Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > siatkówka światowa > Srećko Lisinac: Największym rywalem Serbii jesteśmy my sami

Srećko Lisinac: Największym rywalem Serbii jesteśmy my sami

fot. Klaudia Piwowarczyk

Ze względu na to, że Serbów zabraknie na igrzyskach olimpijskich, ich docelową imprezą jest Liga Światowa. Zawodnicy prowadzeni przez Nikolę Grbicia chcą awansować do Final Six w Krakowie i powalczyć o pierwszy triumf w tych rozgrywkach. Muszą jednak spełnić jeden warunek. Jaki? O tym w rozmowie ze Strefą Siatkówki opowiada Srećko Lisinac.

Lubisz grać w Polsce? Kilkanaście dni po zakończeniu rozgrywek ligowych ponownie miałeś okazję występować przed polską publicznością, ale tym razem z reprezentacją Serbii.



Srećko Lisinac:Zawsze mi się fajnie gra w Polsce, razem z kadrą chętnie tu przyjeżdżamy, bo organizacja jest za każdym razem na najwyższym poziomie, może nawet najlepsza na świecie. Faktycznie dla mnie przyjazd na jakikolwiek turniej w Polsce jest dodatkową frajdą, bo znam tutaj wielu ludzi.

W trakcie Memoriału Wagnera miałeś urodziny. To była dla ciebie dodatkowa przyjemność?

O tak, nie spodziewałem się tego, że organizatorzy i publiczność będą tak przygotowani. A to, jak wszyscy zaśpiewali mi „sto lat”, było bardzo miłe. Myślałem, że może dostanę drobny upominek, ale skala składania życzeń ogromnie mnie zaskoczyła.

Łatwo zauważyć, że w reprezentacji Serbii panuje bardzo dobra atmosfera. Może to być spowodowane tym, że w przeciwieństwie do polskich zawodników nie widujecie się zbyt często na ligowych parkietach, bo jesteście rozsiani po całej Europie?

Fajnie, że inni zauważają to, że dobrze się ze sobą czujemy. Niektórzy z nas mają się okazję spotkać podczas ligowego sezonu czy europejskich pucharów, ale nie jest to zbyt częste. Bardzo się lubimy w kadrze, faktycznie mamy dobrą atmosferę, taki team spirit. Mogę powiedzieć, że jesteśmy jedną wielką rodziną.

Niedawno rozpoczęliście przygotowania do sezonu reprezentacyjnego, który – co tu dużo mówić – będzie dla was specyficzny. Po raz pierwszy Serbowie nie zagrają na igrzyskach olimpijskich…

W tym roku bierzemy udział tylko w Memoriale Wagnera i w rozgrywkach Ligi Światowej, dlatego musimy zrobić wszystko, by jak najlepiej przygotować się do zmagań Ligi Światowej. Mamy nadzieję, że awansujemy do Final Six i ponownie zagramy w Krakowie. Wierzymy, że zdobędziemy medal w tych rozgrywkach, może wreszcie złoty.

Kto będzie waszym najgroźniejszym rywalem? Można założyć, że drużyny grające w Rio odpuszczą sobie zmagania w Lidze Światowej.

– Najgroźniejszym rywalem reprezentacji Serbii będzie… reprezentacja Serbii. Jak zawsze zresztą sami dla siebie jesteśmy największym zagrożeniem. Zawsze ciężko się przeciwko nam gra, nam samym również, a może przede wszystkim. Jeśli pokonamy samych siebie, będziemy w stanie pokonać każdego.

W czym takim razie tkwi problem?

Tu nie chodzi o konkretny problem, po prostu mamy wciąż młodą drużynę, potrzebujemy trochę czasu, żeby się zgrać, ale też pobyć ze sobą. Żeby te dobre fluidy przenieść także na boisko. Bo to, co powiedziałaś, atmosfera w drużynie jest fajna, ale niekiedy sprawiamy wrażenie, jakbyśmy dopiero co zaczęli grać w siatkówkę. Jeśli coś nam nie wychodzi, nie wynika to z tego, że trenowaliśmy zbyt mało albo mieliśmy złą taktykę. Mam nadzieję, że z czasem to wszystko się poukłada.

Łatwo było się wam pogodzić z myślą, ze Serbia nie zagra na igrzyskach olimpijskich?

Oczywiście, że nie. Chcieliśmy nie tylko znaleźć się w Rio, ale także walczyć o jak najwyższe cele. Zaakceptowanie tego faktu było naprawdę bardzo trudne, zwłaszcza że mieliśmy tylko jedną szansę, żeby o igrzyska w ogóle powalczyć. Podczas turnieju w Berlinie nie wszyscy z nas byli w optymalnej dyspozycji, więc to dodatkowo utrudniło sprawę. Kiedy jesteś zdrowy i robisz wszystko, by wywalczyć kwalifikację, ale jednak ci się to nie udaje, trochę inaczej to odbierasz. Myślisz sobie: „ok, następnym razem muszę trenować więcej, muszę się lepiej przygotować”. Drużyny z Europy zasługują na znacznie więcej niż jedną szansę uzyskania przepustki na igrzyska olimpijskie.

Zwłaszcza, jeśli weźmie się pod uwagę, jakie drużyny zagrają w Tokio i które miejsce w rankingu zajmują.

Owszem, choć to nie jest tak, że ich nie doceniam. Ale jednak pozycja poszczególnych zespołów europejskich jest dużo wyższa niż niektórych uczestniczących w turnieju interkontynentalnym. Dlatego moim zdaniem drużyny z Europy powinny mieć przynajmniej jeszcze jedną szansę na wywalczenie awansu.

Jak wygląda twoja sytuacja w klubie?

Mam ważny kontakt z PGE Skrą Bełchatów jeszcze przez rok.

Opadły już emocje po braku awansu do finału PlusLigi?

Kiedy dowiedzieliśmy się, że mamy taką samą liczbę punktów, co Asseco Resovia Rzeszów, a ważniejszym czynnikiem niż liczba zwycięstw jest stosunek setów, nic nie mogliśmy zrobić. Moim zdaniem ten zapis nie jest do końca słuszny. Liczba zwycięstw jest o wiele ważniejsza niż zdobyte sety, a czasami nawet punkty, co widzimy w innych rozgrywkach. Nie możesz porównać wygranych kilku setów więcej do większej liczby zwycięstw. Nie grasz po to, żeby ugrać seta, tylko walczysz o zwycięstwo. Dlatego twierdzę, że zasłużyliśmy na ten finał, chociaż z drugiej strony mieliśmy swoją szansę w meczu z BBTS-em Bielsko-Biała. Nie wykorzystaliśmy jej, co oznaczało, że to rzeszowianie walczyli o złoto.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, siatkówka światowa, turnieje światowe

Tagi przypisane do artykułu:
, , ,

Więcej artykułów z dnia :
2016-05-26

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved