Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Srećko Lisinac: Zrobiliśmy dopiero pierwszy krok

Srećko Lisinac: Zrobiliśmy dopiero pierwszy krok

fot. Katarzyna Antczak

Siatkarze PGE Skry Bełchatów w hali Energia zagrali kapitalny mecz i pokonali broniącą tytułu ZAKSĘ Kędzierzyn-Koźle 3:0. Gospodarze przeważali niemal w każdym elemencie, ale nie zmienia to faktu, że o wyniku w każdej partii decydowały detale. – Zrobiliśmy pierwszy krok, ale to nie jest jeszcze koniec. Wszyscy wiemy, że ZAKSA jest jednym z najlepszych zespołów w Europie. Czekamy na mecz w Kędzierzynie-Koźlu, tam aby zwyciężyć, będziemy musieli zagrać jeszcze lepiej, bo rywal na własnym terenie będzie jeszcze mocniejszy – powiedział po meczu Srećko Lisinac.

Przed meczem z Bełchatowie trudno było jednoznacznie wskazać faworyta. Goście z Kędzierzyna-Koźla bronią tytułu i dobrze spisują się w europejskich pucharach, jednak obu ekipom w Pucharze Polski powinęła się już w tym sezonie noga. Zwycięstwo bełchatowian 1:0 na własnym terenie to obiecująca zaliczka przed meczami wyjazdowymi, które wyłonią przyszłych mistrzów Polski. – Zrobiliśmy pierwszy krok, ale to jeszcze nie jest koniec. Wszyscy wiemy, że ZAKSA jest jednym z najlepszych zespołów w Europie. W Bełchatowie to my byliśmy lepsi, udawało nam się utrzymać przewagę wypracowaną gdzieś na początku seta. Byliśmy skoncentrowani i dzięki temu udało nam się wygrać. Czekamy na mecz w Kędzierzynie-Koźlu, tam aby zwyciężyć, będziemy musieli zagrać jeszcze lepiej, bo rywal na własnym terenie będzie jeszcze mocniejszy – zauważył Srećko Lisinac.



W bełchatowskim „ulu” kibice stworzyli atmosferę godną finału PlusLigi. Głośny doping w końcówkach pomógł gospodarzom wykrzesać z siebie maksimum sił. Dwupunktowa różnica na koniec każdego z setów najlepiej świadczy o dawce emocji, jaką zafundowali sobie i fanom siatkarze obu ekip. – Kibice jak zawsze byli niesamowici i dali nam mnóstwo energii. Przy ich wsparciu wytrzymaliśmy do końca tego meczu i bardzo dziękuję im za doping. Przy takiej adrenalinie i takiej publiczności nie czuć zmęczenia – dodał Serb. Lisinac w jednej z akcji popisał się nawet skutecznym atakiem z drugiej linii, który okazał się później bezcenny. – Tyle trenuję, że dziwnym byłoby, gdybym tego nie potrafił. (uśmiech) Zdarzają się sytuacje, gdzie jest potrzeba, aby rozgrywający zaatakował, czy przyjmujący zagrał na środku. Jeśli tak się ułoży akcja, że można wypracować coś ekstra dla drużyny, to jestem gotowy, aby tego spróbować. Czy jestem uniwersalny, tego nie wiem, bo choćbym chciał, to w przyjęciu nie jestem najlepszy – przyznał szczerze Lisinac.

Tegoroczne mecze o złoty medal to powtórka rywalizacji sprzed roku. Skra wydaje się jednak silniejsza, a tacy siatkarze jak Milad Ebadipour czy Bartosz Bednorz potrafią przechylić szalę zwycięstwa na korzyść bełchatowian. – Dla nas to już jest lepszy finał. Jednak tak jak powiedziałem, to dopiero początek, musimy grać jeszcze lepiej, jeżeli myślimy o mistrzostwie Polski. Pamiętajmy, że ZAKSA to zespół, który za moment będzie grał w Final Four Ligi Mistrzów i ma tam zasłużone miejsce. Nie będzie łatwo go pokonać – studził nadmierną radość i euforię Srećko Lisinac.

Blisko 50% skuteczność w ataku, 63% pozytywnego przyjęcia i 11 bloków to jak na trztsetowe spotkanie dobry rezultat. Środkowy Skry zauważył jednak, że jest wiele elementów, które mogłyby w jego ekipie funkcjonować nieco lepiej. – To są niuanse. Graliśmy dobrze, ale są elementy, które możemy poprawić, jak asekuracja, kilka piłek spadło nam w pomarańczowe. Możemy tak samo poprawić grę w bloku. Zagrywka co prawda była dobra, ale możemy ograniczyć liczbę zepsutych zagrywek. Dopiero zakończyliśmy mecz, trudno jest mi dokładnie powiedzieć, gdzie tkwią nasze rezerwy, ale na pewno będziemy to analizować. ZAKSA z pewnością zagra u siebie inaczej, a my musimy wyjść na boisko tak, jakby było 0:0 w tej rywalizacji – powiedział Lisinac. Zanim doszło do rywalizacji finałowej, obie drużyny miały twardy orzech do zgryzienia już w 1/2 finału. Dwa tie-breaki z olsztynianami rozegrali kędzierzynianie, dokładnie tyle samo setów, by awansować do finału, potrzebowali bełchatowianie. – Dwa mecze z Treflem Gdańsk były dla nas bardzo trudne, zarówno pod względem fizycznym, jak i emocjonalnym. Dużo energii nas to kosztowało, bo w dwumeczu rozegraliśmy 10 setów. To jest jednak finał, nie ma czasu, by myśleć o tym, co stało się w półfinale. Musimy dać z siebie wszystko, co mamy, a zobaczymy, czy wystarczy to do złota – zakończył reprezentant Serbii.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2018-05-03

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2019 Strefa Siatkówki All rights reserved