Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Publicystyka > Cykle > Skazani na sukces – Jakub Kochanowski

Skazani na sukces – Jakub Kochanowski

fot. FIVB

Po przerwie spowodowanej występami reprezentacji Polski na łamach Strefy Siatkówki wznawiamy cykl poświęcony młodym, utalentowanym siatkarzom i siatkarkom „Skazani na sukces”. Bohaterem tego odcinka jest kapitan złotej reprezentacji kadetów – Jakub Kochanowski.

Jak to się stało, że w twoim życiu zaistniała siatkówka? Czy wcześniej próbowałeś swoich sił także w innych dyscyplinach sportu?

Jakub Kochanowski: Do uprawiania siatkówki przekonała mnie moja mama, która była kiedyś siatkarką, a teraz trenuje minisiatkarki w Giżycku. Wcześniej próbowałem bardzo wielu sportów, chociażby piłki nożnej, piłki ręcznej, pływania czy żeglarstwa. Jednak to przy siatkówce poczułem, że to jest to, co chciałbym robić w życiu.



Czy jest jakaś szczególna osoba, która zaszczepiła w tobie tego bakcyla siatkówki?

Jest to właśnie mama, która na początku bardzo się starała, abym się przekonał do siatkówki. Za to jestem jej bardzo wdzięczny.

Obecnie występujesz na środku siatki, ale gdzieś przeczytałam, że chodził ci po głowie pomysł zmiany boiskowej pozycji na przyjmującego. Skąd taka idea i czy nadal masz takie plany?

Pomysł ze zmianą pozycji na przyjmującego porzuciłem już bardzo dawno temu, to stare marzenie. Aktualnie występuję na środku i czuję się tam bardzo dobrze. Mimo tego, że nie jestem jak na siatkarza wysoki (199 cm wzrostu przyp. red.), będę ciężko pracował, aby być na tej pozycji dobrym zawodnikiem.

Czy jest jakiś siatkarz, można powiedzieć idol, którego w sposób szczególny podziwiasz i ewentualnie za co?

Bardzo podziwiam Roberlandy Simona Atiesa. Uważam, że jest to najlepszy środkowy na świecie. Nie jest jednak moim wzorem do naśladowania, ponieważ fizycznie nie dam rady mu dorównać. W treningu motywacją dla mnie jest pokonywanie własnych słabości.

Czy jest jakieś motto, którym kierujesz się, jeżeli chodzi o twoje podejście do siatkówki?

Żadna maksyma nie przychodzi mi na myśl. Staram się po prostu w danej chwili wszystko zrobić najlepiej, jak potrafię.

Z reprezentacją kadetów osiągnąłeś wszystko, co było możliwe, m.in. mistrzostwo świata i mistrzostwo Europy. W czym twoim zdaniem tkwiła recepta na te sukcesy?

Do tych wszystkich imprez byliśmy doskonale przygotowani motorycznie, wyszkoleni technicznie. Jednak najważniejsze było to, że byliśmy zespołem. Pomagaliśmy sobie w trudnych chwilach, wygrywaliśmy „przegrane” sety. Wszystko było dopięte na ostatni guzik, co zaowocowało znakomitym wynikiem.

Ty jako kapitan miałeś okazję jako pierwszy wznieść wywalczone przez zespół trofea. Jakie emocje wtedy towarzyszą?

Przyznam szczerze, że gdy trzyma się w rękach puchar mistrza Europy i potem mistrza świata, emocje są naprawdę ogromne. Ja przeżyłem to w taki sposób, że serce łomotało mi jak szalone, a w oczach kręciły się łzy.

Oprócz treningów czas wypełnia ci także nauka. Ciężko jest pogodzić te dwa obowiązki?

Naukę ze sportem pogodzić jest bardzo trudno, o tym wie każdy sportowiec. Na szczęście w naszym liceum (NLO SMS PZPS Spała – przyp. red.) nauczyciele to rozumieją i w krytycznych momentach sezonu po prostu nam troszeczkę odpuszczają. Potem nadrabiamy materiał, gdy zrobi się luźniej. Często wracamy do pokoju zmęczeni po całym dniu z myślą, że jeszcze kilka godzin spędzimy przy książkach, ale da się to zrobić. Dla chcącego nic trudnego. (uśmiech)

Czy poza siatkówką masz jeszcze jakieś inne pasje, hobby?

Bardzo lubię czytać książki, a gdy wolnego czasu jest więcej, spędzam go z przyjaciółmi.

Na koniec zapytam jeszcze o twoje największe sportowe marzenie?

Chciałbym kiedyś być w stanie grać na światowym poziomie sportowym oraz stanowić o sile pierwszej reprezentacji Polski.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved