Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Publicystyka > Cykle > Skazane na sukces: Martyna Gorzkiewicz

Skazane na sukces: Martyna Gorzkiewicz

fot. Piotr Woźniak

Środek marca był dla siatkarek UKS „Szóstki” Mielec niezwykle intensywny, szczególnie dla naszej dzisiejszej bohaterki, Martyny Gorzkiewicz. 17-letnia rozgrywająca najpierw dyrygowała grą swojego zespołu wraz z którym dość niespodziewanie udało jej się utrzymać na zapleczu ekstraklasy, by później walczyć wraz z koleżankami w ćwierćfinale MP juniorek. – Zdaję sobie sprawę, że czasami jeszcze brakuje mi zimnej krwi i za bardzo chcę grać emocjami – mówi w rozmowie ze Strefą Siatkówki młoda siatkarka „Szóstki”.

Jak wyglądał początek twojej przygody z siatkówką? Czy jesteś jedną z tych siatkarek, które musiały szukać klubu poza rodzinną miejscowością?



Martyna Gorzkiewicz:W trzeciej klasie szkoły podstawowej tata zapisał mnie na treningi siatkówki. W pobliżu mojego miejsca zamieszkania nie było takiego klubu, gdzie mogłabym robić to na co dzień. Dlatego przez rok trenowałam w Rzeszowie, ze starszymi dziewczynami. Później zależało nam na tym, aby znaleźć coś nieco bliżej mojego rodzinnego Przeworska. Tata mi pomógł, popytał, ale trudno było znaleźć drużynę w moim roczniku. Udało mi się jednak załapać na treningi w Łańcucie, byłam trochę z boku, ale dostałam szansę pracy ze starszymi dziewczynami. Później klub przeniósł się z Łańcuta do Jarosławia, co nie ukrywam było mi na rękę, bo to było jeszcze bliżej mojego domu. To właśnie San Pajda był klubem, w którym rozpoczęłam poważniejszą przygodę z siatkówką, tam grałam w młodziczkach i kadetkach.

Dlaczego więc zdecydowałaś się zmienić barwy klubowe i przenieść do zespołu z Mielca?

– Stwierdziłam wspólnie z rodzicami, że to jest moment, aby zmienić środowisko i otoczenie. Nie wszystko mi tam pasowało, być może atmosfera nie była odpowiednia. Byłam jeszcze w drugiej klasie gimnazjum, więc też nie do końca chciałam szukać czegoś daleko i przeprowadzać się. Jeśli chodziło o Podkarpacie to wiedzieliśmy, że tutaj Mielec jest jednym z mocniejszych ośrodków w okolicy i stąd też decyzja o przeniesieniu do Szóstki.

Niewiele młodych zawodniczek decyduje się na grę na pozycji rozgrywającej. Czy ty od zawsze chciałaś być kreatorką gry swojego zespołu?

– Szczerze mówiąc to chyba jak każda siatkarka, która szuka dopiero miejsca dla siebie, myślałam, że będę grała na przyjęciu. Wiadomo, że kiedy się przyjmuje i atakuje to ta satysfakcja jest bardzo duża. Jednak z racji tego, że moje warunki fizyczne nie są aż tak imponujące to trenerzy zaproponowali mi grę na rozegraniu, jako pozycji, która byłaby dla mnie bardziej odpowiednia. Teraz nie widzę już siebie na żadnej innej pozycji.

Z drugiej strony jako rozgrywająca uczestniczysz w niemal każdej akcji więc twój wpływ na to co dzieje się na boisku jest ogromny…

– Tak, to prawda. Nie chcę tutaj jakoś siebie wyróżniać czy się przechwalać, ale wydaje mi się, że jest to też jedna z bardziej wymagających ról na boisku (uśmiech). W niektórych sytuacjach trzeba zachować chłodną głowę i często wziąć odpowiedzialność za to co dzieje się na parkiecie. Wydaje mi się jednak, że właśnie przez to jest to dość ceniona pozycja.

Z racji na wiek największe przeżycia zapewne przed tobą, ale czy w twojej dotychczasowej przygodzie z siatkówką młodzieżową czy już seniorską były takie momenty, które mogłabyś nazwać przełomowymi?

– Taki przełomowy moment nastąpił dla mnie wtedy, gdy otrzymałam pierwszą szansę gry w seniorkach. Pomimo tego, że była to II liga uważam, że dość dużo mnie te mecze nauczyły. Nie oszukujmy się, jest to zupełnie inna gra od tej w juniorkach. Mogłam dość płynnie przejść z siatkówki młodzieżowej do tej w pełni dorosłej i mam nadzieję, że dzięki temu w tym sezonie też jakoś dałam sobie radę w I lidze. Jeżeli chodzi o pojedyncze zawody to dla mnie szczególnie ważne były finały mistrzostw Polski juniorek, zarówno te zeszłoroczne rozgrywane w Dębicy, jak i te sprzed dwóch lat z Malborka. Zajęłyśmy w nich odpowiednio 7. i 4. miejsce w kraju. Na pewno to była jedna z największych imprez pod względem prestiżu, w jakich przyszło mi uczestniczyć. W turnieju finałowym wszystkie drużyny prezentują wysoki poziom, można pokazać się przed trenerami i szerszą publicznością, co również było dla mnie nowością.

Czy nie obawiałaś się tego, że awansując rok temu do I ligi wraz z Szóstką Mielec jednocześnie mogłaś pozbawić się szans na grę w pierwszym składzie?

– Należę do tych osób, które dają z siebie wszystko, a resztą się nie przejmuję. Wiem, że na to nie mam wpływu. Jeśli ktoś doceni to jak gram i ile wkładam w to wysiłku, to super. W przeciwnym wypadku, kiedy ktoś na mnie nie stawia, ja mam czyste sumienie.

Tak się jednak nie stało i trener Robert Murdza cały czas stawia właśnie na ciebie. Przed rokiem w twoim kontekście mówiło się nawet o reprezentacji U19…

– Był taki incydent (uśmiech). Rok temu, dwa lata temu rzeczywiście były takie przymiarki. Jakoś tak się jednak potoczyło, że gra w kadrze jeszcze nie była mi pisana. Są dziewczyny lepsze i ja jestem w stanie to zaakceptować. Oczywiście, gdyby kiedyś pojawiła się okazja do gry w reprezentacji to myślę, że dla każdej zawodniczki jest to marzenie i ja też bym nie odmówiła.

Wróćmy jednak na moment do najświeższych wydarzeń. W Bydgoszczy w ćwierćfinale MP juniorek waszymi rywalkami, poza gospodyniami, były siatkarki z Jarosławia i zespół Gedanii. Zajęłyście trzecie miejsce i trochę zabrakło do awansu. Jak duży jest niedosyt?

– Moim zdaniem wielka szkoda, że nie udało nam się awansować do finałów. Byłam tam z dziewczynami i wiem, jak bardzo wszystkie to przeżywałyśmy. Wydaje mi się, że decydującym meczem był ten z jarosławiankami w sobotę. Pierwszego dnia wygrałyśmy z Gedanią i to z zespołem z Jarosławia walczyłyśmy o drugie miejsce premiowane awansem. Bydgoszczanki były w tej stawce ekipą poza zasięgiem pozostałych drużyn. Liczyłyśmy się z tym, że w sobotę gramy o finał. To jest tylko sport i wszystko może się wydarzyć, ale tego dnia dziewczyny z Jarosławia były od nas po prostu lepsze. To boli, bo wcześniej wygrywałyśmy z nimi dwukrotnie i to po 3:0. Zapewniam jednak, że do tego meczu wcale nie podeszłyśmy zbyt pewne siebie, byłyśmy raczej skoncentrowane. Wszystkie dały z siebie naprawdę dużo, potraktowałyśmy ten wynik bardzo emocjonalnie. Trzeba też zaznaczyć, że  żadna z nas nie brała takiego pełnego, czynnego udziału w takim turnieju jak półfinały MP, a to jest już dosyć duże wydarzenie i wydaje mi się, że mogło wpłynąć na naszą grę, może psychicznie sobie nie poradziłyśmy.

Zaledwie dwa dni wcześniej miałaś jednak powody do radości, bo ostatnie, piąte spotkanie o utrzymanie w I lidze, zakończyło się waszym przekonującym zwycięstwem. Zwycięzców się nie sądzi, ale jak to się stało, że trzykrotnie pokonałyście zespół Mazovii w Warszawie, a we własnej hali nie byłyście w stanie tego powtórzyć?

– Ja do końca sama tego nie wiem (uśmiech). Chyba nikt z nas, włącznie z trenerem, nie spodziewał się, że wygramy dwa pierwsze mecze w Warszawie. Kiedy jednak miałyśmy już na koncie te dwa zwycięstwa to chciałyśmy zakończyć całą rywalizację w trzech meczach, jak najszybciej. Niestety, może po prostu nie udźwignęłyśmy tego wszystkiego u siebie w hali w Mielcu, ale liczy się efekt i on jest w tym przypadku najważniejszy. Piąty mecz pokazał, że jesteśmy zdecydowanie lepsze, Mazovia w tym meczu nie miała zbyt wiele do powiedzenia, „naskoczyłyśmy” na nie i wygrałyśmy dość szybko. Jestem bardzo szczęśliwa, że ten sezon tak dobrze się dla nas skończył.

W końcówce sezonu najwięcej punktów zdobywała Dominika Mikołajewska, ale miałaś też zawodniczkę, której mogłaś bez chwili wahania posłać piłkę na wagę seta czy meczu i była to Agnieszka Wołoszyn…

– Aga jest ogromnym wsparciem psychicznym dla całej drużyny. To zawodniczka z dużym doświadczeniem, ma za sobą wiele bardzo ciężkich spotkań. Mi osobiście bardzo pomogła, przede wszystkim wprowadziła w moją grę dużo spokoju i równowagi. Zdaję sobie sprawę, że czasami jeszcze brakuje mi zimnej krwi i za bardzo chcę grać emocjami. Rozegranie jest taką pozycją, że czasami trzeba swoje pomysły włożyć do kieszeni, a bardziej kierować się chłodną głową. Myślę, że to widać, że z Agą na boisku czułyśmy się na boisku znacznie pewniej. Dużą rolę odegrała w przekroju całego sezonu także Edyta Rzenno, również doświadczona zawodniczka. Myślę, że ta dwójka sprawiła, że drużyna była znacznie bardziej poukładana i kolejne mecze wyglądały już zupełnie inaczej. Nasze utrzymanie zawdzięczamy w dużej mierze właśnie tym dwóm nowym zawodniczkom, które do nas dołączyły w trakcie sezonu.

Wybiegasz już myślami w przyszłość do kolejnego sezonu?

– Na razie jeszcze się nad tym nie zastanawiam, bo dopiero przed kilkoma dniami zakończyłam ten obecny sezon. Na razie chcę porządnie zadbać o swoje zdrowie i zregenerować się. Nie myślałam o jakichś wielkich zmianach, ale też w moim charakterze jest to, że za bardzo nie planuję dalszej przyszłości, bo los lubi nas zaskakiwać.  

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, Cykle, I liga kobiet

Tagi przypisane do artykułu:
, , , ,

Więcej artykułów z dnia :
2019-03-22

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2019 Strefa Siatkówki All rights reserved