Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > inne > Skazane na sukces: Julita Rafałko

Skazane na sukces: Julita Rafałko

fot. Dorian Bąk

Czy można w jeden sezon uzyskać awans z II ligi do Orlen Ligi? Nasza dzisiejsza bohaterka udowadnia, że tak. Julita Rafałko jest jedną z trzech juniorek, które zostały powołane do kadry seniorskiej drużyny ŁKS-u. Choć 17-letnia przyjmująca debiut w ekstraklasie ma jeszcze przed sobą, to już teraz, będąc jedną z wiodących zawodniczek w Młodej Lidze, udowodniła, że przed niepozorną, bo mierzącą zaledwie 176 cm siatkarką ogromna kariera. – Samego zdenerwowania może tak bardzo nie odczuwałam, idąc na pierwszy trening, bardziej podekscytowanie wynikające z faktu, że to dla mnie coś nowego. Bardzo lubię podejmować się nowych wyzwań – mówi młoda siatkarka ŁKS-u.

Od czego zaczęła się twoja przygoda z siatkówką? Czy był to sport, który towarzyszył ci „od zawsze”?



Julita Rafałko:W siatkówkę gram już od 9 lat, ale przez kilka lat moim hobby był taniec. W pewnym momencie te zajęcia po prostu mi się troszkę znudziły, można powiedzieć, że na siatkówkę natrafiłam trochę przypadkiem, ale szybko spodobało mi się to, co dziewczyny robią na treningach. Tak zostało do dziś i nie żałuję, że zdecydowałam się poświęcić jednak siatkówce.

Rozumiem, że tym razem już się nie rozmyślisz?

– Nie, nie, mam nadzieję, że nie. (uśmiech) Na razie cieszę się, bo wszystko układa się dobrze.

Twoim pierwszym klubem był MKS Świdnica, gdzie występowałaś głównie w zespołach młodzieżowych, ale też w II lidze. Teraz jesteś zawodniczką I zespołu ŁKS-u. Jak doszło do tego, że zanotowałaś tak duży sportowy awans?

 Tak, to jest bardzo duży przeskok. Mój manager, Jakub Dolata, szukał dla mnie nowego klubu, w którym mogłabym rozwijać swoją pasję i tak rozpoczęłam współpracę z ŁKS-em. Dostałam szansę treningów z pierwszym zespołem, co jest dla mnie ogromnym wyróżnieniem, ogromnie się z tego cieszę. Samego zdenerwowania może tak bardzo nie odczuwałam, idąc na pierwszy trening, bardziej podekscytowanie wynikające z faktu, że to dla mnie coś nowego. Bardzo lubię podejmować się nowych wyzwań, podoba mi się tutaj i miasto, i ludzie, których spotykam na swojej drodze, szkoła, treningi.

Jest diametralna różnica pomiędzy tym, czego mogłaś doświadczyć, grając w świdnickim zespole, jeżeli chodzi o treningi?

Oczywiście było ich troszkę mniej i też nie były one tak intensywne. Trudno mi to porównać, bo w Świdnicy grałam głównie w kadetkach i juniorkach, a to zdecydowanie niższy poziom niż w seniorskiej siatkówce.

Przed sezonem miałaś okazję występować w meczach sparingowych, a po drugiej stronie siatki znalazły się także zespoły występujące w Orlen Lidze. Masz dopiero 17 lat, czy nie „zjadł” cię stres?

– Kiedy weszłam na boisko, to przeszły mnie ciarki, miałam ogromny stres, szczególnie przy pierwszej piłce. Pomogło mi bardzo ciepłe przyjęcie dziewczyn w zespole, wszystkie mnie wspierają, dopingują, mamy świetną atmosferę. Już podczas przedsezonowych sparingów dbały o moje nastawienie, wspomagały miłym słowem. Dzięki temu udaje mi się w miarę „bezboleśnie” wejść w tę seniorską siatkówkę.  (uśmiech)

Jesteś bardzo niską zawodniczką jak na przyjmującą. Mierząc 176 cm, na pewno w Orlen Lidze nie będziesz miała łatwego życia…

Oczywiście. (uśmiech) Grałam wcześniej na pozycji libero, ale tylko w kadetkach, będąc jeszcze młodziczką. Kiedy pomagałam starszym dziewczynom w II lidze, byłam już przyjmującą. W rozgrywkach młodzieżowych oczywiście było mi łatwiej radzić sobie na przyjęciu. Teraz decyzją trenera pozostałam już właśnie na tej pozycji, ja też dobrze się czuję, będąc odpowiedzialna i za obronę, i za atak. Wiadomo, tych predyspozycji nie mam jakichś nadzwyczajnych, ale staram się bardzo, by nadrobić to innymi elementami.

