Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > T. Swędrowski: Skra powinna wyjaśnić sobie kilka spraw

T. Swędrowski: Skra powinna wyjaśnić sobie kilka spraw

fot. Katarzyna Antczak

– Teraz będzie miał miejsce najtrudniejszy moment dla Skry, bowiem to właśnie w tej chwili, przed grą o brązowy medal, siatkarze powinni wyjaśnić sobie kilka spraw. Jeśli obrażą się wszyscy na wszystkich, to wydaje mi się, że nie wywalczą nawet tego ostatniego miejsca na podium, a wtedy nie wiadomo, co się z nimi dalej stanie. Przed tymi zawodnikami czas na podjęcie ważnej decyzji: walczymy razem o brąz albo nie i rozchodzimy się wszyscy w swoją stronę – skomentował ostatnie wypadki na bełchatowskich parkietach dziennikarz Polsatu Sport Tomasz Swędrowski.

Pojedynek Skry z BBTS-em był chyba jednym z najsmutniejszych meczów PlusLigi w historii. Czy kiedykolwiek był pan świadkiem równie zaskakującego i ciekawego rozstrzygnięcia, jeżeli chodzi o walkę o finał rozgrywek?



Tomasz Swędrowski: – Mnie się wydaje, że jest to jedna z najciekawszych lig w historii, a na pewno w mojej karierze. Uważam, że nikt nie mógł przewidzieć podobnego rozwoju wypadków, bowiem Skra straciła seta w teoretycznie najłatwiejszym spotkaniu i w dziwny sposób przegrała walkę o mistrzostwo Polski. Paradoksalnie system, który został wprowadzony awaryjnie przed igrzyskami olimpijskimi i kwalifikacjami do nich, by ułatwić pracę trenerom kadr narodowych, stał się najbardziej interesujący. Nie wiem, czy coś takiego kiedykolwiek się powtórzy, ale kto wie, czy nie iść właśnie tą drogą, która spowodowała, że każde spotkanie dla wielu drużyn było najważniejsze. Walka trwała do samego końca i chyba nikt nie zakładał scenariusza, że pomiędzy bełchatowianami a Resovią będzie się toczył korespondencyjny pojedynek o jednego seta. Postawa podopiecznych trenera Blaina dziwi mnie jednak o tyle, że tak doświadczony zespół, złożony z mistrzów świata, dał się w podobny sposób sparaliżować w newralgicznym pierwszym rozdaniu – zawodnicy byli bladzi, nie wiedzieli, jak się nazywają, co najlepiej obrazowało to, jak przygniotła ich presja wygrania tego spotkania bez straty nawet jednej partii.

Jaka była przyczyna tego paraliżu? Szum medialny dookoła zespołu, zmiany, a może problemy w relacjach interpersonalnych wewnątrz drużyny?

– Jeśli miałoby się to odbić na grze, to stałoby się to już na meczu z Cerradem Czarnymi Radom, a oni wygrali za trzy punkty.

Ale nie bez przypadku mówi się w takich momentach o świeżości pierwszych meczów granych pod okiem nowego szkoleniowca…

– Właśnie, ale nie można także zapomnieć, że bełchatowianie wygrali niezwykle trudne spotkanie w Olsztynie, które według mnie było najbardziej wymagające, bowiem właśnie tam podopieczni trenera Blaina byli na skraju straty seta i to tam sprawa mogła być przedwcześnie załatwiona dla Asseco Resovii Rzeszów. Przyjechali do siebie, mistrzowie Polski nie mieli już ruchu, bowiem zrobili swoje i wygrali w Gdańsku, czekając przed telewizorami na to, co się stanie, a nieoczekiwanie Skra sprezentowała im największą możliwą niespodziankę. Widocznie rzeszowianie bardziej zasłużyli na finał, bowiem zwyciężyli zespół Andrei Anastasiego na północy Polski, gdzie przecież mogli się nie wysilać, zdając sobie sprawę z tego, że nic nie jest w ich rękach i jednocześnie wiedząc o wyniku z Olsztyna. Zawodnicy trenera Blaina mają czego żałować. Im dotychczas chyba nie zdarzyła się w karierze podobna sytuacja, może poza przegranym w 2012 roku meczem Ligi Mistrzów, ale to były inne rozgrywki, a chodziło o przyznanie punktów po bloku czy też jego braku. Tym razem jednak na wyciągnięcie ręki mieli finał mistrzostw kraju.

Czy ten mecz potwierdził, że to nie Miguel Falasca był problemem Skry Bełchatów?

– Nie chcę do tego wracać, bowiem każdy zespół musi takie sprawy załatwiać w szatni. One nie powinny wyjść na zewnątrz i jak się panowie mieli wziąć za bary, to należało to zrobić poza widokiem publicznym, a wiemy, że padło parę słów za dużo. Z drugiej strony nie można nie zauważyć, że ten konflikt narastał od dłuższego czasu, a zapłacił za niego Miguel Falasca. Czy to on powinien ponieść karę? Nie wiem, ale zwykle jest tak, że zarówno za wyniki, jak i inne trudne sytuacje płacą trenerzy. On jednak odszedł i myślę, że wcale się nie cieszy z wyniku osiągniętego w sobotę przez jego byłych podopiecznych, bowiem dziś owoce wydała cała praca, którą wykonał w tym sezonie. Zapewne jest podobnie smutny, jak Philippe Blain i wszyscy zawodnicy. To dobry szkoleniowiec, podobnie jak był wartościowym zawodnikiem i na pewno sobie poradzi na ścieżce dalszego rozwoju, czego życzę mu z całego serca.

Czy można powiedzieć, że szum medialny, który narósł dookoła Skry Bełchatów, był katalizatorem, więc jednym z czynników prowokujących zmiany, czy też to wszystko zdarzyłoby się prędzej czy później?

– Już chyba nieco inaczej o tym myślę. Teraz będzie miał miejsce najtrudniejszy moment dla Skry, bowiem to właśnie w tej chwili, przed grą o brązowy medal, siatkarze powinni wyjaśnić sobie kilka spraw. Jeśli obrażą się wszyscy na wszystkich, to wydaje mi się, że nie wywalczą nawet tego ostatniego miejsca na podium, a wtedy nie wiadomo, co się z nimi dalej stanie. Do tej pory wszystko działo się z dużym rozpędem, wypadki następowały jeden po drugim, grali mecz po meczu, a obecnie cały zespół będzie miał chwilę oddechu, bowiem na parkiet wróci dopiero po Final Four Ligi Mistrzów. Przed zawodnikami Skry czas na podjęcie ważnej decyzji: walczymy razem o brąz albo nie i rozchodzimy się wszyscy w swoją stronę.

Podsumowując, który czynnik w generalnym rozrachunku według pana decydował o finalnym wyglądzie górnej części tabeli w tym sezonie? Zespołowość? Gra na jednym polu? Postawienie na lidera? A może brak konfliktów?

– Zespołem w prawdziwym tego słowa znaczeniu wydawał się team Skry Bełchatów, a nie Resovii Rzeszów. Mistrzowie Polski mieli za sobą dużo nieplanowanych porażek, przegrali seta na wagę złota z MKS-em Będzin, co wydawało się, że pogrąży tę drużynę, a chyba to po nich spłynęło. Skra, oprócz konfliktów, które jak się okazało, toczyły się od dłuższego czasu, potrafiła sprężyć się na Puchar Polski czy wygranie meczu w Kazaniu. Można było mniemać, że jest to drużyna z naciskiem na słowo „zespół” i że w trzecim, teoretycznie najłatwiejszym pojedynku z rzędu, w którym nie mogła stracić seta, poradzi sobie bez problemu. Te wszystkie rozważania wzięły jednak w łeb, ponieważ okazało się, że na parkiecie nie gra teoria, a przede wszystkim głowa, która tym razem nie wytrzymała presji. Co do Resovii to chwała jej za wynik, ponieważ tak jak mówiłem, mogła się położyć już w pojedynku z Treflem, kiedy dowiedziała się, że ostatni bastion niespodzianki w Olsztynie padł łupem ich rywali. Okazało się jednak, że to rzeszowianie mieli wszystkie karty w swoich rękach i wielce prawdopodobne jest to, że to, co się w sobotę stało w hali „Energia”, bardzo ich zmobilizuje. Kto wie, czy nie pokuszą się o zwycięstwo z Zenitem Kazań, choć ten zespół jest tytułowany najlepszym na świecie? Oba teamy czeka tylko jeden pojedynek przy 17 tysiącach ludzi, którzy będą wspierać podopiecznych trenera Kowala w Tauron Arenie Kraków. Może być ciekawie.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2016-04-10

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved