Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Publicystyka > Cykle > Skazani na sukces – Aleksander Śliwka

Skazani na sukces – Aleksander Śliwka

fot. Katarzyna Antczak

W ramach cyklu „Skazani na sukces” co tydzień o swoich początkach przygody z siatkówką, swoich marzeniach, sportowych idolach opowiadają młodzi, utalentowani siatkarze i siatkarki. W tym tygodniu zapraszamy do lektury rozmowy z przyjmującym Asseco Resovii Rzeszów, Aleksandrem Śliwką.

Zacznę od pytania o początki twojej przygody z siatkówką. Kiedy poczułeś, że siatkówka to jest właśnie to, co chciałbyś robić i zdecydowałeś się rozpocząć treningi?

Aleksander Śliwka: Pochodzę z siatkarskiej rodziny. Mama, tato, siostra i brat są związani z siatkówką, więc chyba nie miałem wyjścia. Działania moich rodziców były ściśle zaplanowane, w klasach 1-3 szkoły podstawowej chodziłem do klasy sportowej o profilu – akrobatyka sportowa. To miało mi dać ogólne przygotowanie do uprawiania siatkówki. Pierwsze mecze w kategorii młodzików rozgrywałem w Spartakusie Jawor, poczułem wtedy atmosferę siatkówki, wszyscy chcieliśmy się rozwijać i wygrywać. Bardzo miło wspominam ten okres w moim życiu.



Wielu młodych sportowców podkreśla ogromną rolę rodziców i wielkie wsparcie z ich strony zwłaszcza w często niełatwych początkach swojej kariery i wielu zawdzięcza im swoje sukcesy. Też jesteś skłonny podpisać się pod takimi stwierdzeniami?

 – Oczywiście, że tak. Rodzice zawsze byli obecni i mnie wspierali. Ich rola się zmieniała wraz z kolejnymi etapami mojej kariery. Początek to była typowa motywacja, mówili – „Olek, tylko nauka i sport”. W chwilach zwątpienia pocieszali, po porażkach mówili, że to jest wkalkulowane w sport i tylko może to wzmocnić. Obecnie, jak twierdzą, jestem w dobrych rękach i ich rola ogranicza się do przeżywania razem ze mną emocji związanych z moimi występami.

Czy jest jakiś mecz, który rozegrałeś do tej pory i który szczególnie zapadł ci w pamięć? Jeżeli tak, to z jakiego powodu?

 – To mecz w SMS-ie Spała z ekipą z Wałbrzycha o awans do pierwszej ligi. Przegrywaliśmy w tie-breaku 2:12 i wyciągnęliśmy tego seta. To było rewelacyjne uczucie na zakończenie nauki w Spale, taka nasza praca dyplomowa.

Czy jest jakieś motto, jakaś zasada, jaką się kierujesz przy swoim podejściu do sportu?

 – Obecnie we współczesnym sporcie obowiązuje zaangażowanie w stu procentach i koncentracja na najbliższym meczu czy też treningu i ja się do tego staram stosować. Jakiegoś szczególnego motta nie mam.

Ostatnie kilkanaście miesięcy było dla ciebie mocno intensywne, najpierw zadebiutowałeś w PlusLidze, potem były igrzyska europejskie, Liga Europejska w reprezentacji B oraz mistrzostwa świata juniorów i wreszcie powrót z wypożyczenia do Asseco Resovii Rzeszów. Gdybyś miał porównać siebie z początku sezonu w AZS-ie Politechnice Warszawskiej i dzisiejszego Aleksandra Śliwkę, to na ile w twoich oczach zmieniłeś się jako zawodnik?

 – To pewnie już w dużej mierze rola kibiców czy trenerów, żeby mnie oceniać. Gra w AZS-ie Politechnice Warszawskiej u boku trenera Jakuba Bednaruka to pewna specyfika. To młody zespół, który nie zagra o mistrzostwo Polski, ale każdy zawodnik może się w tym klubie rozwinąć siatkarsko, ma swoje szanse. Ja uważam, że swoją wykorzystałem. Natomiast występy w kadrze B to nowe doświadczenia, nowi zawodnicy na boisku, nowy trener. To także dużo nauki od trenera, a także od bardziej doświadczonych zawodników. Zmieniać się i robić postępy to mój obowiązek, ale ocenę pozostawiam innym.

Jak duży wpływ na twój sportowy rozwój miała obecność w kadrze trenera Andrzeja Kowala i udział w igrzyskach europejskich i między innymi Final Four Ligi Europejskiej?

 – Zebrałem spory bagaż doświadczeń. Współpraca z trenerem Andrzejem Kowalem uświadomiła mi, ile pracy mnie czeka. Zwracanie uwagi na tak drobne szczegóły mojego siatkarskiego rzemiosła było dla mnie na początku pewnym zaskoczeniem. Teraz już się przyzwyczaiłem i wiem, że nawet najdrobniejszy detal decyduje o umiejętnościach.

Sport to nie tylko sukcesy, ale także i trudne momenty, kiedy czasem ma się po prostu dość, jak chociażby na przykład podczas mistrzostw świata w Meksyku i porażce z Argentyną. Co jest według ciebie najlepszym sposobem na przetrwanie właśnie takich momentów?

 – Przegrałem kilka meczów i wiem, że poranek dnia następnego jest najlepszym lekarstwem.

Czy miałeś jakieś obawy przed dołączeniem do Asseco Resovii np. o to, jak jako młody zawodnik zostaniesz przyjęty przez bądź co bądź mistrzów świata czy Europy, czy o ilość minut spędzonych na boisku?

 – Małe obawy były, ale z drugiej strony, ilu przecież siatkarzy w moim wieku w Europie marzy o grze w Asseco Resovii… Dostałem swoją szansę i staram się ją wykorzystać, a to, że obok siebie mam mistrzów świata, wpływa na mnie tylko mobilizująco.

Czy jest jakiś zawodnik nawet niekoniecznie grający na twojej pozycji, którego w szczególny sposób podziwiasz? Jeżeli tak, to za co?

 – Tu bez zmian, jest to Michał Winiarski. Zawsze podziwiałem tego zawodnika nie tylko za to, jak gra, ale też za to, jakim jest człowiekiem. Bardzo się cieszyłem, kiedy to właśnie Michał Winiarski wzniósł puchar za mistrzostwo świata.

Kiedy już w tym nawale meczów i treningów uda ci się wygospodarować chwilkę wolnego, jak najchętniej spędzasz ten czas?

 – W Rzeszowie niestety tego wolnego czasu jest coraz mniej. Głównie wtedy odpoczywam, często ktoś z rodziny podrzuci dobrą książkę. Relaksuję się też w kuchni, gotując jakieś nowe potrawy, czasem zagram na konsoli, wyjdę do kina, wykonam telefon do rodziny.

Na koniec zapytam jeszcze o twoje największe sportowe marzenie?

 – Myślę, że największym moim marzeniem jest mieć zawieszony na szyi złoty medal olimpijski.

 

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, Cykle, PlusLiga, Publicystyka

Tagi przypisane do artykułu:
, , ,

Więcej artykułów z dnia :
2015-11-27

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2019 Strefa Siatkówki All rights reserved