Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Publicystyka > Cykle > Skazani na sukces – Wiktor Rajsner

Skazani na sukces – Wiktor Rajsner

fot. EEVZA

Jak co piątek oddajemy głos młodym, utalentowanym zawodniczkom i zawodnikom. Tym razem bohaterem naszego stałego cyklu „Skazani na sukces” jest Wiktor Rajsner, środkowy pierwszoligowego Exact Systems Norwida Częstochowa. – Moja przygoda z siatkówką na dobre zaczęła się w 3. klasie gimnazjum. Wcześniej nie interesowałem się zbytnio tym sportem, wolałem koszykówkę i liczyłem na to, że zostanę właśnie koszykarzem – wspomina urodzony w 1999 roku mierzący 205 cm siatkarz.

Kiedy i w jaki sposób zaczęła się twoja przygoda z siatkówką i czy są jakieś osoby, które szczególnie się do tego przyczyniły?



Wiktor Rajsner: – Moja przygoda z siatkówką na dobre zaczęła się w 3. klasie gimnazjum. Wcześniej nie interesowałem się zbytnio tym sportem, wolałem koszykówkę i liczyłem na to, że zostanę właśnie koszykarzem. Już pod koniec 2. klasy gimnazjum tata zabrał mnie na pierwszy trening, miałem dobre warunki fizyczne, ale nie umiałem nic, jednak spodobało mi się to i się wkręciłem. Zacząłem robić małe postępy i to jeszcze bardziej zachęcało mnie do siatkówki. Taką szczególną osobą jest na pewno tata, który zabrał mnie na pierwszy trening i namówił, żeby spróbować. Cały czas mnie wspiera, podejmuje ze mną dużo decyzji związanych z moją karierą. Dużo też zawdzięczam trenerowi Jerzemu Komorowskiemu, który pomógł mi rozwinąć się i nadgonić rówieśników. Czuję też ogromne wsparcie całej mojej rodziny, wiem, że trzymają kciuki i mocno mi kibicują!

Czy od początku byłeś przekonany, że siatkówka to jest sport właśnie dla ciebie, czy jednak podchodziłeś do tego na początku niechętnie?

– Tak jak mówiłem wcześniej, w ogóle się tym sportem nie interesowałem. Nie sądziłem, że kiedyś coś mnie będzie z siatkówką łączyć. Na pierwszy trening też jechałem dość sceptycznie nastawiony, ale po nim wszystko się zmieniło. Z upływem czasu i sukcesywnie czynionymi postępami moje nastawienie do siatkówki rosło i tak teraz jestem tu, gdzie jestem.

Czy masz jakieś hobby, nawet niekoniecznie związane ze sportem, które pochłania twój wolny czas, jest dla ciebie swojego rodzaju odskocznią?

– Ostatnio wykupiłem Netflixa, więc uzależniłem się od seriali. (śmiech) Oprócz tego lubię bardzo filmy, chodzić do kina, spotykać się ze znajomymi, a jeśli to dłuższa przerwa, to na pierwszym miejscu rodzina i czas spędzany z nią. Jeśli sport to twój sposób na życie, to ciężko też się zupełnie od niego odciąć, więc jak mam wolne, a jest jakiś mecz czy to w telewizji, czy gdzieś blisko, to lubię obejrzeć. Jeśli na dodatek w okolicy grają jacyś starzy znajomi, to tym bardziej się wybieram, żeby później móc z nimi pogadać.

Czy jest jakieś motto, jakaś żelazna zasada, jaką kierujesz się w swoim podejściu do sportu i ogólnie do życia?

– Nic nie jest za darmo, na wszystko trzeba zapracować, na status i w zespole, i w życiu. Na wszystko co osiągnąłem i na to, gdzie teraz jestem, musiałem pracować mniej lub bardziej.

Czy od początku swojej przygody z siatkówką byłeś ustawiany na pozycji środkowego i czy chciałbyś spróbować swoich sił także na innych pozycjach?

– Na początku byłem atakującym, ale to raczej za dużo powiedziane i szybko przestawiono mnie na środek i to była dobra decyzja. Oczywiście, że chciałbym spróbować swoich sił na każdej innej pozycji, ale to chyba się nigdy nie stanie. Ja jednak jestem gotowy i jeżeli będzie trzeba, można eksperymentować. (śmiech)

Jak wspominasz czas spędzony w młodzieżowym zespole Chemika Bydgoszcz, dokąd zostałeś wypożyczony z zespołu z Nakła i co najbardziej utkwiło ci w pamięci z tego okresu?

– Bardzo dobrze wspominam ten okres, poznałem tam bardzo dużo świetnych ludzi, moich kolegów i przyjaciół. Bardzo też podniosłem swój poziom sportowy i osiągnąłem swoje pierwsze sukcesy. Trenerzy bardzo mi ufali, zostałem włączony do wyższej kategorii wiekowej i Młodej Ligi, co na pewno bardzo dużo mi dało. Gra ze starszymi i to jeszcze z jednym z lepszych roczników w historii klubu było wielkim wyróżnieniem. Przez to też już po przejściu do SMS-u Spała nie wyobrażałem sobie, żeby ten okres młodzieżowy skończyć gdzieś indziej niż w Bydgoszczy.

Jednym z elementów twojej siatkarskiej edukacji był wspomniany już pobyt w SMS-ie Spała. Co tobie jako siatkarzowi, ale przede wszystkim jako człowiekowi dały lata spędzone w spalskich lasach?

– Bardzo się cieszę, że trafiłem do SMS-u, bo to był olbrzymi krok naprzód, możliwość trenowania z najlepszymi w Polsce jest wielką mobilizacją. Jako zawodnikowi te dwa lata dały na pewno wzrost umiejętności i pokazanie się nie tylko w Polsce, ale i w Europie czy na świecie. To była furtka do kadry, która pozwoliła mi się pokazać. Jako człowiekowi ten czas dał mi dużo dyscypliny i pokory, życie w lesie dużo uczy, w pewnym sensie też usamodzielnia i przygotowuje do seniorskiego grania. Naprawdę bardzo dużo zawdzięczam SMS-owi Spała i trenerom ze szkoły.

Ostatni sezon zakończył się dla SMS-u spadkiem. Jakie odczucia towarzyszyły tobie, młodemu zawodnikowi po takim sezonie i patrząc już z perspektywy czasu, jaką lekcją okazało się to wydarzenie?

– Niestety nie udało się utrzymać drużyny w lidze i to było bardzo przybijające, na pewno mogliśmy lepiej się pokazać, ale niestety się nie udało. Te wszystkie mecze to były cenne lekcje dla każdego, nabyte doświadczenie będzie procentować w przyszłości. Żałuję, że tak się stało, ale wierzę w chłopaków, że uda im się wrócić do I ligi.

Obecnie reprezentujesz barwy Norwida Częstochowa. Czy długo zastanawiałeś się nad wyborem klubu i jak odnalazłeś się w pierwszym swoim seniorskim klubie?

– To nie była decyzja podjęta w ciągu jednego dnia, miałem też oferty z innych klubów i wszystkie analizowałem. Rozmawiałem z wieloma zawodnikami i trenerami, żeby wybrać najlepszą opcję i wybrałem ją. Zespół przeszedł dużą roszadę w składzie i fakt, że będzie tam tak dużo doświadczonych zawodników tym bardziej mnie zachęcił do tego, żeby wybrać ten klub. Starsi chłopacy bardzo pomagają wejść w tą już seniorską siatkówkę, dzielą się doświadczeniem i bardzo wspierają. Bardzo dużo można się od nich nauczyć.

Co uznałbyś za swój największy atut, biorąc pod uwagę zarówno aspekt sportowy, jak i mentalny?

– Wydaje mi się, że moim sportowym atutem jest blok i zagrywka. Jeżeli chodzi o stronę mentalną, to staram się zachowywać zimną głowę. Oczywiście nie zawsze to wychodzi, ale staram się i myślę, że częściej tak jest niż nie.

Czy jest jakiś zawodnik, którego w szczególny sposób podziwiasz i za co?

– Moim idolem od początku jest Maxwell Holt, uwielbiam jego grę. Podziwiam też Mariusza Wlazłego za to, co robi na boisku, ale też i za to, jak długo utrzymuje się na najwyższym poziomie.

Jakie jest twoje największe siatkarskie marzenie?

– Nie będę chyba oryginalny, jeśli powiem, że jest to powołanie do kadry A i udział w igrzyskach olimpijskich. O tym marzy chyba każdy młody siatkarz, jak zaczyna swoją przygodę z tym sportem. 

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, Cykle, I liga mężczyzn

Tagi przypisane do artykułu:
, , , ,

Więcej artykułów z dnia :
2018-11-23

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2019 Strefa Siatkówki All rights reserved