Czy w przeszłości nakłaniano cię do tego, abyś spróbowała swoich sił na pozycji libero?

– Nakłaniano mnie do tego, ale w moim poprzednim klubie, w MKS-ie, zawsze była potrzebna przyjmująca. Nie było więc na to za bardzo czasu i miejsca, by szlifować swoje umiejętności tylko i wyłącznie w defensywie, ale ostatecznie wyszło to dla mnie na plus. Teraz z perspektywy czasu uważam, że dobrze się stało, bo na przyjęciu jednak lepiej się odnajduję. Myślę, że podobnie jak każdej przyjmującej szczególną radość sprawia mi zdobywanie punktów, czy to atakiem, czy zagrywką.

Choć na parkietach Orlen Ligi jeszcze nie miałaś okazji się pokazać, to w zespole Młodej Ligi, prowadzonym przez trenera Wojciecha Blomberga grasz pierwsze skrzypce. Tam możesz się wykazać, dowartościować?

– Tak, tam mogę rzeczywiście sobie pograć. Z pierwszym zespołem raczej tylko trenuję, wynoszę z tych zajęć tyle, ile tylko mogę. Młoda Liga jest natomiast po to, abym się ogrywała, bo jednak jako młoda zawodniczka muszę jak najwięcej czasu spędzać na boisku. Faktycznie, nie ukrywam, że kiedy mogę przez cały mecz być na parkiecie i dostaję sporo piłek, to rzeczywiście mnie to dowartościowuje. (uśmiech) Szczególnie kiedy widzę, że coś mi wychodzi i ta gra się „klei”. Zgranie się z drużyną z Młodej Ligi na pewno nie jest łatwe, bo nie trenuję zazwyczaj z tym zespołem. Jest o tyle dobrze, że w takiej samej sytuacji jest nasza rozgrywająca z I zespołu, Patrycja Tomczyk, z którą jestem zgrana i razem jeździmy na mecze Młodej Ligi.

Kiedy przyszłaś na pierwszy trening I zespołu ŁKS-u, co twoim zdaniem było najtrudniejsze, w czym musiałaś dorównać starszym koleżankom?

– Dorównać? Chyba we wszystkim. (uśmiech) Na pewno w bloku i ataku mam dużo do nauki. Ciężko było mi się przebić przez ten dwumetrowy blok, ale teraz gdy razem z trenerem popracowaliśmy nad tym elementem, to widzę, że jest coraz lepiej. Wydaje mi się, że to sprawiło mi najwięcej trudności na samym początku. Cały czas trzeba być zmobilizowanym, by za bardzo nie odstawać, żeby nie zaniżać poziomu. (uśmiech)

Jak wyobrażałabyś sobie swój wymarzony debiut w ekstraklasie?

Jeszcze sobie tego nie wyobrażałam. (uśmiech) Raczej żyję chwilą, ale na pewno gdyby doszło do tego debiutu, to byłabym przeszczęśliwa. Na razie na niego czekam, też spokojnie do tego podchodzę, nic na siłę, mam jeszcze na to czas.

Wydajesz się bardzo spokojną osobą. Na boisku również udaje ci się utrzymać nerwy na wodzy?

– Na boisku być może nie, tak się nie da (uśmiech), ale staram się w życiu tak postępować, wszystko na spokojnie sobie przemyśleć. W czasie gry nie ma na to czasu, wszystko dzieje się zbyt szybko.

Na koniec zapytam jeszcze, jakie jest największe sportowe marzenie Julity Rafałko?

Myślę, że jak każdego siatkarza czy siatkarki moim największym marzeniem jest zagrać kiedyś w koszulce z orzełkiem na piersi. Za bardzo jednak nie chcę stawiać sobie na razie takich celów, po prostu chcę dawać z siebie wszystko i grać na dobrym poziomie.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, inne, Tauron Liga

Tagi przypisane do artykułu:
, , ,

Więcej artykułów z dnia :
2016-11-11

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved