Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Publicystyka > Cykle > Skazane na sukces: Cecylia Pietruszka

Skazane na sukces: Cecylia Pietruszka

fot. Krzysztof Klepacz

Celem cyklu prezentującego sylwetki najbardziej utalentowanych młodych siatkarek jest przede wszystkim zwrócenie uwagi na te, które wyróżniają się swoją grą na tle rówieśniczek. Choć w Młodej Lidze zespół KSZO nie poradził sobie najlepiej, przegrywając wszystkie mecze fazy grupowej, to reprezentująca barwy tej drużyny Cecylia Pietruszka doskonale wpisuje się w charakter naszego piątkowego cyklu. Poznajcie młodą przyjmującą drużyny z Ostrowca Świętokrzyskiego.

Jak rozpoczęłaś swoją przygodę z siatkówką i co zachęciło cię do uprawiania tego sportu?



Cecylia Pietruszka: – Można powiedzieć, że przygodę z siatkówką zaczęłam nieco przez przypadek, bo moja koleżanka chodziła na treningi i ja również zapragnęłam robić to samo. To była mniej więcej trzecia klasa podstawówki. Poszłam razem z nią, spróbowałam i mi się to spodobało, coraz bardziej angażowałam się w siatkówkę i tak już zostało do dzisiaj. Na początku było to dla mnie świetne zajęcie na spędzenie wolnego czasu, wraz z pierwszymi celami siatkówka przerodziła się dla mnie w sposób na życie.

Pochodzisz z Bełchatowa. Dlaczego zdecydowałaś się na przeprowadzkę do Ostrowca Świętokrzyskiego?

– Będąc w I liceum, grałam w jednej drużynie z dziewczynami, które były ode mnie o dwa lata starsze. One kończąc naukę w szkole, wyjechały z miasta, a ja szukałam możliwości, by dalej trenować i się rozwijać. Klubem, który mi to umożliwił, było KSZO, bo drużyna z Ostrowca Św. mogła zaoferować mi grę w Młodej Lidze. Stąd moja decyzja, chciałam przede wszystkim dalej grać, nie satysfakcjonowała mnie wizja występów w klubie, gdzie będę mogła jedynie trenować i przyglądać się jedynie z boku temu, co dzieje się na meczach. Liczyłam na to, że w Ostrowcu Św. dostanę szansę wykazania się na boisku i rzeczywiście ją dostałam.

Dość regularnie zespół KSZO staje na najwyższym stopniu podium w mistrzostwach województwa świętokrzyskiego juniorek. Gdzieś na przeciwnym biegunie znajduje się Młoda Liga, gdzie nie wiedzie wam się już tak dobrze…

– Jest to diametralnie inny poziom gry, ciężko nawet porównywać te rozgrywki na tym etapie. Być może troszkę szkoda, że Młoda Liga jest raczej dla klubu i dziewczyn czymś dodatkowym, a priorytetem są jednak juniorki. Będąc szczerą, muszę przyznać, że w województwie świętokrzyskim ten poziom zespołów juniorskich jest niski. Dla mnie, osobiście, bardzo ważne było to, jak wypadniemy na meczach Młodej Ligi. To jest pewien wyznacznik tego, jak powinno się grać, będąc juniorką.

Dla ciebie, podobnie jak dla wielu innych młodych zdolnych dziewczyn, Młoda Liga była magnesem, który decydował o wyborze klubu. Gdyby nie to, nie byłoby szans na stworzenie silnego ośrodka juniorskiego w takim mieście jak Ostrowiec Świętokrzyski?

– Prawdopodobnie nie. Dużą rolę w szkoleniu siatkarek odgrywa w Ostrowcu Św. fakt, że znajduje się tutaj szkoła sportowa. Dziewczyny mają tutaj możliwość mieszkania w internacie i uczestniczenia w treningach, które odbywają się w dość dużym wymiarze czasowym. Gra w Młodej Lidze jest dla nich celem, chcą ćwiczyć po to, aby móc się pokazać w tych rozgrywkach, dostać do drużyny. Jest to okazja do tego, by wyjść poza to województwo świętokrzyskie. Młoda Liga jest świetnym wstępem do gry seniorskiej. W pewnym zakresie pokazuje ona, jak później wygląda dorosła siatkówka. Dla mnie było to też wyróżnienie, bo okazję do gry w tych rozgrywkach dostają zwykle dziewczyny o nieco wyższym potencjale i umiejętnościach.

Dla ciebie aktualny sezon Młodej Ligi był już drugim w barwach KSZO. Coś się zmieniło, jeżeli chodzi o podejście, pracę z dziewczynami?

– Zarówno w tym roku, jak i w zeszłym skład był bardzo podobny. W ciągu tych dwóch sezonów byłyśmy kierowane przez dwie trenerki, które chciały z nami bardzo wiele osiągnąć, z obiema współpracowało mi się bardzo dobrze. W tym roku była to Iwona Kosiorowska, a szkolne treningi odbywałyśmy z trenerem Parkitnym. Rok temu w Młodej Lidze prowadziła nas Barbara Romanowska (z domu Bawoł – przyp. red.). Mimo wszystko ja uważam, że najwięcej zależy od samych zawodniczek, bez nich nie ma mowy o sukcesie. Niestety w obu ostatnich sezonach nie wszystko poszło po naszej myśli.

Nie udało wam się wywalczyć awansu do turnieju finałowego Młodej Ligi, ale chyba nawet nie tego możesz najbardziej żałować, a jedynie tego, że nie udało wam się wygrać ani jednego spotkania, choć w kilku przypadkach nie odstawałyście wcale od rywalek umiejętnościami…

Tak, myślę, że kilka meczów Młodej Ligi było w zupełności w naszym zasięgu i wręcz powinnyśmy je wygrać. Niektóre z kolei na pewno były nie do wydarcia, nawet nie będę tutaj starała się okłamywać. Było nas stać na dużo więcej, niż pokazują to wyniki i tabela.

Waszą trenerką jest Iwona Kosiorowska, była zawodniczka KSZO. Jak podchodzi ona do pracy z młodzieżą?

– Trenerka jest dla nas w pewnym sensie łagodna, stara się podchodzić do nas ze zrozumieniem i ma bardzo personalne podejście do każdej z nas. Dużo z nami rozmawia, próbując też tłumaczyć, że nie wszystko zależy do końca od naszych umiejętności. Bardzo dużo mamy w głowach i od tego zaczynają się nasze kłopoty, nad tym starałyśmy się pracować. Jeżeli chodzi o techniczne kwestie, to trenerka chciała wnieść dużo nowej jakości w naszą zagrywkę i blok. Ciągle to ćwiczymy i nadal nie wygląda to tak, jak powinno.

Jak widzisz swoją przyszłość? Po dwóch sezonach Młodej Ligi chciałabyś spróbować swoich sił w lidze seniorskiej?

– Wiążę pewne nadzieje z tym, że uda mi się znaleźć klub grający w II czy może nawet I lidze grający na wysokim poziomie. Chciałabym grać i zdobywać coraz większe doświadczenie razem ze starszymi dziewczynami na szczeblu seniorskim.

Młoda Liga i możliwość pokazania się przed trenerami różnych zespołów ci to umożliwią?

– Mam taką nadzieję, że pomimo niezadowalających wyników wprawny trener może dostrzec kilka dziewczyn pracujących na to, by powalczyć o coś więcej, ale nie dadzą one w całości odmienić oblicza zespołu. Myślę, że niezależnie od tego, w jakim gra się klubie, zawsze jest szansa, by zostać wyróżnionym.

Jaką osobą jest Cecylia Pietruszka na boisku i poza boiskiem?

– Myślę, że jestem raczej osobą spokojną i opanowaną. Na boisku jednak zawsze zachowuję się trochę inaczej, nie wygląda to tak samo. W pewnym sensie jednak ma to swoje plusy, bo jeżeli coś mi nie wyjdzie, to staram się nie panikować, nie brać tego tak do siebie i się uspokoić.

Całkowicie oddajesz się siatkówce, czy chciałabyś zapewnić sobie także inną alternatywną drogę na przyszłość?

– Staram się jednocześnie w zupełności poświęcać siatkówce, ale też na pewno będę studiować i robię wszystko, by jak najlepiej wypełniać swoje obowiązki w szkole. Mimo tego, że w tym roku mam dużo tych sportowych obowiązków, to matura jest dla mnie priorytetem. W maju będę zdawała egzamin dojrzałości, wybrałam już trzy przedmioty rozszerzone, które będę na nim pisała. Co do mojego wyboru studiów to zmienia się dość szybko, jeszcze do niedawna byłam przekonana, że pójdę na AWF, później myślałam o jakichś kierunkach technicznych i do tej pory nie jestem jeszcze zdecydowana.

Realizacja którego z marzeń sprawiłaby ci najwięcej radości?

– W tym roku jako cel stawiałam sobie mistrzostwa Polski juniorek, od zawsze chciałam mieć medal w tych rozgrywkach i skrycie na to liczyłam. Nie udało się tego zrealizować, ale wcale mnie to nie zniechęca, bo dalej będę próbować swoich sił w siatkówce. Skoro nie był mi pisany młodzieżowy medal, to teraz będę walczyć, by kiedyś seniorski zawisł na mojej szyi. (uśmiech) Poza tym największym spełnieniem marzeń byłoby dla mnie, gdybym mogła siatkówką zarabiać na życie i aby to był mój zawód.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, Cykle, Wywiady

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2017-03-03

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved