Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > Tauron Liga > Tamara Kaliszuk: Wierzę, że nasz wysiłek zostanie nagrodzony

Tamara Kaliszuk: Wierzę, że nasz wysiłek zostanie nagrodzony

fot. Bogusław Krośkiewicz

Siatkarki MKS-u Dąbrowa Górnicza dość niespodziewanie wróciły z Łodzi na tarczy, przegrywając spotkanie z miejscowym ŁKS-em 1:3. – Ponieważ reprezentujemy Polskę na arenie międzynarodowej, bywają takie okresy, że mamy nawet po trzy mecze w tygodniu. Trzeba być wytrzymałym zarówno mentalnie, jak i fizycznie, żeby to udźwignąć. Staramy się za każdym razem być „na maksa” gotowe, wkładamy w to całe nasze serce. Każda chce dać z siebie wszystko, aby tylko udało się wygrywać kolejne spotkania. Nie chcę jednak zganiać na cokolwiek tej porażki – powiedziała po spotkaniu Tamara Kaliszuk, przyjmująca dąbrowianek.

Po raz drugi w tym sezonie nie udało wam się zdobyć punktów w starciu z ŁKS-em. Teraz okoliczności tego meczu były jednak inne, bo zaledwie dwa dni temu byłyście we Francji, rozgrywając mecz Ligi Mistrzyń. Co przesądziło o tym, że z Łodzi wracacie bez punktów?



Tamara Kaliszuk: – Niestety oba te wspomniane mecze ułożyły się na naszą niekorzyść. ŁKS to silny przeciwnik i chociaż ten sobotni mecz przegrałyśmy, to nie uważam, że zagrałyśmy go jakoś wyjątkowo źle. Podobne wrażenie można odnieść, patrząc na wynik trzeciego i czwartego seta, gdzie zadecydowały końcówki. Rzeczywiście mamy bardzo napięty grafik, mecz za meczem, dlatego te siły trudno jest tak szybko zbierać. Ponieważ reprezentujemy Polskę na arenie międzynarodowej, bywają takie okresy, że mamy nawet po trzy mecze w tygodniu. Trzeba być wytrzymałym zarówno mentalnie, jak i fizycznie, żeby to udźwignąć. Staramy się za każdym razem być „na maksa” gotowe, wkładamy w to całe nasze serce. Każda chce dać z siebie wszystko, aby tylko udało się wygrywać kolejne spotkania. Nie chcę zganiać na cokolwiek tej porażki. Ten mecz nie był jednostronny, były momenty, gdzie przeważałyśmy, dlatego nie można powiedzieć, że nie miałyśmy sił na to, aby pokonać łodzianki. Niestety, to jest sport, nie można z góry obstawić faworyta. Trzeba zawsze wychodzić na boisko z nastawieniem, że samemu jest się liderem.

Nie ma już z wami Regan Scott, kontuzja wyeliminowała z gry Dominikę Sobolską. Trener Juan Manuel Serramalera nie ma więc zbyt wielkiego pola manewru…

– To jest prawda, trudno cokolwiek więcej dodać. Jesteśmy w okrojonym składzie, ale musimy sobie z tym radzić. Na razie jest to głównie jedna szóstka, z niewielką możliwością zmian, trenerowi na pewno też ciężko jest rotować. To są takie sytuacje, które niestety przytrafiają się niektórym zespołom niemal w każdym sezonie. W tym niestety niemal od początku rozgrywek przydarzyły nam się takie nieprzewidziane okoliczności, najpierw walkower, później kontuzje. Na pewno nie jest nam lekko, ale cały czas walczymy.

Odniosłyście swoje pierwsze zwycięstwo w tym sezonie w Lidze Mistrzyń, pokonując drużynę AS Saint-Raphael. Jednak zespół Azerrail Baku również nie wydaje się poza waszym zasięgiem, a być może u siebie uda się również „postawić” Fenerbahce. Jak oceniasz wasze szanse na wyjście z grupy?

– Uważam, że jak najbardziej możemy powalczyć, nie jesteśmy na straconej pozycji. Pierwszy mecz w Baku przegrałyśmy, ale też byłyśmy równorzędnym rywalem, zabrakło naprawdę odrobiny szczęścia, by to spotkanie wygrać. Myślę, że stać nas na pokazanie jeszcze czegoś więcej w Lidze Mistrzyń. Ja osobiście już nie mogę doczekać się kolejnych meczów, mam nadzieję, że stworzymy fajne widowisko.

To już twój trzeci sezon w Dąbrowie Górniczej. Co sprawia, że tak dobrze czujesz się w MKS-ie?

– Ten pierwszy sezon w MKS-ie to był dla mnie bardzo duży przeskok, jeśli chodzi o poziom gry. Uważam, że był on dla mnie udany, w kolejnym z gry wyeliminowała mnie trochę kontuzja, bo przez pół roku nie mogłam wyjść na parkiet. O tym aktualnym mogę na razie powiedzieć tylko tyle, że dostałam szansę i mam nadzieję, że ją w pełni wykorzystam, sezon się jeszcze nie skończył. Dąbrowa Górnicza jest bardzo ładnym miastem, pomimo tego, że leży w Zagłębiu. Na początku, kiedy decydowałam się na grę w MKS-ie, nie wydawała mi się zbyt przyjazna i atrakcyjna jako sam teren. Teraz natomiast wiem, że jest to piękne miasto, z dużą ilością zielonych terenów. Czuję się tu bardzo dobrze, a klub również jest bardzo profesjonalny. Gdyby wszystko nie było w porządku, to pewnie nie zdecydowałabym się tu zostać.

W zeszłym sezonie wraz z MKS-em dotarłaś aż do półfinału Orlen Ligi. Żałujesz, że ostatecznie nie udało wam się wywalczyć medalu?

– Na pewno jest niedosyt, bo byłyśmy bardzo blisko i szkoda tego przegranego boju o trzecie miejsce z Impelem Wrocław. To już jest historia, trzeba się cieszyć z tego, co mamy, bo zawsze mogło być gorzej. (uśmiech) Absolutnie nie był to dla nas stracony sezon, wręcz przeciwnie. Co do aktualnego sezonu, tak jak już mówiłam, jest ciężko, ale wierzę, że w końcu nasz wysiłek zostanie nagrodzony. Najlepszą nagrodą byłoby oczywiście miejsce w czwórce i możliwość walki o medal. Uważam, że jesteśmy dobrym zespołem, ciężko pracujemy i zasługujemy na to, by walczyć o podium.

W pierwszej części sezonu przytrafiły wam się dwie wpadki, bo chyba tak można nazwać porażki w Legionowie i właśnie mecz z ŁKS-em. Dlaczego, twoim zdaniem, do nich doszło?

– Szczerze powiem, że od tego czasu wydarzyło się już tyle, że trudno mi sobie przypomnieć. (uśmiech) Trudno nazwać te mecze naszymi wpadkami. ŁKS jest mocnym zespołem, ma w swoich szeregach tak doświadczone zawodniczki jak Izabela Kowalińska czy Krystyna Strasz, która niedawno dołączyła do drużyny. Razem z rozgrywającą Lucie Muhlsteinovą tworzą naprawdę silną ekipę. Dlatego nie uważam, aby w jakikolwiek sposób odstawały od reszty zespołów. Jeśli chodzi o legionowianki, to jest to bardzo młoda i nieobliczalna drużyna. Dziewczyny jeżeli tylko im nie idzie, to idą „na wariata”, bronią wtedy niesamowite piłki, nakręcają się.

Zanim stałaś się rasową przyjmującą, twoim miejscem było prawe skrzydło…

– Szukam pozycji, która będzie dla mnie odpowiednia. Jeszcze jestem w takim wieku, kiedy mogę próbować różnych wariantów. Jeżeli okazałoby się, że mi nie idzie, czy źle się czuję w przyjęciu, mam taką możliwość, aby wrócić do swojej nominalnej pozycji. To był trudny dylemat, zobaczymy, jak będzie szło mi dalej w przyszłości.

W sierpniu 2015 podczas zgrupowania reprezentacji Polski doznałaś poważnej kontuzji, zrywając więzadła krzyżowe w kolanie. Jak wyglądał twój powrót do pełnej sprawności?

– Ta kontuzja była dla mnie bardzo przykrym doświadczeniem, ale wróciłam na boisko dość szybko, bardzo szybko przeszłam przez proces rehabilitacji. Byłam wyłączona z gry od sierpnia do lutego. Powrót nie jest łatwy, ale tak bardzo tęskni się za tą siatkówką, że kiedy znów może się grać, jest to niesamowite uczucie. Ja przechodząc rehabilitację, ciągle tylko pytałam o to, kiedy będę mogła skakać, grać itd. Teraz bardzo doceniam to, że znów mogę bez przeszkód realizować swoją pasję.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved