Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Publicystyka > Cykle > Skazani na sukces – Bartłomiej Lemański

Skazani na sukces – Bartłomiej Lemański

fot. Mateusz Siwiec

Jak w każdy piątek, tak i teraz prezentujemy nasz strefowy cykl „Skazani na sukces”. Tym razem młodym bohaterem jest środkowy AZS-u Politechniki Warszawskiej Bartłomiej Lemański, który opowiedział o swoich początkach przygody z siatkówką, a także o swoich sportowych marzeniach.

Jak to się stało, że w twoim życiu pojawiła się siatkówka? Od zawsze wiedziałeś, że jest to coś, czym chciałbyś się zajmować?



Bartłomiej Lemański:Właściwie to nie. Moja przygoda z siatkówką zaczęła się, gdy miałem 10 lat. Zawsze wyróżniałem się wzrostem od swoich rówieśników, wtedy jednak jeszcze nie tak znacznie. Był to czynnik, który spowodował, że moi rodzice zaprowadzili mnie na trening do KS-u Metro Warszawa. Na początku podchodziłem do tego trochę niechętnie, jednak po pewnym czasie polubiłem treningi i sam ten sport.

Czy próbowałeś swoich sił także w innych dyscyplinach sportu? Z racji twoich warunków fizycznych na pierwszy rzut wysuwa się od razu koszykówka.

Tak jak już mówiłem –  na pierwszy trening zaprowadzili mnie rodzice, mimo że sam byłem wtedy raczej negatywnie nastawiony do tego pomysłu. Moi rodzice interesowali się w pewnym stopniu siatkówką, dlatego koszykówka była na liście na drugim miejscu.

Czy jest jakiś mecz, jakiś turniej, który wspominasz w szczególny sposób, o którym możesz powiedzieć, że na pewno go nie zapomnisz?

Myślę, że były to mistrzostwa Polski kadetów, w których (z KS-em Metro Warszawa – przyp. red.) zdobyliśmy brązowy medal. Był to mój pierwszy medal o stopniu przynajmniej krajowym. Wtedy poczułem smak zwycięstwa po ciężko przepracowanym sezonie i wiedziałem, że to są właśnie chwile, dla których warto przez cały rok wylewać pot na treningach. Potem były medale z kadrą kadetów w ME i w MŚ, jednak ten pierwszy medal błyszczał najjaśniej.

W minionym sezonie zadebiutowałeś w PlusLidze, w barwach AZS-u Politechniki Warszawskiej. Czy masz poczucie, że przez ten rok pracując z Jakubem Bednarukiem, zmieniłeś się jako zawodnik?

Zdecydowanie tak. Był to mój pierwszy sezon w PlusLidze i dopiero co wkraczałem w seniorską siatkówkę. Oczywiście poza kwestią techniki i samego grania, gdzie uważam, że zrobiłem największy postęp, to nabyłem także więcej pewności siebie i charakteru.

W swojej krótkiej jeszcze karierze przeżyłeś już zarówno sukcesy, jak i przegrane. Wygrane, wiadomo, to wielka radość, a co jest dla ciebie osobiście najlepszym lekarstwem na poradzenie sobie z porażką?

Nie mam raczej żadnej recepty na radzenie sobie z porażką. Wiadomo, nie zawsze się wygrywa, a w pojedynku dwóch drużyn jedna musi wrócić na tarczy. Jest to nieodłączny element życia sportowca, po prostu trzeba skupić się na tym, co jest przed tobą, a nie rozpamiętywać porażki. Chociaż również nie wolno o nich zapominać.

Czy masz jakąś zasadę, jakieś motto, którym kierujesz się przy swoim podejściu do siatkówki?

Podejmuj decyzje tak, abyś później ich nie żałował.

W Politechnice obecnie występujesz wraz z tak znakomitymi zawodnikami jak Paweł Zagumny czy Guillaume Samica. Czego można się nauczyć od tych doświadczonych gwiazd światowej siatkówki?

Wszystkiego – techniki, rozważnej gry i zachowania na boisku. Tacy zawodnicy przewyższają nas początkujących siatkarzy w każdym elemencie. Osobiście dostaję od nich dużo wskazówek i na każdym treningu uczę się wielu przydatnych rzeczy.

Przeglądając chociażby internet, można napotkać wiele opinii porównujących cię chociażby do świetnego rosyjskiego środkowego Dmitrija Muserskiego. Jak ogólnie zapatrujesz się na tego typu porównania?

Jestem już do tego przyzwyczajony. Nie jest to w żaden sposób obraźliwie, więc nie mam się do czego przyczepić. Mogę jedynie się uśmiechać, że porównują mnie do tak świetnego zawodnika.

Jesteś najwyższym polskim siatkarzem. Czy wzrost w jakimś stopniu sprawia ci kłopoty poza boiskiem, np. znalezienie odpowiedniego rozmiaru ubrań?

W dobie internetu nie jest to duży problem. Wszystko teraz można kupić lub załatwić sobie „w sieci”, jeśli nie mogę znaleźć czegoś na półce w sklepie. Myślę, że 15 lat temu mógłbym jeszcze mieć z takimi rzeczami problem. Irytujące może być jedynie to, że „kłaniam się” wszystkim, przechodząc przez futrynę drzwi. (uśmiech)

Zawodowy sportowiec nie ma za dużo wolnego czasu. Gdy jednak uda ci się znaleźć chwilkę, jak najchętniej spędzasz ten czas?

Raczej nie będzie to nic specjalnego, jak powiem, że tak jak każdy. Spędzam czas ze znajomymi, oglądam filmy, seriale. Czasami jak mam trochę więcej tego czasu, to próbuję rzeczy, których nigdy nie robiłem, a są dla mnie osiągalne. Na pewno jeszcze wiele takich rzeczy mam na liście.

Jakie jest twoje największe sportowe marzenie?

Grać z najlepszymi o najwyższe cele.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, Cykle, PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:

Więcej artykułów z dnia :
2015-12-11

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved