Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Publicystyka > Cykle > Skazani na sukces – Dominik Depowski

Skazani na sukces – Dominik Depowski

fot. Karolina Koster

Swoją przygodę z siatkówką rozpoczął w Błękitnych Ropczyce, a dziś jest przyjmującym w plusligowym Espadonie Szczecin. Kolejny bohater cyklu „Skazani na sukces” jest także zawodnikiem reprezentacji Polski do lat 23. – Walcz do końca! Póki nie było ostatniego gwizdka sędziego, wszystko się może zdarzyć – taką zasadą w swoim podejściu do sportu kieruje się Dominik Depowski. 21-letni siatkarz opowiedział także między innymi o swoich sportowych marzeniach i o pobycie w AKS-ie Rzeszów.

Skąd się wziął pomysł, żeby postawić akurat na siatkówkę? Czy był jakiś czynnik, który zadecydował, że wybrałeś właśnie tę dyscyplinę sportu?



Dominik Depowski: – Ciężko mi powiedzieć, czy jakiś czynnik zadecydował. Swoją przygodę z siatkówką zaczynałem w klubie Błękitni Ropczyce. Trener przyszedł do nas do szkoły, poprosił wszystkich chłopaków do siebie i powiedział nam, że zaprasza chętnych, którzy chcą rozpocząć swoją przygodę z siatkówką. Postanowiłem spróbować i spodobało mi się.

Był jakiś moment, kiedy żałowałeś tego wyboru?

– Nie. Na początku traktowałem to bardziej jako coś dodatkowego. Z czasem jednak przerodziło się to w pasję, w to co powinienem w życiu robić i do tej pory gram w siatkówkę.

Występujesz jako przyjmujący, a czy w przeszłości miałeś okazję sprawdzić się także na innych pozycjach?

– Byłem sprawdzany na kilku pozycjach. W liceum na przykład na kilku treningach występowałem jako rozgrywający, czasem grałem też jako atakujący. Sam zadecydowałem, że najlepiej czuję się na pozycji, na której występuję obecnie i już pozostałem na przyjęciu.

Jak ważny był dla ciebie pobyt w AKS-ie Rzeszów i jakie emocje ci towarzyszą, kiedy wspominasz ten czas?

– Wspominam ten okres naprawdę bardzo miło. Wiele się tam nauczyłem, na pewno też nabrałem sporo pewności siebie. Mieliśmy wtedy wiele spotkań do rozegrania, bo i rozgrywki juniorskie, rozgrywki kadetów, do tego jeszcze dochodziła Młoda Liga. Grając cały czas, nabierałem doświadczenia. Cieszę się, że tam trafiłem.

Wielu zawodników wybrało edukację w SMS-ie Spała. Czy ty też miałeś jakieś myśli, jakieś plany, żeby trafić właśnie do tej szkoły?

– Będąc w gimnazjum, miałem jakieś tam marzenie, aby trafić do SMS-u Spała. Z perspektywy czasu może to nawet dobrze się stało, że tam nie poszedłem. Obecnie jestem tu, gdzie jestem i się z tego cieszę. Szkoła w Rzeszowie także wiele mi dała, wiele mi pomogła, za co jestem bardzo wdzięczny.

Z młodzieżowych drużyn AKS-u zostałeś zakontraktowany w trakcie sezonu 2014/2015 przez AZS Politechnikę Warszawską. Dla młodego zawodnika to na pewno bardzo duży przeskok. Jak sobie z tym poradzić?

– Dla młodego zawodnika jest to ogromny przeskok, emocje są naprawdę duże. Gra się z siatkarzami, których jeszcze niedawno oglądało się w telewizji, na których się wzorowało. Ja starałem się po prostu pracować nad sobą, pracować razem z drużyną, pomagać zespołowi. Wydaje mi się, że dobrze przepracowałem ten czas spędzony w AZS-ie Politechnika Warszawska, zobaczyłem, jak to jest w PlusLidze i z tego się cieszę. Wydaje mi się, że nie trwało to długo, zanim zaaklimatyzowałem się w drużynie. Większość chłopaków była praktycznie w moim wieku, znałem ich wcześniej i szybko się dogadaliśmy.

Poprzedni sezon spędziłeś jednak w niższej klasie rozgrywkowej, w barwach AGH Kraków. Dla młodego zawodnika I liga to jest według ciebie miejsce, które także może dużo dać, jeżeli chodzi o rozwój sportowy?

– Z pewnością tak. Do AGH poszedłem z zamiarem, aby jak najwięcej grać. W Politechnice Warszawskiej tych okazji do grania w podstawowym składzie było zdecydowanie mniej. Nie żałuję tego, że postanowiłem pójść do niższej ligi, bo po pierwsze praktycznie cały czas grałem, a po drugie zebrałem sporo doświadczenia. Dużo mi to dało i w tym sezonie postanowiłem spróbować jeszcze raz swoich sił w PlusLidze.

W Asseco Resovii Rzeszów nie miałeś w ogóle okazji do grania, ale trenowałeś z takimi zawodnikami jak Marko Ivović czy Gordon Perrin. Co ci dała nawet sama możliwość trenowania z takimi siatkarzami, pod okiem trenera Andrzeja Kowala?

– Właśnie to mnie chyba najbardziej skłoniło do dołączenia do Asseco Resovii Rzeszów. Zadzwonił do mnie trener Kowal i powiedział, że chciałby mnie mieć w zespole. Praktycznie w ogóle się nie zastanawiałem, wiedziałem, z jakim trenerem, z jakimi zawodnikami będę miał do czynienia. Dla mnie na pewno był to szok, ale się cieszę, bo mogłem trenować z naprawdę wspaniałymi siatkarzami. Mogłem podpatrzeć wiele zagrań, zobaczyć, jak oni zachowują się na meczu, na treningu i starałem się to sobie w głowie kodować. Na pewno ten czas w Asseco Resovii nie był stracony, wręcz przeciwnie, bardzo dobrze przepracowany.

Kiedy pojawiła się opcja wypożyczenia do Espadonu, od początku byłeś przekonany co do podjęcia tego kroku i przyjazdu do Szczecina? Co najbardziej skłoniło cię, aby wybrać właśnie ten klub?

– Przed rozpoczęciem sezonu w Asseco Resovii mieliśmy takie ustalenia, że będzie duża możliwość, iż mniej więcej w połowie stycznia, albo i nawet wcześniej, pójdę na wypożyczenie. Można powiedzieć więc, że byłem na to przygotowany. Pojawiły się trzy oferty i wybrałem Espadon. Znałem trenera Michała Mieszko Gogola, w wakacje pracowałem z nim w reprezentacji do lat 23. Wiedziałem, jaką szkołę on prezentuje i to był klucz do tego, żebym właśnie tutaj przyszedł.

Czy są jacyś zawodnicy, których szczególnie podziwiasz za grę?

– Jak byłem młodszy, zawsze imponował mi Bartosz Kurek. Był moim idolem i dalej jest, za to co prezentuje zarówno w reprezentacji, jak i w klubie. Są także inni wspaniali zawodnicy, którzy nie tylko prezentują rozwiązania siłowe, ale także i techniczne. Popisują się akcjami, którymi można się zachwycać.

Są jakieś inne dyscypliny sportu oprócz siatkówki, które cię interesują i na przykład poświęcasz im swój czas wolny?

– Raczej nie. Czasem prześledzę hiszpańską ligę piłki nożnej, zerknę sobie na tabelę, bo dość mocno kibicuję Realowi Madryt. Głównie jednak koncentruję się tylko na siatkówce.

Czy jest jakieś motto, jakaś zasada, jaką kierujesz się przy swoim podejściu do sportu?

– Walcz do końca! Póki nie było ostatniego gwizdka sędziego, wszystko się może zdarzyć. To pokazał chociażby nasz mecz z Lotosem Treflem Gdańsk, gdzie przy takim wyniku, jaki mieliśmy w czwartym secie, niejeden by się załamał, a my się podnieśliśmy.

Na koniec zapytam o twoje największe sportowe marzenie…

– Na pewno chciałbym kiedyś zadebiutować w seniorskiej reprezentacji Polski, a tym największym jest zdobycie medalu olimpijskiego.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, Cykle, Wywiady

Tagi przypisane do artykułu:
, , ,

Więcej artykułów z dnia :
2017-02-24

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved