Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Publicystyka > Cykle > Skazani na sukces – Dawid Woch

Skazani na sukces – Dawid Woch

Kolejnym młodym bohaterem naszego stałego cyklu – „Skazani na sukces” jest rodowity częstochowianin. 19-letni środkowy, jako jeden z przedstawicieli reprezentacji Polski z rocznika 1997, ma na swoim koncie złote medale mistrzostw świata i Europy w kategorii kadetów i złoto mistrzostw Europy juniorów. Między innymi o początkach swojej przygody z siatkówką, debiucie w PlusLidze i tym, co mu dał pobyt w SMS-ie Spała opowiedział zawodnik MKS-u Będzin, Dawid Woch.

Pochodzisz z miasta, które ma ogromne siatkarskie tradycje, czyli Częstochowy. Czy to miało jakikolwiek wpływ na to, że później postawiłeś właśnie na siatkówkę?



Dawid Woch:Zgadza się, Częstochowa ma ogromne tradycje siatkarskie. Na pewno miały one duży wpływ na to, że rozpocząłem swoją siatkarską przygodę. Kiedy ja zaczynałem grać, wielu świetnych zawodników wtedy tworzyło seniorską kadrę zespołu z mojego miasta. Miałem poczucie, że opieka trenerska i możliwości, jakie daje mi Częstochowa, pozwolą mi mieć realne szanse spełnić własne sportowe marzenia, tym bardziej że wtedy w moim mieście mogłem podziwiać jednych z najlepszych siatkarzy.

Czy jest jakaś osoba, której pomoc i wsparcie w tych początkowych etapach przygody z siatkówką szczególnie przyczyniły się do tego, że dziś jesteś medalistą młodzieżowych mistrzostw świata i Europy, a także grasz w tak silnej lidze, jak nasza PlusLiga?

Jestem wdzięczny przede wszystkim mojemu bratu, który jest ze mną od samego początku mojej przygody z siatkówką. To właśnie on zaprowadził mnie na pierwszy trening, a także mi towarzyszy i bardzo pomaga w sferze mentalnej. W przerwach między sezonami bierze mnie pod swoje oko trenerskie i nie pozwala mi się rozleniwiać. Chciałem podziękować także trenerowi Sebastianowi Pawlikowi za to, że mi zaufał i mogliśmy wspólnie osiągnąć wszystkie te sukcesy, bo właśnie jemu zawdzięczam, że znajduję się w tym miejscu, w którym aktualnie jestem.

Czy próbowałeś jeszcze jakichś innych dziedzin sportu oprócz siatkówki?

Moją drugą pasją od zawsze jest piłka nożna! To właśnie w tej dyscyplinie sportu na początku próbowałem swoich sił, następnie ze względu na rodzinne tradycje spróbowałem biegania. Ostatecznie ze względu na warunki fizyczne trafiłem do klubu siatkarskiego i tak już zostało. Wiem, że gdyby nie powiodło mi się w siatkówce, to na pewno dalej próbowałbym swoich sił w piłce nożnej.

Czy od pierwszych już tych poważniejszych treningów trenerzy ustawiali cię właśnie na pozycji środkowego? Czy miałeś okazję albo chciałbyś spróbować sił, występując także na innych pozycjach?

Swoją grę zacząłem od pozycji środkowego, jednak po niedługim czasie trenerzy postanowili przestawić mnie na przyjęcie. Po tym okresie, przez blisko pół roku grałem na ataku. Pod koniec gimnazjum powróciłem jednak na pozycję środkowego i tak już zostało. Miałem więc okazję spróbować gry praktycznie na wszystkich pozycjach. Kto wie… nowy selekcjoner kadry narodowej sygnalizował braki na pozycji rozgrywającego, więc ja jestem gotowy. (śmiech)

Z Częstochowy przeniosłeś się do SMS-u Spała. Jak, pomijając już wyniki sportowe, wspominasz okres pobytu w tym ośrodku szkoleniowym? W jakim stopniu te trzy lata zmieniły cię zarówno jako sportowca, jak i człowieka?

Trzy lata spędzone w Spale były okresem, w którym rozwinąłem się sportowo. Był to czas, gdzie po raz pierwszy wyjechałem z domu na tak długo, więc z pewnością musiałem szybko dorosnąć. Największą zmianą było to, że wiele decyzji podejmowałem sam i ciążyła na mnie wielka odpowiedzialność za samego siebie. Nauczyłem się, że wszystko co robię ma ogromny wpływ na samego mnie w każdym elemencie życia. Jednak atmosfera, jaka zawsze tam panowała, pozwalała znosić wszelkie trudy. Myślę, że jeżeli miałbym możliwość cofnąć czas, to na pewno wybrałbym tę szkołę jeszcze raz.

Ostatnie lata to z pewnością pod względem siatkarskim dla ciebie coś pięknego, medale mistrzostw świata i Europy bez ani jednego przegranego meczu, a także srebro w I lidze. Czy można powiedzieć, że jest to jeden z ważniejszych okresów w twojej karierze, który może w istotny sposób przełożyć się na twoją dalszą karierę?

Oczywiście że czas, który minął, będę bardzo miło wspominał. Sukcesy, które osiągnęliśmy wraz z chłopakami z zespołu, pokazały nam wszystkim, że stać nas na wiele. Jednak wiem, że przede mną jeszcze wiele pracy, a apetyt na kolejne sukcesy bynajmniej nie zmalał – można powiedzieć, że jest jeszcze większy.

Wielu z was mówiło wielokrotnie o tym, że bardzo pomogła wam w tych sukcesach atmosfera panująca w drużynie i wasza pewność siebie. W czym według ciebie tkwi recepta na to, że spośród grupy chłopaków o różnych charakterach udało się zbudować zespół, który tak dobrze się rozumie na boisku i poza nim?

Dogadywaliśmy się z chłopakami na boisku, ale i poza nim. Czasami bywały dni lepsze, czasami trochę gorszę, ale zawsze staliśmy za sobą murem. Co do pewności siebie – zawsze były to pozytywne emocje, bo zwyczajnie znaliśmy swoje możliwości, ale do każdej drużyny, z którą przyszło nam grać, mieliśmy duży szacunek. Same mecze traktowaliśmy jak święto, więc nie było tu miejsca na strach czy inne negatywne emocje.

Czy jest jakiś mecz, spośród tych, które dotąd rozegrałeś, o którym już teraz możesz powiedzieć, że bardzo długo, a nawet nigdy go nie zapomnisz? Dlaczego akurat ten?

Niezapomniany mecz jeszcze przede mną, jednak z tych już rozegranych, którego nigdy nie zapomnę, to finał mistrzostw świata kadetów z Argentyny. Graliśmy z gospodarzem, a w hali panowała niesamowita atmosfera. Kilka tysięcy ludzi było przeciwko nam i właśnie wtedy naprawdę zrozumiałem, jak bardzo kibice są w stanie pomóc swojej drużynie. Udało nam się rozstrzygnąć ten mecz na naszą korzyść w pięciu długich setach, to była prawdziwa wojna nerwów.

Swoją przygodę z PlusLigą zacząłeś w MKS-ie Będzin. Czy można powiedzieć, że już w pełni zadomowiłeś się w zespole? Ciężko było ci, jako młodemu zawodnikowi, który dopiero co ukończył SMS, odnaleźć się początkowo w klubie, który na co dzień występuje w jednej z najlepszych lig na świecie?

Pierwszy tydzień w nowym zespole był trochę stresujący, wszystko było dla mnie nowe. Do zespołu dołączyłem już pod koniec przygotowań do sezonu, ze względu na mistrzostwa Europy juniorów. Na szczęście chłopaki bardzo ciepło mnie i Łukasza Kozuba przywitali. Mimo że jestem jednym z najmłodszych w zespole, nie odczułem hierarchii wieku, co pozwoliło mi skupić się przede wszystkim na pomocy kolegom na boisku. Bardzo jestem za to wdzięczny całej drużynie.

Szansę plusligowego debiutu dostałeś dopiero podczas meczu w Częstochowie, a więc rodzinnym mieście. Jakie emocje ci wtedy towarzyszyły i jak wspominasz tamto spotkanie?

Jestem bardzo szczęśliwy, że to właśnie w moim rodzinnym mieście mogłem zadebiutować i myślę, że pokazałem się z dobrej strony. Wydaje mi się, że emocje były takie same jak na każdym innym meczu, ponieważ gdy jest się na boisku, trzeba być skoncentrowanym tylko i wyłącznie na tym, co się na nim dzieje, a nie poza nim. Aczkolwiek bardzo miło było usłyszeć pochwały od mojej najbliższej rodziny.

Czy jest jakieś motto, jakaś zasada, jaką kierujesz się przy swoim podejściu do sportu?

Przede wszystkim trzeba ciężko pracować. Jestem nauczony tego, że nikt nie da mi nic za darmo, po prostu swoje muszę wywalczyć, a bez odpowiednio wykonanej pracy zarówno na boisku, jak i poza nim nie osiągnę wyznaczonego przez siebie celu.

Czy poza siatkówką znajdujesz jeszcze czas na jakieś inne pasje? Na co najchętniej poświęcasz wolny czas?

Aktualnie oprócz gry w siatkówkę także studiuję, a w wolnych chwilach najczęściej oglądam filmy. Jednak tych chwil za dużo w ciągu dnia nie mam, ale jestem zdania, że lepiej mieć za dużo zajęć niż za mało.

„Jeśli chodzi o wzór do naśladowania, to takim wzorem jest dla mnie Piotrek Nowakowski, jeśli chodzi o PlusLigę i naszą reprezentację. Natomiast ogólnie takim zawodnikiem, którego cenię, jest Seyed” – powiedziałeś w jednym z wywiadów. Co ci najbardziej imponuje we wspomnianych zawodnikach?

Praktycznie codziennie oglądam filmiki w internecie z udziałem właśnie tych zawodników, aby podpatrywać coś nowego, coś czego ja mógłbym spróbować na kolejnym treningu. Jeżeli chodzi o Piotrka Nowakowskiego, to zawsze imponowała mi jego skoczność i zasięg, na jakim potrafił uderzyć piłkę, natomiast jeżeli chodzi o Seyeda, bardzo imponuje mi swoją kontrolą nad piłką. Potrafi w ciągu ułamka sekundy zmienić kierunek ataku, bardzo ciężko takiego zawodnika zablokować.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, Cykle, PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:
, , ,

Więcej artykułów z dnia :
2017-01-13

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved