Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Publicystyka > Cykle > Skazane na sukces: Ewa Bimkiewicz

Skazane na sukces: Ewa Bimkiewicz

Tym razem bohaterką naszego cyklu, w którym staramy się wyszukiwać największe siatkarskie talenty, została zawodniczka, która udowodniła, że nawet grając w II lidze, można dostać powołanie do reprezentacji Polski. Obecnie 19-letnia atakująca występuje w ekstraklasie w barwach zespołu z Torunia. – To wszystko potoczyło się bardzo szybko. O tym, że zostałam powołana do kadry, dowiedziałam się właściwie z dnia na dzień. Byłam w ogromnym szoku, kiedy dowiedziałam się, że będę mogła zagrać z orłem na piersi i reprezentować swój kraj. Było to dla mnie niesamowite wyróżnienie za to, że na treningach dawałam z siebie wszystko, zostałam zauważona – mówi Ewa Bimkiewicz.

Szerszej siatkarskiej publiczności miałaś okazję pokazać się w zeszłym roku, debiutując w reprezentacji Polski seniorek w rozgrywkach Ligi Europejskiej. Czy to był moment przełomowy w twojej karierze?



Ewa Bimkiewicz: – Myślę, że tak, to wszystko potoczyło się bardzo szybko. O tym, że zostałam powołana do kadry, dowiedziałam się właściwie z dnia na dzień. Byłam w ogromnym szoku, kiedy dowiedziałam się, że będę mogła zagrać z orłem na piersi i reprezentować swój kraj. Było to dla mnie niesamowite wyróżnienie za to, że na treningach dawałam z siebie wszystko, zostałam zauważona. Bardzo się cieszę, że mogłam zagrać w biało-czerwonych barwach i mam nadzieję, że dostanę jeszcze niejedną taką szansę w przyszłości.

Bardzo rzadko zdarza się, że zawodniczka grająca w klubie II-ligowym otrzymuje powołanie do kadry. Chyba nie mogłaś spodziewać się, że twój los właśnie tak się potoczy…

– Oczywiście nie mogłam być tego w żadnym razie pewna. (uśmiech) Także tego, czy w ogóle pojawię się na boisku. W oczach trenera konkurowałam przecież z bardzo dobrymi atakującymi, takimi jak Monika Bociek czy Magdalena Wawrzyniak. Kiedy zakończyłam walkę w II lidze wraz z SMS-em Police, to tak jak powiedziałam, powołanie było dla mnie ogromną nagrodą. Mam nadzieję, że w tym roku również pokażę się z dobrej strony i powalczę o to, by zostać zauważona, myślę, że wszystko jest na dobrej drodze.

Jakie emocje towarzyszyły ci podczas debiutu w reprezentacji Polski, który zaliczyłaś w wyjazdowym meczu w Izraelu? Już w swoim pierwszym występie w Lidze Europejskiej byłaś jedną z najskuteczniejszych zawodniczek na boisku…

– Faktycznie, miałam okazję w tym meczu pograć trochę dłużej, ale przyznam szczerze, że serce waliło mi jak szalone. Miałam świadomość tego, że reprezentuję swój kraj, do tego gdzieś tam myślałam sobie, że trener nie wpuści mnie tak szybko na boisko, że będę jedynie rezerwową zawodniczką. Trener Wiesław Popik dał mi szansę, wydaje mi się, że udało mi się pokazać z dobrej strony, bo po pierwszym tygodniu byłam najlepszą atakującą i miałam miejsce w szóstce.

Kolejnym przystankiem w Lidze Europejskiej był Kalisz, gdzie z kolei po raz pierwszy dopingowało cię tak wielu kibiców. Występ przed własną publicznością wiązał się z dodatkową dawką emocji?

– Rzeczywiście, kiedy byłyśmy w Izraelu, to ten stres był mimo wszystko mniejszy. Miałam czas na to, by pomyśleć o tym i skoncentrować się na tym, aby dać z siebie wszystko. Kiedy przyjechałyśmy do Kalisza, obserwowały mnie też bliskie osoby, a wiadomo, że w takiej sytuacji nerwy są jeszcze większe. Przyznaję, że emocje były ogromne. W drugim meczu przeciwko Greczynkom też byłam zadowolona ze swojego wejścia, wielka szkoda, że było to w momencie, gdy już dość wyraźnie przegrywałyśmy.

Poprzednie lata twojej gry to występy w SMS-ie Police i Chemiku II Police. Jak w twoim przypadku rozpoczęła się przygoda z siatkówką?

– Pochodzę z Połczyna-Zdroju i wszystko zaczęło się od gry w mojej rodzinnej miejscowości, w mało rozpoznawalnym klubie. Wtedy przyjechał do nas trener z Goleniowa, pan Jan Staniucha i rozmawiał z moją mamą na temat szkoły w Policach. Powiedział, że mam szansę się tam rozwinąć i jest wola z ich strony, abym tam trenowała. Dostałam kredyt zaufania, zostałam wzięta do SMS-u właściwie bez żadnych testów, choć wiem, że część z dziewczyn na takich testach była. Później, bodajże w lipcu, miałyśmy obóz przygotowawczy. Przyznam szczerze, że był to dla mnie naprawdę ciężki miesiąc. Jednak teraz z perspektywy czasu widzę, że było warto było, bo w ciągu trzech lat mojej obecności w SMS-ie nauczyłam się bardzo dużo. Nawet sam trener Leszek Piasecki powiedział, że choć przychodząc tam i nie potrafiąc zbyt wiele, to w tym czasie zrobiłam ogromne postępy. Skończyło się na tym, że w wieku 19 lat trafiłam do reprezentacji i do Orlen Ligi (uśmiech), choć wcześniej osiągnięć nie miałam zbyt wiele.

Kiedy poczułaś, że to jest ten moment, aby pokusić się o awans w hierarchii sportowej?

– Grając w II lidze, nie wiedziałam, że dostanę szansę, by tak się wybić. Duża w tym zasługa trenera Piaseckiego, który chwalił mnie, mówił, że jest taka leworęczna zawodniczka, z dobrymi parametrami. Jednak do reprezentacji dostałam się głównie dzięki grze w juniorkach. Rozgrywałyśmy akurat ćwierćfinał mistrzostw Polski w Zielonej Górze i tam podszedł do mnie trener Grzegorz Wagner i powiedział, że chciałby mnie zobaczyć w reprezentacji Polski.

Gra w reprezentacji, uznanie w oczach trenerów – to zadecydowało o tym, że obecnie możemy oglądać cię w Orlen Lidze?

– Pewnie miało to jakiś wpływ na to, że znalazłam się w Budowlanych Toruń. Trener Nicola Vettori prowadził kiedyś zespół II-ligowy (Energetyk Poznań – przyp. red.) i widział, na co mnie stać, moje umiejętności. Dlatego nie wiem, czy moja gra w reprezentacji miała aż taki wpływ na moją przyszłość, bo też nie spędziłam na boisku aż tyle czasu, aby można było mnie oceniać, nie miałam jak się pokazać.

Kolejnym ważnym wydarzeniem w twojej karierze był właśnie debiut w ekstraklasie. Co prawda pełnisz rolę zmienniczki, ale dość regularnie trener korzysta z twoich usług…

– Wydaje mi się, że trener mi ufa. Wie, że mam już takie umiejętności, które pozwalają mi radzić sobie w Orlen Lidze. Oczywiście niezbyt często mogę przebywać na boisku, ale Rebecca Pavan jest naprawdę klasową i doświadczoną zawodniczką. Nie oszukujmy się, mi jeszcze do niej trochę brakuje, ale na treningach obie pracujemy tak samo ciężko i mam nadzieję, że będę dostawała coraz więcej szans, by pokazać, co potrafię.

W meczu przeciwko policzankom dostałaś właśnie taką okazję, by zmierzyć się z wieloma zawodniczkami, które są rozpoznawalne w siatkarskim świecie, nie tylko w Polsce, ale i na świecie. Jak zapamiętałaś to spotkanie?

– Gra przeciwko policzankom to było dla mnie niesamowite przeżycie. Dwa lata temu, nawet rok temu, chodziłyśmy z koleżankami na mecze tych siatkarek. Nie spodziewałam się tego, że tak szybko będę mogła sama zagrać przeciwko nim, tym zawodniczkom, na których mecze przychodziłam jako kibic. Bardzo się cieszę, że to właśnie w tym spotkaniu dane mi było zagrać. Szkoda, że ten mecz przegrałyśmy, ale ja osobiście bardzo się cieszyłam, że mogłam stanąć twarzą w twarz z mistrzyniami Polski, kiedyś nawet bym o tym nie pomyślała…

Ekipa Budowlanych Toruń to beniaminek ekstraklasy, jak odnalazłaś się w tej drużynie?

– Toruń jest naprawdę pięknym miastem. Dziewczyny bardzo mi pomogły, myślałam, że aklimatyzacja w drużynie zajmie mi dużo dłużej. Właściwie już na pierwszym spotkaniu z trenerem i dziewczynami odniosłam bardzo pozytywne wrażenie. Koleżanki z zespołu bardzo mnie wspierają, jeśli mi coś nie idzie, starają się tłumaczyć. Jestem tutaj najmłodsza, wiąże się to z tym, że spływają na mnie takie obowiązki jak zbieranie piłek czy noszenie apteczki. (uśmiech) Mówiąc jednak już poważnie, odnalazłam się tutaj bardzo szybko, cieszę się, że tu jestem i poznałam tak wspaniałe osoby.

Czy potwierdzenie pokładanych w tobie nadziei i zadomowienie się na stałe w siatkarskiej elicie będzie trudnym zadaniem?

– Myślę, że choć może być to trudne, to jeśli się tego bardzo chce, to nic nie stoi na przeszkodzie, by tutaj pozostać. Naprawdę bardzo tego pragnę, gra na takim poziomie sprawia mi przyjemność.

Jak scharakteryzowałabyś siebie, jaką jesteś osobą?

– Można powiedzieć, że w poznawaniu nowych ludzi jestem cichą myszką (uśmiech), bo zawsze stoję trochę z tyłu, zwykle nie jestem otwarta na nowe znajomości. Dlatego byłam pozytywnie zaskoczona, że tak szybko zintegrowałam się z dziewczynami z zespołu. Jednocześnie jestem bardzo rozrywkowa, mam poczucie humoru. Moim minusem jest to, że bardzo szybko się denerwuję, poddaję się. Jeśli coś na boisku mi nie wychodzi, to po kilku akcjach mam już zwieszoną głowę. Na szczęście dziewczyny w takich momentach zawsze mnie motywują.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, Cykle

Tagi przypisane do artykułu:
,

Więcej artykułów z dnia :
2016-12-16

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved