Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > I liga mężczyzn > Szymon Szlendak: Sztuką jest walczyć do końca

Szymon Szlendak: Sztuką jest walczyć do końca

fot. krispol1liga.pls.pl

ZAKSA Strzelce Opolskie pokonała w świetnym stylu Stal Nysa 3:1 w meczu 25. kolejki KRISPOL 1. Ligi. – Graliśmy jak z nut. Prawdziwa batalia rozegrała się w czwartym secie. Wytrzymaliśmy tę wymianę ciosów i mogliśmy cieszyć się z tej niemałej niespodzianki, jaką sprawiliśmy sobie i naszym kibicom – powiedział Szymon Szlendak, drugi trener beniaminka, który w sobotę przejął stery pod nieobecność Rolanda Dembończyka.

Zacznijmy od pytania o pana debiut. Do tej pory pełnił pan funkcję asystenta trenera Rolanda Dembończyka, a w minionym tygodniu przyszło panu przejąć stery. Zdradzi pan jaki był powód takiej roszady i jak się czuł w nowej roli?



Szymon Szlendak:Była to zmiana tymczasowa, bowiem trener Roland Dembończyk prowadzi również drużynę juniorów, z którą walczył w częstochowskim turnieju o awans do finału mistrzostw Polski. Drużyna absolutnie zrozumiała tę sytuację i fajnie przepracowaliśmy ten krótki okres. Duże podziękowania kieruję do kapitana Grzegorza Wójtowicza, który tego dnia wiele pomagał nie tylko swoją grą. Nie wiem czy można sobie wyobrazić lepszy debiut, niż komplet punktów przeciwko liderowi tabeli. Tak jak mówiłem na początku, to był epizod, który starałem się sumiennie wykorzystać. A prawda jest taka, że byłoby to niemożliwe, gdyby nie ambitna postawa całej drużyny. Sporo pomógł też trener przygotowania Bartek Bielenda, który przejął ode mnie rolę łącznika ze statystykiem Dawidem Krupą.

W sobotę pokonaliście Stal Nysa 3:1. Poza pierwszym setem zagraliście niemal koncertowo. Taka gra zespołu chyba napawa dumą?

– Przystępując do tego spotkania znaliśmy olbrzymi potencjał naszego przeciwnika. Stal nieprzerwanie, od pierwszej kolejki lideruje tabeli, ma 15 punktów przewagi nad drugim BBTS-em i dotychczas przegrała zaledwie dwa mecze. Oba w pięciu setach, ani raz nie uległa 0:3 lub 1:3. Powiedzieliśmy sobie w szatni, że pokonanie takiego rywala będzie niesłychanie trudne, ale warto spróbować powalczyć i dokonać czegoś spektakularnego w dobiegającym do końca sezonie. Trochę pomieszaliśmy w ustawieniu początkowym i ruszyliśmy do boju. Mimo pozytywnego nastawienia w pierwszym secie przytrafiło się nam kilka głupich błędów, co nakręciło nyską maszynę i pozwoliło im wygrać dosyć wysoko. Ciężko nam było powstrzymać Moustaphe M’Baye. Na szczęście ta premierowa odsłona meczu nie podcięła nam skrzydeł i jeszcze bardziej zmobilizowała do walki. Poprawiliśmy zagrywkę oraz przyjęcie, zaczęliśmy więcej bronić, przez co było więcej okazji do punktowych kontrataków. Przyznaję, że w trzecim secie patrząc na tablicę wyników, sam nie wierzyłem w to co widzę. Graliśmy jak z nut. Prawdziwa batalia rozegrała się w czwartym secie. Wytrzymaliśmy tę wymianę ciosów i mogliśmy cieszyć się z tej niemałej niespodzianki jaką sprawiliśmy sobie i naszym kibicom. Osobiście cieszę się z nagrody MVP dla rozgrywającego Szymona Berezy. W pełni skorzystał z dobrego przyjęcia i kreował liderów w ataku. Dobrze gubił blok, głównie dzięki temu, że wreszcie „odblokował” środek siatki. Bardzo dawno nie było meczu, w którym nasz środkowy wykręcił dwucyfrową zdobycz punktową, a tego dokonał właśnie Markus Kosian, bardzo dobrze dysponowany tego dnia.

Byliście zaskoczeni brakiem dwóch nominalnych atakujących w szeregach Stali?

– Dzień przed meczem docierały do nas różne informacje o stanie zdrowia poszczególnych zawodników. Dlatego staraliśmy się przygotować taktycznie bardziej pod indywidualne cechy zawodników, niż pod kątem prezentowanych dotychczas schematów gry. Oczywiście w kontekście walki o awans do PlusLigi jest to duża strata dla podopiecznych Krzysztofa Stelmacha. Osobiście, życzę chłopakom szybkiego powrotu do zdrowia. Natomiast nie upatrywałbym przyczyn porażki w absencji Bartosza Krzyśka czy Łukasza Kaczorowskiego. Ja po prostu nie kupuję tłumaczenia, że w meczu przeciwko 10. drużynie tabeli Łapszyński, Bućko i Długosz na skrzydłach to osłabienie drużyny. Dodam, że tego dnia nasz jedyny atakujący również był nieobecny z powodu choroby. Wspierający nas Filip Grygiel był z pierwszą drużyną w Olsztynie i na ataku grał nominalny przyjmujący Adam Smolarczyk, który nawiasem mówiąc zaczyna prezentować się na tym prawym skrzydle bardzo pozytywnie. W kwadracie rezerwowych do dyspozycji miałem, więc rozgrywającego, 19-letniego przyjmującego i kontuzjowanego środkowego.

Kilka dni wcześniej pokonaliście drugą drużynę z czołówki. Wygraliście na wyjeździe z BBTS Bielsko-Biała 3:2.

– Do meczu w Bielsku-Białej podeszliśmy na totalnym luzie. Po prostu chcieliśmy dobrze grać w siatkówkę. Można było obawiać się początku spotkania, bowiem nie trenowaliśmy wcześniej w hali rywala, a jest ona bardzo specyficzna, zdecydowanie największa w lidze i może sprawiać trudności w ocenie toru lotu piłki. Okazało się zupełnie na odwrót i pierwsze dwie partie graliśmy koncertowo. Byliśmy czujni w obronie i wystawie sytuacyjnej, dzięki czemu łatwo budowało się przewagę. W trzecim secie z powodu kontuzji boisko musiał opuścić libero Patryk Foltynowicz, który grał naprawdę dobre zawody.

Dla drużyny takie zwycięstwa też są bardzo budujące?

– Na pewno miniony tydzień poprawił nasze humory. Niestety rudna rewanżowa nie układa się po naszej myśli. Nie licząc meczu z BBTS-em i Stalą zdobyliśmy w niej zaledwie sześć punktów. Dla porównania w pierwszej rundzie tych punktów ugraliśmy aż dwadzieścia jeden i przez moment byliśmy nawet na drugim miejscu w klasyfikacji. Od kilku spotkań pogodziliśmy się z brakiem awansu do fazy play off i w takich momentach zawsze ciężko znaleźć motywację. Na szczęście wielu zawodników zrozumiało, że sztuką jest walczyć do końca, mimo wszelkich przeciwności. Jeśli nie dla celów postawionych przed zespołem,
to chociażby dla własnego rozwoju.

Oceniając wasze ostatnie spotkania, odnoszę wrażenie, że czujecie spory niedosyt. Gdyby nie porażki w kilku wcześniejszych meczach, kto wie, czy nie przygotowywalibyście Się do walki w play-off?

– To prawda. W sobotę okaże się ile ostatecznie punktów stracimy do ósmego miejsca, ale może być tak, że to będzie jedno „oczko”. Maksymalnie to będą cztery punkty. To jest mała różnica na przestrzeni 26. kolejek. W mojej ocenie najbardziej możemy żałować przegranych meczów z zespołami, które są pod nami w tabeli. Zero punktów w Częstochowie, gdzie dysponowaliśmy absolutnie pełnym składem wzmocnionym  Kamilem Semeniukiem, Sebastianem Wardą i Filipem Gryglem. W rewanżu u nas wygraliśmy, ale tylko 3:2. Kolejny mecz w Siedlcach i tam też Piotr Łukasik, Grygiel i wszyscy nasi podstawowi zawodnicy, a jednak porażka w pięciu setach. To są właśnie te punkty, których teraz nam brakuje. Ale trzeba przyznać, że niektóre mecze wygraliśmy nieoczekiwanie. Chociażby z drugim w tabeli Lublinem 3:0 czy w Kluczborku 3:0. Pamiętam, że był to najlepszy mecz sezonu Macieja Walczaka.

źródło: krispol1liga.pl

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, I liga mężczyzn

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2020-03-09

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved