Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Tomasz Fornal: Wydaje mi się, że będziemy w stanie zamieszać w lidze

Tomasz Fornal: Wydaje mi się, że będziemy w stanie zamieszać w lidze

fot. Klaudia Piwowarczyk

Tomasz Fornal poprzednie tygodnie spędził na zgrupowaniu reprezentacji Polski, ale kilka dni temu dołączył już do Cerrad Czarnych Radom i przygotowuje się do sezonu PlusLigi. W rozmowie se Strefą Siatkówki młody przyjmujący mówił zarówno o czasie spędzonym pod okiem Vitala Heynena, jak i o nadchodzącym sezonie PlusLigi. – Możemy śmiało powiedzieć, że naszym realnym celem jest pierwsza szóstka, bo potencjał drużyny, jaki mamy, na tę szóstkę zasługuje. To jednak jest tylko papier, to są tylko nazwiska i tak naprawdę wszystko okaże się dopiero w trakcie rozgrywek – przyznał Tomasz Fornal.

Trudno było przestawić się z trybu kadrowego na tryb klubowy?



Tomasz Fornal: – Nie, nie jest to mój pierwszy sezon w Radomiu, więc mniej więcej wiem, jak to wszystko funkcjonuje. Trenując z kadrą, halę i siłownię miałem w jednym miejscu i można było ten dystans przejść w klapkach. (śmiech) Nie było mi jednak ciężko się przestawić. Kilka dni odpocząłem w domu, a teraz wróciłem do normalnego trenowania w klubie, prosto na sparingi.

Czyli ponownie te kilka dni przerwy na odpoczynek wystarczyło?

– Dostałem trzy, cztery dni wolnego. Tyle mniej więcej byłem bez treningu. Odpocząłem chwilę w domu, potem czekała mnie przeprowadzka, musiałem zabrać wszystkie rzeczy z domu do Radomia, bo zmieniałem mieszkanie i na spokojnie już dołączyłem do drużyny. Może nawet dobrze, że nie miałem zbyt dużo wolnego, bo jakbym miał na przykład 10 dni, to potem by do powrotu do treningów doszły zakwasy. Wydaje mi się więc, że dłuższa przerwa nie miała sensu, bo teraz akurat zaczynają się mecze sparingowe, zaczyna się zgrywanie drużyny, więc nie było sensu robić zbyt długiej przerwy.

To chyba nie jest pierwszy raz, kiedy dołącza pan do drużyny już w trakcie przygotowań?

– Nie, mieliśmy już na początku przygody z PlusLigą z Jakubem Ziobrowskim taką sytuację, kiedy po mistrzostwach Europy juniorów dołączyliśmy do drużyny praktycznie w tym samym momencie, w którym ja dołączam teraz, czyli kiedy zaczynają się sparingi. Nie jest to pierwszy raz. Wiem, że chłopaki ciężko trenowali na tym pierwszym etapie przygotowań. Ten etap dalej trwa, ale te najcięższe dni są już za nimi i cieszę się, że też za mną, bo trzy tygodnie minęły, ale teraz zaczynają się już te spokojniejsze, krótsze treningi z mniejszą intensywnością i bardziej teraz skupiamy się na zgraniu drużyny, także z nowym rozgrywającym, bo nie ma jeszcze z nami Dejana Vincicia.

Nie boi się pan, że ten brak udziału w najcięższym etapie przygotowań wyjdzie gdzieś w trakcie sezonu PlusLigi?

– Mam już za sobą dwa lata w drużynie za Radomia, więc mam też porównanie. W pierwszym roku nie przeszedłem właśnie tych trzech, czterech tygodni na początku, w drugim trenowałem z zespołem od początku. Nie odczuwam chyba jednak zbyt wielkiej różnicy. Wiadomo, że pod względem fizycznym można się lepiej przygotować, siłownia pozwala na lepsze przygotowanie, lepsze obudowanie mięśni. To jest na pewno lepsze, mimo wszystko w kadrze skupiasz się bardziej na przygotowaniu pod konkretną imprezę, gdzie w trakcie przygotowań ma nastąpić zniżka tej formy, żeby potem ona wzrosła. Wydaje mi się, że pod względem fizycznym wytrzymam i nie będzie dla mnie problemem to, że opuściłem trzy tygodnie okresu przygotowawczego.

Jaka dokładnie była pana rola na zgrupowaniach reprezentacji Polski?

– Przygotowania z kadrą rozpocząłem od zgrupowania w Zakopanem, kiedy reprezentacja zebrała się po raz pierwszy po chyba trzech tygodniach wakacji. To było dziesięć dni ciężkich przygotowań, kiedy było dużo kardio, biegania po treningach. Normalnie jednak trenowałem z zespołem przez cały ten okres. To nie było tak, że byłem jakoś z boku i czułem się jak ten piętnasty zawodnik. Czułem się, jakbym był normalnie w drużynie. Było nas pięciu przyjmujących, były normalne rotacje, w których zawsze jeden był za boiskiem, więc nie miało dla mnie to żadnego znaczenia czy byłem tym czternastym czy piętnastym graczem, bo takie było od początku założenie, że jeżeli cokolwiek się stanie, to ja pojadę na mistrzostwa świata. Nie od dziś wiadomo, że czasem w sporcie nieszczęście jednego jest szczęściem drugiego. Na szczęście nic się nie stało, bo naprawdę nie życzę nikomu kontuzji, to nie na tym polega. Ja swoje doświadczenie zebrałem. Miałem okazję zagrać dwa sety z Kamerunem w trakcie tego pierwszego, zamkniętego dla publiczności i mediów sparingu. To może i małe doświadczenie boiskowe, ale jakieś jest. Z tego okresu pamiętam również, że Paweł Zatorski zmagał się z jakimś małym urazem, więc przez chwilę trenowałem na pozycji libero, ale nie był to dla mnie żaden problem. Miałem pomóc tej drużynie i wydaje mi się, że z tego zadania się wywiązałem.

Co panu dał udział w tych przygotowaniach?

– Jeśli za rok dostanę taką szansę, żeby pojechać na zgrupowanie, to będę już wiedział, jak to wszystko wygląda. Poznałem się też z chłopakami, więc będzie trochę inaczej. Zdobyłem trochę doświadczenia, bo nie ma się co oszukiwać, że reprezentacja to jest najwyższy poziom. Te treningi dały mi dużo doświadczenia i mogłem obyć się z najlepszymi zawodnikami w Polsce. Wydaje mi się, że to wiele daje i ten miesiąc, który tam spędziłem, zaliczam na pewno na plus. Jeśli miałbym okazję jeszcze raz tam pojechać, to na pewno bym z tego skorzystał i nigdy bym nie odmówił.

Trener Vital Heynen jest inny, bardziej specyficzny?

– Na pewno. Ja może w swoim życiu nie miałem zbyt wielu trenerów, bo w Spale był Jacek Nawrocki, potem Sebastian Pawlik i Maciej Zendeł, potem w Radomiu spotkałem Roberta Prygla. Viatl Heynen to mój kolejny trener i na pewno jest całkiem inny od wszystkich, z którymi miałem okazję trenować, jest bardziej…. Agresywny to jest złe słowo, ale bardzo dobrze pokazuje, jakie emocje w nim buzują i potrafi to przenieść na zawodników. Wydaje mi się, że to lepsze niż trener, który jest skryty i cichy, który nie ma zbyt dużego kontaktu z zawodnikami. Trener Heynen dużo z nami rozmawiał w czasie zgrupowań i dla mnie to jest najbardziej pozytywne. Jeżeli ktoś czasem dostanie jakieś ostre słowo, czy zwróci mu się uwagę, to to nadal jest pozytywne, bo trener chce, żebyśmy wszyscy udoskonalali swoje umiejętności i wydaje mi się, że takie pokazywanie emocji jest jak najbardziej na plus. Dodatkowo trener daje też bardzo dużo wskazówek, co chwilę coś poprawia w technice, w zagraniach i można było się z tego wiele nauczyć.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2018-09-11

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved