Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > I liga kobiet > Skazane na sukces: Natalia Bielińska

Skazane na sukces: Natalia Bielińska

WTS Włocławek rzutem na taśmę znalazł się w grupie zespołów, które rywalizują na zapleczu ekstraklasy. Z tej szansy nie omieszkała skorzystać także jedna z przyjmujących będąca dobrym duchem drużyny. – Jestem typem żartownisia i gaduły, trener mówi, że buzia zamyka mi się tylko wtedy, kiedy jem – tak mówi o sobie Natalia Bielińska.

Jak i kiedy po raz pierwszy zainteresowałaś się siatkówką? Jak trafiłaś do swojego pierwszego klubu, którym był UKS Zryw Pułtusk?



Natalia Bielińska: Odkąd pamiętam, interesowałam się sportem, ale na pierwszy trening siatkówki trafiłam w wieku 10 lat i tak jakoś wyszło, że już ponad połowę swojego życia poświeciłam treningom. Do klubu UKS Zryw Pułtusk trafiłam dzięki nauczycielce wychowania fizycznego ze szkoły podstawowej, która powiedziała mi o sekcji siatkówki w moim rodzinnym mieście, oraz koleżance, z którą poszłam na pierwszy trening.

W 2013 roku przeniosłaś się do Mazowieckiego Ośrodka Szkolnego w Węgrowie i grałaś w kadrze Mazowsza SOS. Czy to był moment, w którym zaczęłaś poważniej myśleć o grze w siatkówkę?

– Wyprowadzka z rodzinnego domu w wieku 16 lat na rzecz przeniesienia się do innego miasta, aby kontynuować grę w siatkówkę, to był krok, na który nie zdecydowałabym się, gdyby nie to, że myślałam o grze na poważnie. Powołania na turnieje talentów tylko umocniły mnie w tym przekonaniu, że mogę kontynuować swoją przygodę z seniorską siatkówką po rozgrywkach młodzieżowych.

W końcu trafiłaś do Węgrowa, gdzie po raz pierwszy występowałaś w barwach I-ligowej drużyny. Jak zapamiętałaś swoje pierwsze zetknięcie z tą dorosłą siatkówką na wysokim poziomie?

– Pierwsze treningi w pierwszoligowej drużynie były dla mnie ogromnym przeżyciem. Przecież trenowałam razem z zawodniczkami, które do tej pory były moimi idolkami i przychodziłam na mecze podziwiać je z trybun. Na pewno widoczna była różnica poziomów między rozgrywkami juniorskimi a seniorskimi na poziomie pierwszej ligi. Każdy trening był dla mnie jak mecz, byłam najmłodsza w ekipie, ale starsze koleżanki bardzo dobrze mnie przyjęły, zawsze mogłam liczyć na dobre rady czy słowa wsparcia doświadczonych zawodniczek. Pamiętam, że pierwsze punkty w pierwszej lidze w barwach Nike Węgrów zdobyłam na meczu w Policach i koleżanki mnie pochwaliły, ale byłam tak zestresowana, że niewiele pamiętam z tego występu. (uśmiech)

Dwa sezony temu z kolei wraz z zespołem Mazovii wzięłaś udział w turnieju finałowym o awans na zaplecze ekstraklasy, wtedy zajęłyście w nim 5. miejsce. Podobna historia wydarzyła się w minionym sezonie, gdzie również dotarłyście do turnieju finałowego. Co łączy, a co dzieli te dwa sezony?

– Na pewno kilka różnic by się znalazło, najistotniejszą dla mnie jest ta, że podczas reprezentowania barw zespołu z Włocławka rozegrałam większość sezonu jako podstawowa zawodnika już z jakimś drugoligowym doświadczeniem, natomiast w Warszawie rozegrałam swój pierwszy sezon seniorski po zakończeniu szkoły. Dopiero zbierałam pierwsze poważne lekcje na seniorskich parkietach, a kontuzja stawu skokowego uniemożliwiła mi występy w większej części tego sezonu. Mimo wszystko oba sezony wspominam bardzo pozytywnie, zakończone niewątpliwie sukcesem, ponieważ każdy zespół drugoligowy przez cały sezon walczy o to, aby zagrać w turnieju finałowym, a mi jako zawodniczce udało się to osiągnąć dwa lata z rzędu.

W tym sezonie dołączyłyście do grona zespołów z I ligi rzutem na taśmę, w ostatnim momencie. Dotychczas zanotowałyście jedno zwycięstwo, nad zespołem z Torunia. Jaki wpływ twoim zdaniem na początek sezonu miały te zawirowania w składzie zaplecza ekstraklasy?

– Jako zespół przygotowywałyśmy się do rozgrywek na poziomie 2 ligi. Nie ma co się oszukiwać, że przeskok o jedną klasę rozgrywkową jest ogromny. Niewiele ponad tydzień przed startem rozgrywek dowiedziałyśmy się, że zagramy jednak na zapleczu ekstraklasy. Taka zmiana na tak krótko przed rozpoczęciem sezonu to dla nas to ogromne wyróżnienie, ale też większa presja, aby dobrze się zaprezentować i ugrać coś mimo tego, że nikt na nas nie stawia. Jesteśmy bardzo młodym zespołem, nie mamy zawodniczek, które zjadłyby zęby  grając na parkietach pierwszej ligi. Tworzymy fajną ekipę, ale cały czas się zgrywamy, bo już w trakcie trwania sezonu dołączyły do nas nowe zawodniczki. Z meczu na mecz prezentujemy się coraz lepiej, ale ciągle brakuje nam tego czegoś, by urwać lepszym zespołom choć seta. Cały czas czekamy na przełamanie i sprawienie niespodzianki w meczu z faworyzowanym zespołem.

Jesteś typem wesołka i optymistki na boisku, sama też tego nigdy nie ukrywałaś. Jak odbierają to koleżanki z boiska?

– O to chyba trzeba zapytać koleżanki. (uśmiech) Jestem typem żartownisia i gaduły, trener mówi, że buzia zamyka mi się tylko wtedy, kiedy jem. Wydaje mi się, że większość zespołu ma podobne poczucie humoru i podejście do życia, może dlatego właśnie tak dobrze się dogadujemy i stanowimy zgraną ekipę zarówno na boisku, jak i poza nim.

Co uważasz za swój dotychczasowy największy sukces w karierze?

– Największy sukces w karierze? Hmm… mam nadzieję, że taki jeszcze przede mną, ale jak do tej pory myślę, że był to wygrany turniej półfinałowy drugiej ligi i awans do turnieju finałowego o pierwszą ligę w poprzednim sezonie we Włocławku.

Jakie jest twoje największe sportowe marzenie?

–  Zdradzę, jak już się spełni. (uśmiech)

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, I liga kobiet

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2018-11-17

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2019 Strefa Siatkówki All rights reserved