Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > Liga Siatkówki Kobiet > Tamara Gałucha: Każda z nas po cichu liczyła, że się w tej szóstce znajdziemy

Tamara Gałucha: Każda z nas po cichu liczyła, że się w tej szóstce znajdziemy

fot. Łukasz Krzywański

– Myślę, że spotykając się tutaj przed sezonem, każdy z nas chciał się znaleźć w szóstce. Patrząc na składy pozostałych zespołów, które były stworzone, już w tamtym momencie można było powiedzieć, że miałyśmy szansę, żeby do tych ćwierćfinałów awansować. Wiadomo, że po drodze mogło się wydarzyć wiele rzeczy i sporo pracy musiałyśmy w to włożyć jako zespół, bo byłyśmy nową drużyną, która musiała się zgrać – mówiła przed startem fazy play-off Tamara Gałucha. 

Przygotowujecie się właśnie do ćwierćfinałowej rywalizacji w Lidze Siatkówki Kobiet. Gdyby przed rozpoczęciem sezonu ktoś ci powiedział, że 20 marca 2019 roku będziemy na ten temat rozmawiać, co byś pomyślała?



Tamara Gałucha: – Myślę, że spotykając się tutaj przed sezonem, każdy z nas chciał się znaleźć w szóstce. Patrząc na składy pozostałych zespołów, które były stworzone, już w tamtym momencie można było powiedzieć, że miałyśmy szansę, żeby do tych ćwierćfinałów awansować. Wiadomo, że po drodze mogło się wydarzyć wiele rzeczy i sporo pracy musiałyśmy w to włożyć jako zespół, bo byłyśmy nową drużyną, która musiała się zgrać. Każda z nas po cichu liczyła, że się w tej szóstce znajdziemy, było to w naszym zasięgu i zrealizowało się. Jest to dla nas spełnienie marzeń.

Co twoim zdaniem sprawiło, że Pałac stał się czarnym koniem rozgrywek?

– Myślę, że nasza zespołowość. Nie ma u nas w drużynie wielkich gwiazd, oczywiście nie ubliżając żadnej z nas, ale każda za każdą poszłaby w ogień na boisku. Chyba to jest naszą siłą.

Początek rozgrywek był dla was wymagający, bo musiałyście się mierzyć z trzema drużynami będącymi faworytami całej Ligi Siatkówki Kobiet. Potem było już z górki, wygrywałyście mecz za meczem! W którym momencie uwierzyłaś, że awans do czołowej szóstki jest naprawdę w waszym zasięgu?

– Początek tego sezonu był bardzo trudny, także dla mnie osobiście, bo miałam kontuzję i nie mogłam w ogóle pomóc zespołowi, pozostawało mi siedzenie na trybunach i kibicowanie. Faktycznie był to ciężki początek, ale wiedziałyśmy, że jest to przecież sama czołówka tabeli z poprzednich sezonów i będzie bardzo trudno z nimi wygrać. Ale myślę, że już ta przegrana tylko 2:3 z ŁKS-em mogła napawać optymizmem na przyszłość. Wiedziałyśmy, że na początku mierzymy się z mocnymi zespołami, a później powinno być już teoretycznie troszkę lżej.

Które mecze grało wam się łatwiej – z drużynami z czołówki tabeli, bo bez presji, czy z ekipami z dolnej części stawki, przystępując jako faworyt?

– Każdy mecz był inny i nie można powiedzieć, że w jakimkolwiek z nich czułyśmy się lepiej. Tak naprawdę do żadnego starcia my osobiście nie podchodziłyśmy myśląc o sobie jako o faworytkach. Liga przyniosła już wiele niespodzianek, więc do każdego spotkania przystępowałyśmy na takim samym poziomie emocji i zaangażowania. Do każdego pojedynku musiałyśmy się też trochę inaczej przygotowywać taktycznie.

W części spotkań o wynikach poszczególnych setów musiały decydować pojedyncze piłki. Wykazywałyście się wtedy niesamowitą odpornością psychiczną, to był wasz spory atut! Czemu to zawdzięczacie?

– Faktycznie, było wiele sytuacji czy choćby końcówek, w których przegrywałyśmy, potem doszłyśmy przeciwnika i byłyśmy w stanie wygrać nawet całkiem spokojnie, nie stresując się. Szczerze mówiąc nie umiem powiedzieć, z czego to wynika, ale cieszę się, że z tej strony także pokazujemy naszą siłę.

Tak jak wspomniałaś, straciłaś pierwsze mecze sezonu przez uraz. Zdarzały się chwile, w których brakowało ci cierpliwości przed powrotem na parkiet?

– Tak, brakowało cierpliwości, bo był to uraz, przez który nie mogłam praktycznie ruszyć palcem, robić kompletnie nic. To mnie deprymowało, był to dla mnie bardzo trudny czas. Tak naprawdę przez to straciłam dwa miesiące pracy, cały okres przygotowawczy, czego później nie da się nadrobić. Dla mnie początek sezonu nastąpił tak naprawdę w grudniu, więc odczuwałam te braki i myślę, że było to widać. Na szczęście o tamtym incydencie właściwie już zapomniałam, cieszę się, że jest już to za mną.

Jak już wróciłaś do gry, to ze sporym przytupem – od razu zgarnęłaś statuetkę MVP po meczu z Budowlanymi w Łodzi! Czy wspominasz to spotkanie w jakiś szczególny sposób?

– Bardzo się wtedy stresowałam, bo sama nie wiedziałam, w jakiej jestem formie. Czułam się teoretycznie dobrze, ale mogło to być trochę mylące, bo na tle zespołu na pewno miałam braki fizyczne. Cieszyłam się, że w tamtym momencie mogę pomóc drużynie, a pokazanie – dziewczyny, możecie na mnie liczyć! – było niezwykle cenne.

To nie twoja pierwsza kontuzja w karierze, która wyłączyła cię na pewien czas z gry. Co w takich sytuacjach przede wszystkim pomaga, żeby przetrwać i wrócić w jak najlepszej formie?

– Tych kontuzji za bardzo nie mogę porównać, bo obie były zupełnie różne. W poprzedniej na pewno pomagało mi to, że mogłam chodzić na siłownię i uczestniczyć w treningach. Nie życzę nikomu kontuzji, którą miałam teraz, bo nie mogłam przez nią robić zupełnie nic. W trakcie niej na pewno pomagała mi świadomość tego, że jest to tylko chwila, a kiedy minie zły czas, będę mogła wrócić do treningów i nie zagraża to mojej przyszłości. Czułam także zaufanie innych ludzi i psychiczną ulgę, że wszyscy tutaj czekają na mnie.

Który mecz z fazy zasadniczej uznasz za najlepszy w waszym wykonaniu?

– Myślę, że z ŁKS-em Łódź i z BKS-em Bielsko-Biała rozegrałyśmy świetne mecze. Wtedy wszystko funkcjonowało znakomicie i każda z nas dołożyła cegiełkę do tych zwycięstw. Ale zresztą wszystkie mecze, które rozstrzygamy na swoją korzyść, są niepowtarzalne, wygrywanie jest fantastyczne!

A czy przydarzył wam się jakiś moment, który uznasz za najtrudniejszy w ostatnich miesiącach?

– Ostatni wyjazdowy mecz z Radomką Radom był dla nas dość ciężki, bo miałyśmy dwa tygodnie przerwy pomiędzy spotkaniami. Nie trenowałyśmy też wtedy w komplecie, więc to był dla nas trudny czas. Ale jak widać udało nam się wytrwać, nasza silna psychika wytrzymała i odniosłyśmy zwycięstwo.

Zdaniem wielu kibiców i ekspertów już wykonałyście kawał świetnej roboty w tym sezonie. Czy ta świadomość pozwoli wam przystąpić do fazy play-off bez presji?

– Na pewno nie jesteśmy stawiane jako faworyt w meczach z Budowlanymi i myślę, że jest to dla nas dobra sytuacja. Możemy to zrobić, a nie musimy i tylko od nas zależy, czy powalczymy z nimi jak równy z równym. Na pewno nie podejdziemy do tej rywalizacji jako z góry przegrany zespół. Mamy teraz swoją szansę, ciężko pracowałyśmy, żeby ją ugrać, więc szkoda byłoby tego nie wykorzystać.

Czasu do pierwszego meczu ćwierćfinałowego jest bardzo mało, pojedynek w Łodzi rozgrywacie już w piątek. Na co przede wszystkim w grze Budowlanych trzeba będzie uważać?

– Nie jest tajemnicą, że Budowlani mają bardzo dobrą atakującą, która gra imponująco. Drugą ich główną armatą jest Magda Stysiak, która dołączyła w trakcie sezonu.

Jaki Pałac Bydgoszcz zobaczymy na parkiecie w play-offach?

– Zobaczycie waleczne dziewczyny! Jesteśmy dobrze poukładane, każda z nas zna swoje miejsce na boisku i wie, za co jest odpowiedzialna. Mam nadzieję, że ta rywalizacja przysporzy wiele emocji kibicom, a mecze będą zacięte!

źródło: kspalac.bydgoszcz.pl

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, Liga Siatkówki Kobiet

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2019-03-22

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2019 Strefa Siatkówki All rights reserved