Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > I liga kobiet > Skazane na sukces: Ewelina Janicka

Skazane na sukces: Ewelina Janicka

fot. archiwum

Tym razem bohaterką naszego cyklu została siatkarka reprezentująca w tym sezonie barwy I-ligowej Proximy Kraków. Jednak niech was to nie zmyli – to zawodniczka, która ma za sobą zarówno występy w reprezentacji Polski, jak i grę w ekstraklasie w barwach Pałacu Bydgoszcz i Developresu Rzeszów. W rozmowie z naszym portalem opowiedziała o tym, jak skomplikowana i wyboista była jej kariera oraz o nadziejach związanych z występami w klubie z Krakowa. – Bardzo bałam się tego sezonu, bo byłam po kontuzji i nie wiedziałam do końca, czego mogę się po sobie spodziewać. Jednak patrząc na to, jakie zawodniczki zostały zakontraktowane w Proximie, byłam pewna, że będziemy walczyć o najwyższe cele – mówi Ewelina Janicka, której przygoda z siatkówką rozpoczęła się w Kaliszu.

 



Pochodzisz z Kalisza, to właśnie w tamtejszej Calisii stawiałaś swoje pierwsze siatkarskie kroki…

Ewelina Janicka:Jeszcze w podstawówce na jeden z naszych treningów przyszły siatkarki Winiar Kalisz i I trener tego zespołu. Wtedy jeszcze jedyne zajęcia siatkówki, na jakie uczęszczałam, to były te w szkole. Ówczesny szkoleniowiec zespołu z Kalisza, trener Prielożny (Igor Prielożny – przyp. red.) zaprosił mnie na trening do swojego zespołu. Ja byłam wtedy w szóstej klasie i pamiętam, że byłam tym faktem ogromnie zestresowana, bo tak naprawdę nie miałam wtedy jeszcze podstaw do gry w siatkówkę. Robiłam to bardziej dla zabawy, nie wiedziałam jeszcze, czy będę traktować to przyszłościowo, a tym bardziej jak potoczy się moja kariera. Usłyszałam od trenera, że jestem jeszcze za młoda, ale mam potencjał i powinnam iść w tym kierunku. Zdecydowałam się więc pójść do MKS-u, jeszcze w wieku młodziczki uczęszczałam do szkoły sportowej nr 9 w Kaliszu. Tam trafiłam pod skrzydła trenera Daniela Przybylskiego, który obecnie jest trenerem I-ligowej drużyny z Kalisza i to pod jego nadzorem zdobywałam pierwsze siatkarskie szlify. Tak się złożyło, że był on również trenerem kadry województwa wielkopolskiego.

Jak trafiłaś do reprezentacji Polski kadetek?

– Któregoś razu brałam udział w Turnieju Nadziei Olimpijskich w Miliczu, pamiętam, że zajęłyśmy w nim 5. miejsce, to właśnie tam dowiedziałam się, że znajdę się w tej szczęśliwej trzydziestce zawodniczek powołanych do kadry polski kadetek. Przyjechałam na zgrupowanie do Spały, gdzie trenował z nami trener Andrzej Peć. Miał on do mnie bardzo dużo cierpliwości (uśmiech), zrobiłam tam bardzo duży postęp, otrzymałam dużo wskazówek, wiele się nauczyłam. Tam też przeprowadzono selekcję dziewczyn, które później znalazły się w SMS-ie i ja się w tej grupie znalazłam. W SMS-ie na początku grałam w II lidze, później już w I. Trzeba było bardzo się postarać, bo nie było wcale powiedziane, że gra w SMS-ie daje przepustkę do reprezentacji. W SMS-ie grało wiele zdolnych siatkarek, dlatego musiałam cały czas walczyć o to miejsce w kadrze.

Co oznaczał dla ciebie debiut w biało-czerwonych barwach w tak młodym wieku?

– Byłam zaskoczona, że otrzymałam powołanie do kadry w tak młodym wieku. Tak samo dużym osiągnięciem było dostanie się do SMS-u. To także było dla mnie duże wyróżnienie, że grając w Kaliszu, takiej małej miejscowości, zauważono mnie i mogłam dalej się rozwijać. Kadrę wspominam bardzo dobrze, także ten czas spędzony w Sosnowcu, dużo się nauczyłam, zrobiłam ogromny postęp.

W wieku 19 lat zadebiutowałaś w Orlen Lidze w barwach Pałacu Bydgoszcz. Tam miałaś ogromnego pecha, bo dość wcześnie przytrafiła ci się poważna kontuzja…

– Jeszcze będąc zawodniczką SMS-u, jednocześnie grałam w młodzieżowej drużynie Pałacu, z którą zdobyłam brąz i srebro mistrzostw Polski juniorek. Później dostrzegł mnie trener Rafał Gąsior i chciał, abym zagrała w orlenligowej ekipie Pałacu. Ja się na to zgodziłam, chociaż miałam też jakieś inne propozycje, to bardzo chciałam grać w Bydgoszczy. Znałam te dziewczyny, wiedziałam, że przyjdzie do drużyny też kilka z moich koleżanek, które grały w kadetkach czy juniorkach razem ze mną. Niestety zerwałam więzadła krzyżowe i za dużo nie pograłam. Po kontuzji miałam ciężki okres, długo myślałam o tym co zrobić, ale w końcu zdecydowałam się zejść do ligi niżej po to, aby się odbudować, uwierzyć w siebie. Wtedy trafiłam do Murowanej Gośliny, gdzie pracowałam nad powrotem do formy.

Po rocznym rozbracie z Orlen Ligą trafiłaś do Rzeszowa. Co zadecydowało o tym, że nie miałaś wielu okazji, by pokazać się szerszej publiczności?

– W Rzeszowie na jednym z treningów skręciłam kolano, musiałam mieć przerwę, a później rehabilitację, nie miałam szans na grę. Kiedy już wróciłam, dziewczyny były w formie, a ja nie mogłam dojść do siebie, dlatego grałam i trenowałam w Młodej Lidze. Klub z Rzeszowa zapewnił mi znakomitą opiekę i dbał o mnie pomimo gorszych chwil.

W tym sezonie współtworzysz projekt budowany praktycznie od zera, choć w zespole znalazło się też wiele doświadczonych zawodniczek. Jakie nadzieje wiążesz z występami w barwach Proximy Kraków?

– Cieszę się, że tutaj jestem, mam od kogo się uczyć, w zespole jest kilka doświadczonych dziewczyn, jak choćby Jowita Jaroszewicz, której gra często mi imponuje. Ciężko pracujemy, ale oprócz tego jest też świetna atmosfera, każda za każdą skoczy w ogień. Mogę śmiało powiedzieć, że w klubie, gdzie panują tak dobre relacje między zawodniczkami, jeszcze nie byłam. Motywujemy się cały czas, poza boiskiem również trzymamy się razem. Bardzo bałam się tego sezonu, bo byłam po kontuzji i nie wiedziałam do końca, czego mogę się po sobie spodziewać. Jednak patrząc na to, jakie zawodniczki zostały zakontraktowane w Proximie, byłam pewna, że będziemy walczyć o najwyższe cele. Cały czas się tego trzymam, że mamy szansę osiągnąć coś wielkiego w I lidze, jesteśmy na dobrej drodze, by realizować swoje wysokie aspiracje, bardzo wierzę w swój zespół. 

Trudno ci było podjąć decyzję o opuszczeniu ekstraklasy?

– Nie, po prostu zależało mi na tym, by móc grać i się odbudować. Myślałam nad powrotem do Kalisza, ale ostatecznie wysokie cele skłoniły mnie do gry w Krakowie. Mamy taką zdrową rywalizację o miejsce w składzie na pozycji środkowej i gra akurat ta z nas, która w danym tygodniu zaprezentuje się lepiej na treningach.

Jak lubisz spędzać swój wolny czas, kiedy akurat odpoczywasz od treningów?

– Jeśli czas na to pozwala, to spotykam się ze swoim facetem, który jest dla mnie moją największą motywacją. On gra w koszykówkę, także rozumiemy się doskonale.  

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, I liga kobiet

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2016-10-14

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved