z siebie idiotę, rzucę czymś, podniosę głos tak, że cała hala słyszy, ale nie ma w tym wszystkim przypadku. Jeżeli zna się grupę i wie jak reaguje, takie rzeczy czasami są potrzebne – powiedział trener Tomasz Wasilkowski.

Częstochowianie w listopadzie zaliczyli dobrą serię meczów domowych oraz wyjazdowe zwycięstwo ze Stalą Nysa. W ostatnim czasie Norwid jednak głównie przegrywał. – Moja praca to ciągłe zastanawianie się, szukanie przyczyn i zależności. Też myślałem, że mecz pucharowy ze Stalą Nysa nam pomoże. Dużo rzeczy się ustabilizowało, był taki moment, że na pięć meczów wygraliśmy cztery, natomiast stała się rzecz, której się bałem a miałem cichną nadzieję, że się nie stanie. W ciągu ostatnich pięciu tygodni na 50 możliwości odbycia jednostek treningowych, my odbyliśmy 12 pełnych jednostek. Mecze wyjazdowe wiążą się z tym, że jedzie się, wraca czasami o 1-2 w nocy. Zawodnicy muszą odpocząć. Nie ma możliwości treningu. Jeżeli popatrzymy na PlusLigę, to niektóre zespoły mają ogromne problemy, żeby złapać rytm, chociaż są bardziej doświadczone. Dla mnie to ogromna przyczyna. To, że nie mogliśmy trenować sprawiło, że zamiast utrzymać ten rytm zaczęliśmy go tracić – wyjaśnił.



W sobotę częstochowianie przegrali 0:3 z podopiecznymi Mariusza Syguły. Mecz z MCKiS-em Jaworzno był takim momentem, gdy zaczęliśmy wracać do tego, do czego nie chciałbym wracać, czyli starych nawyków. Czy jestem z tego zadowolony? Nie. Ale z drugiej strony rozmawialiśmy z chłopakami, co robimy z Pucharem Polski, gdzie czekała nas gra w Nysie, jak przejdziemy jest kolejny trudny przeciwnik a liga jest ważniejsza, jest priorytetem, ale ciężko jest powiedzieć młodej drużynie, żeby odpuściła. To moja odpowiedzialność, muszę ją wziąć chociaż to nie jest proste, bo wolałbym przegrać ze Stalą a mieć wygrane z MCKiS-em czy Gwardią, albo chociaż jakikolwiek punkt, ale to byłoby nieuczciwe w stosunku do ludzi, którzy są w klubie, sponsorów, którzy ciężko pracują i dzielą się z nami pieniędzmi. Próbowaliśmy, w momencie braku treningu znowu się cofnęliśmy – przyznał trener.

W najbliższym czasie częstochowianie również nie będą mieli czasu na treningi, bowiem czekają ich dwa wyjazdowe mecze. – Teraz rzeczywistość wygląda tak, że we wtorek wyjeżdżamy o 8 rano do Głogowa, po meczu wracamy ponad 300 km, w czwartek zrobimy siłownię, w piątek do południa trening, w sobotę mecz wyjazdowy. Czy wygraliśmy na wyjeździe? Nie To teraz mogę zapytać, co mam zrobić? Nic, kontynuować pracę. Po ostatnim meczu z drużyną z Jaworzna dostałem informację od chłopaków z ich własnej inicjatywy – trenerze, proszę się nie przejmować, wiemy co mamy robić, gdy to ustabilizujemy i to zagramy, to będzie dobrze, kierunek jest dobry i nie chcemy nic zmieniać – takie dostałem wiadomości. Oczywiście to jest miłe, ale to tylko wiadomość. Pytanie, co mogę zmienić – stwierdził Tomasz Wasilkowski.

Norwid ponownie składa się głównie z młodych siatkarzy, którzy czasami mają problemy z utrzymaniem stałej i dobrej dyspozycji. – Są pewne rzeczy w pracy trenera, których kontrolować nie można. Ja mam ogromną wiarę w tych chłopaków, mimo że są młodzi. Żartowaliśmy nawet z sędziami w Bielsku-Białej, że Siergiej Kapelus dłużej gra w siatkówkę, niż moi niektórzy zawodnicy żyją. To wymaga czasu. Wszystko jest procesem. To jest duże ryzyko, wzięcie dużej liczby młodych zawodników. Gdybym miał jednego doświadczonego zawodnika na boisku, który zdobywa punkty, pewnie byłoby teraz łatwiej. Jednak patrzę na to, co jest w perspektywie trzyletniej. Ja byłem uczciwy przy podpisywaniu kontraktu i powiedziałem, że pierwszy rok będzie bardzo ciężki dla nas. Będziemy walczyć o play-off, ja sobie nie wyobrażam, żebyśmy powiedzieli, że odpuszczamy, ale może być o nie ciężko. Jednak nie wyobrażam sobie, żebyśmy nie walczyli, nie rozwijali grupy. Indywidualnie zawodnicy w statystykach są lepsi niż w zeszłym roku, ale może w tej grupie z tym potencjałem to może być maks całej grupy. Pozostaje nam pracować. Martwiłbym się, gdyby było gorzej na treningach, gdyby relacje były złe, nie było realizacji tego co potrzeba, ale my czasami przegrywamy w jednym ustawieniu. Leci kilka piłek, głowy idą w dół. Czasami mówiąc krótko muszę zrobić z siebie idiotę, rzucę czymś, podniosę głos tak, że cała hala słyszy, ale nie ma w tym wszystkim przypadku. Jeżeli zna się grupę i wie jak reaguje, takie rzeczy czasami są potrzebne – zaznaczył.

Po raz kolejny w tym sezonie data konferencji prasowej zbiegła się z porażkami zespołu. – Ja w swoim życiu przegrałem, bo zostałem dwa razy zwolniony z pracy, ale w ostatnich czterech latach miałem cztery medale, z czego trzy jako pierwszy trener i w zeszłym roku mistrzostwo jako drugi. Ja staram się dzielić z innymi moimi wartościami. Nie sztuka jest wyjść na imprezę, do miasta gdy się wygrywa. Ja przegrałem mecz, jestem ubrany w najlepszy garnitur, najlepszą koszulę, żeby przyjść do państwa, to moja rzeczywistość. Ja nie mogę ubrać się w bluzę z kapturem, siedzieć skulony tylko dlatego, że przegraliśmy. Tak, przegraliśmy, tłumaczę się z tego, to jest moja praca, ale to część życia. Moglibyśmy zrobić konferencję gdy wygrywamy, ale mamy swój plan, swoje wartości które chcemy realizować – zaznaczył Wasilkowski. – To, że przegrywamy to moja wina, bo ja jeszcze nie wytrenowałem ich na tyle, żeby oni mogli wygrywać. Ja za to biorę odpowiedzialność, ale czy mam się czuć z tego powodu źle? Nie. Szczerze, dla mnie nie ma znaczenia, co mówią inni. Ważne co ja uważam na ten temat. Ważne, co zawodnicy myślą o tym, gdzie jesteśmy i co robimy. To jest kluczowe a jeżeli ktoś będzie chciał dołożyć, zawsze może. Ja jestem od tego, żeby te ciosy przyjąć, taka jest moja rola – dodał.

Częstochowianie obecnie są na 11. miejscu i do znajdującej się na ósmej lokacie Gwardii tracą osiem punktów. – Powiedziałem wprost – panie prezesie, jeśli uznacie, że dla drużyny, rozwoju klubu potrzebna jest zmiana, potrzebny jest inny impuls, proszę to zrobić. To nie chodzi o moje ego, o to, że mam się kurczowo trzymać posady, jest coś ważniejszego – projekt, który chcemy zorganizować. Jeśli ja będę miał zaszczyt zrobienia go do końca i awansowania, to będę przeszczęśliwy. To znaczy, ze to, co założyłem działa. Zwolnienie jest częścią pracy trenera. Jeżeli raz się to przejdzie, to człowiek przestaje się tego bać – zakończył Tomasz Wasilkowski.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, I liga mężczyzn

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2019-12-03

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved