Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Publicystyka > Wywiady > Skazani na sukces: Kamil Semeniuk

Skazani na sukces: Kamil Semeniuk

fot. Maja Kozłowska

– Staram się zawsze robić daną rzecz na 100% od początku do samego końca i nigdy się nie podawać, mimo że czasami jest pod górkę. Po prostu nie lubię momentu, gdy myślę sobie, że mogłem jednak dać coś więcej z siebie w danej chwili – mówi kolejny bohater naszego cyklu „Skazani na sukces”. 19-letni Kamil Semeniuk, bo o nim mowa, ma za sobą debiutancki sezon w PlusLidze i od razu zakończony zdobyciem mistrzostwa Polski z ZAKSĄ Kędzierzyn-Koźle.

Czy już od dziecka brałeś pod uwagę związanie swojego życia ze sportem, czy jednak miałeś jakieś inne pomysły? Skąd ogólnie wziął się pomysł właśnie na sport?

Kamil Semeniuk: – Odkąd pamiętam, zawsze miałem kontakt ze sportem, ale jest to skutkiem tego, że każdy w mojej rodzinie kiedyś lub nadal (jak mój brat) uprawia jakąś dyscyplinę sportową. Oczywiście, że jako mały chłopiec nie mogłem przewidzieć tego, że będę siatkarzem i że będę grał w takim klubie jak ZAKSA. Jednak gdzieś zawsze stykałem się z tą siatkówką i po szkole podstawowej zdecydowałem, że pójdę do gimnazjum właśnie o tym profilu sportowym.



Czytałam, że wahałeś się pomiędzy siatkówką a piłką nożną. Czy była jakaś szczególna osoba, która przekonała cię właśnie do pójścia w kierunku piłki siatkowej?

– Fakt, wahałem się. Mój brat poszedł właśnie w kierunku piłki nożnej i było blisko, żebym i ja tak zrobił. Jednak pod koniec szkoły podstawowej (PSP nr 11) odniosłem razem z drużyną, jeśli się nie mylę, jeden z największych sukcesów w sporcie w historii tej szkoły, a mianowicie wicemistrzostwo Polski szkół podstawowych w siatkówce chłopców (2009 r.). Dla mnie był to niezapomniany turniej i chyba do końca życia będę pamiętał to, co tam się wydarzyło. I właśnie ten sukces ostatecznie zadecydował, że wybrałem gimnazjum o profilu siatkarskim.

Swoje siatkarskie umiejętności szlifujesz w Kędzierzynie-Koźlu, najpierw był MMKS, teraz ZAKSA. Czy kiedykolwiek brałeś pod uwagę zmianę miejsca, gdzie będziesz rozwijał się siatkarsko, czy jednak warunki panujące w Kędzierzynie-Koźlu są na tyle przyjazne młodemu zawodnikowi, że nie miałoby to najmniejszego sensu?

– Był taki moment, gdzie koledzy z drużyny zaczęli, że tak to nazwę, „się rozjeżdżać”. Było to po 3 klasie gimnazjum, gdy zakończyliśmy rozgrywki młodzieżowe, zajmując 4. miejsce w Gimnazjadzie w Kołobrzegu (2012 r.). Wtedy kilku kolegów postanowiło spróbować sił w innych zespołach, m.in. w Jastrzębskim Węglu. Ja osobiście nie byłem przekonany do tego, gdyż nie uważałem wtedy, że coś ze mnie może kiedyś wyrosnąć. Miałem możliwość dalszej gry w MMKS-ie, więc na tamtą chwilę wolałem zostać w Kędzierzynie-Koźlu. Później udało mi się dostać do zespołu młodej ZAKSY, a stamtąd do zespołu seniorów. Myślę, że warto było poczekać i nigdzie nie wyjeżdżać.

Do tej pory ZAKSĘ reprezentowałeś tylko w Młodej Lidze. W tym roku zostałeś wybrany, mimo zajęcia czwartego miejsca, najlepszym zawodnikiem sezonu. Co dał ci udział w tych rozgrywkach już w kontekście późniejszego wejścia do pierwszego zespołu ZAKSY?

– Ciężko powiedzieć, gdyż dla mnie ten sezon był zwariowany. Początkowo miałem wszystko jasne odnośnie tego, jak będzie wyglądał sezon. Byłem zawodnikiem Młodej ZAKSY oraz zawodnikiem uzupełniającym seniorskiej drużyny. Trenowałem i grałem w Młodej Lidze, a gdy była taka potrzeba, to przychodziłem na treningi do seniorów. Jednak w połowie sezonu, po odejściu Sławka Stolca do Effectora Kielce, zostałem czwartym przyjmującym ZAKSY i na stałe zostałem przydzielony do seniorskiej drużyny, tzn. od tej pory tylko z nimi trenowałem, a z Młodą ZAKSĄ tylko sporadycznie przed ważnymi meczami oraz przed Final Four Młodej Ligi. W PlusLidze nie miałem za bardzo wielu okazji, by pojawić się na boisku, dlatego bardzo byłem głodny gry i gdy tylko nadarzyła się okazja wystąpienia w meczu Młodej Ligi, to czułem się podczas niego jak ryba w wodzie. Starałem się pokazać z jak najlepszej strony, wykorzystać wszystko to, co udało mi się nauczyć, trenując z pierwszym zespołem. Nie udało się w tym sezonie zdobyć razem z Młodą ZAKSĄ upragnionego złota, jednak zostałem wyróżniony jako MVP sezonu Młodej Ligi. I cóż mogę powiedzieć? Jestem zadowolony z tego faktu, bo wiem, że dobrze przepracowałem ten sezon.

Piękniejszego wejścia do PlusLigi chyba wyobrazić sobie nie mogłeś. Na twojej szyi zawisł złoty medal mistrzostw Polski, co na pewno jest niesamowitym przeżyciem. To były jak dotąd najpiękniejsze miesiące w twojej dotychczasowej, dopiero rozwijającej się karierze?

– To prawda. Pierwszy rok w ekstraklasie i od razu złoto. Na pewno ten sezon na stałe utkwi mi w pamięci. Jednak mam nadzieję, że nie był to ostatni złoty medal w PlusLidze w mojej karierze i że zdobywając kolejny, będę miał o wiele większy wkład w to osiągnięcie.

Nie miałeś może wielu szans na regularną grę, ale mogłeś pracować pod okiem takiego fachowca jak „Fefe” de Giorgi i mieć wokół siebie tak znakomitych zawodników, jak chociażby nasi mistrzowie świata czy dwójkę bardzo dobrych Francuzów. Czy to, co zastałeś już na miejscu, przychodząc do pierwszego składu ZAKSY, miało pokrycie z tym, czego spodziewałeś się przed sezonem?

– Już w okresie przygotowawczym miałem okazję trenować przez prawie miesiąc pod okiem trenera de Giorgiego, więc przychodząc w połowie sezonu do zespołu jako czwarty przyjmujący, wiedziałem, jak on podchodzi do treningów i czego mogę się spodziewać. Jedynie nie wiedziałem, jak podchodzą do treningu i jak w ogóle trenują właśnie dwójka Francuzów czy mistrzowie świata. Jednak jak się później okazało, trenowanie razem z nimi pod okiem tak dobrego trenera, jakim jest „Fefe”, jest czymś wspaniałym i bezcennym dla tak młodego zawodnika, jak ja. Dlatego z tego miejsca chciałbym serdecznie podziękować całemu zespołowi za ten sezon.

Sezon dobiegł końca, ale przed tobą kolejne wyzwania, jak chociażby matura. Jaki jest sposób na to, aby pogodzić naukę do tak ważnego egzaminu z obowiązkami sportowca?

– Nie ma takiego sposobu według mnie. Ciężko jest w ogóle pogodzić naukę z treningami, meczami czy wyjazdami. Często ma się zaległości w szkole z tego powodu, ale decydując się na to, trzeba się z tym pogodzić. Na szczęście finał PlusLigi zakończył się najszybciej, jak tylko mógł i dzięki temu mam okazję jeszcze w miarę spokojnie przygotowywać się do matury. Wcześniej nie było często czasu albo po prostu chęci na siadanie do książek i powtarzanie do matury.

Czy jest jakaś filozofia, jakieś motto, jakim kierujesz się przy podejściu do sportu i ogólnie w życiu?

– Hmm… ciężko powiedzieć. Staram się zawsze robić daną rzecz na 100% od początku do samego końca i nigdy się nie podawać, mimo że czasami jest pod górkę. Po prostu nie lubię momentu, gdy myślę sobie, że mogłem jednak dać coś więcej z siebie w danej chwili.

Czy jest jakiś zawodnik, którego w szczególny sposób podziwiasz, którego gra czy boiskowy charakter szczególnie ci imponuje?

– Nie ma jednego konkretnego. Staram się podpatrywać każdego, szczególnie zawodników, którzy grają na pozycji przyjmującego. Lubię też oglądać zawodników, którzy żyją na boisku i zawsze zostawiają kawał serca na parkiecie.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, Wywiady

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2016-05-06

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved