Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Publicystyka > Cykle > Skazane na sukces: Aleksandra Kempfi

Skazane na sukces: Aleksandra Kempfi

fot. Michał Szymański

Podczas tie-breaka ostatniego meczu eliminacji Ligi Mistrzyń w Miluzie na boisku w barwach zespołu Budowlanych Łódź pojawiła się pewna 17-latka, kapitan juniorskiej drużyny łodzianek. Ta dysponująca dużym zacięciem ofensywnym przyjmująca ma na swoim koncie brązowy medal mistrzostw Polski młodziczek, srebrny medal OOM, a także wicemistrzostwo województwa łódzkiego w kategorii kadetek. Przybliżamy wam dzisiaj sylwetkę Aleksandry Kempfi.

Jak wcześnie zaczęłaś swoje pierwsze treningi i kto zaszczepił w tobie siatkarskiego bakcyla?



Aleksandra Kempfi: Siatkówką zainteresowałam się w 3. klasie szkoły podstawowej, kiedy to jeszcze mieszkałam i uczyłam się w Warszawie. Przypadkiem natrafiłam na ogłoszenie klubu sportowego UKS Plas Warszawa. Nie była to jednak moja pierwsza styczność z siatkówką, bo mój tata trenował ten sport za młodu i zaszczepił we mnie miłość do niego. Pierwszy krok poczyniłam sama, nigdy nie było tak, że rodzice mnie do tego pchali czy robiłam cokolwiek „na siłę”. Cieszę się z tego bardzo, że wyszło tak jak wyszło i robię to, co kocham.

Pochodzisz z Mazowsza, dlaczego zdecydowałaś się na dość odważny krok w postaci przenosin do Łodzi?

– Urodziłam się w Warszawie, ale pochodzę z małej miejscowości pod Warszawą, jaką jest Stanisławów Pierwszy. Z Łodzią związana jestem od momentu drugiej klasy gimnazjum i przeprowadzka była podyktowana tym, że wiązałam swoją przyszłość z siatkówką. W Łodzi dostałam możliwość trenowania i grania w bardzo dobrym klubie, z zawodniczkami, które w sezonie poprzedzającym moje przyjście do klubu zdobyły wicemistrzostwo Polski i ze świetnymi trenerami. Bardzo ważna była dla mnie też edukacja, chciałam pójść do gimnazjum z wysokim poziomem nauczania i to mi się udało. W Legionowie uczęszczałam do szkoły z klasą sportową i z perspektywy czasu widzę, że jednak zmiana na „normalne” gimnazjum wyszła mi na dobre. Obecnie jestem w drugiej klasie liceum, wybrałam klasę o profilu matematyczno-geograficzno-angielskim.

Do tej pory w tej rozmowie pominęliśmy jednak inny ważny moment w twoim siatkarskim rozwoju. Byłaś bowiem również siatkarką Legionovii, z którą zdobyłaś medal rangi mistrzostw Polski.

– Swoją młodzieżową karierę na poważnie rozpoczęłam w Legionowie, gdzie w 5. klasie podstawówki grałam w tzw. trójkach. Wtedy tak naprawdę pojawiła się dopiero regularność w treningach, był to jakby kolejny etap siatkarskiego rozwoju, później pojawiły się też pierwsze sukcesy, które udało mi się osiągnąć wraz z zespołem. Między innymi stanęłyśmy na podium mistrzostw Polski w kategorii młodziczek. Jeśli chodzi o mój dotychczasowy dorobek, który może nie jest imponujący (uśmiech), to ten brązowy medal MP młodziczek w Legionovii zapewne jest najbardziej wartościowy.

Uznajesz to za swój największy sukces do tej pory?

– To był czas, kiedy te najważniejsze mecze oglądałam głównie z kwadratu, nie dostawałam szansy wyjścia na boisko, grania. Dlatego też taki mój osobisty największy sukces, z którego jestem bardzo dumna i czuję, że miałam w jego zdobyciu spory udział, to drugie miejsce na Ogólnopolskiej Olimpiadzie Młodzieży z kadrą województwa łódzkiego, które zajęłyśmy dwa lata temu. Ewentualnie na drugim miejscu uszeregowałabym 4. miejsce w Turnieju Nadziei Olimpijskich. Obie te imprezy to zawody ogólnopolskie, w których reprezentuje się swoje województwo i są jednymi z najważniejszych, jeśli chodzi o rangę w rozgrywkach młodzieżowych.

Zostałaś dostrzeżona i w tym sezonie wzmocniłaś zespół juniorek Budowlanych Łódź. W tej drużynie grają aż cztery siatkarki z SMS-u Szczyrk, a także twoja koleżanka z Lidera Konstantynów i reprezentantka Polski juniorek, Karolina Garstka. To pokazuje, że cały czas idziesz do przodu?

– Zdecydowanie jest to wyższy poziom i dodatkowa możliwość ogrywania się z dziewczynami z SMS-u Szczyrk, czyli między innymi z kadry Polski. Bardzo cieszę się, że dostałam taką możliwość i przeszłam do zespołu Budowlanych Łódź. Dzięki temu mogę rozwijać się, grając z lepszymi od siebie i uczyć się od nich. Pracują z nami też trenerzy doświadczeni z gry w najlepszej polskiej lidze, naszym pierwszym szkoleniowcem jest Maciej Bartodziejski. Jestem z tego bardzo zadowolona, aczkolwiek muszę też przyznać, że wiele zawdzięczam szkoleniu i temu, co wyniosłam z gry w Liderze Konstantynów. Spędziłam tam tylko albo i aż trzy lata, a mam wrażenie, że ten klub w największym stopniu wpłynął na mój rozwój siatkarski. Być może też dlatego, że miałam zagwarantowaną dużą intensywność grania, bo co sezon występowałam w trzech kategoriach wiekowych. Poza mną do Budowlanych trafiły stamtąd także Justyna, Oliwia czy Basia, co świadczy o tym, że te treningi i praca u podstaw stały w Konstantynowie na wysokim poziomie. Teoretycznie jest to mała miejscowość i klub, ale dziewczyny bardzo często wychodzą „w Polskę” i radzą sobie świetnie nawet na poziomie reprezentacji.

Po kontuzji Julii Twardowskiej zajęłaś jej miejsce w składzie drużyny seniorek, uzupełniając skład w meczach Ligi Mistrzyń. Czułaś się wyróżniona?

– Oj, oczywiście, że tak. Bardzo się cieszę, że dostałam taką możliwość, by pojechać z dziewczynami na mecze do Francji i Włoch. Jest to dla mnie ogromne wyróżnienie. Możliwość obejrzenia takiej rangi spotkań od zaplecza, od szatni i podglądanie zawodniczek, które są znane na całym świecie to coś wyjątkowego. Stanie ramię w ramię z najlepszymi siatkarkami w kraju, zdobywczyniami Superpucharu Polski daje mi dodatkową motywację. Mam nadzieję, że może dostanę więcej podobnych szans i w przyszłości jeśli wszystko pójdzie dobrze, to będę mogła kiedyś odegrać większą rolę w tego typu meczach.

Jak dużym przeżyciem było dla 17-latki zadebiutowanie w rozgrywkach takiej rangi, choćby tylko na moment, aby zadaniowo wykonać zagrywkę? Wcześniej przecież nie miałaś okazji zadebiutować w siatkówce seniorskiej, a tu od razu takie wyzwanie…

– Duży stres, duże zdenerwowanie. Z perspektywy osoby, która nigdy nie była w podobnej sytuacji, wydaje się to proste, bo to przecież tylko jedna zagrywka. Proszę jednak mi wierzyć, że kiedy wchodzi się na parkiet w takim towarzystwie, to ręce drżą. Są emocje i ta cała atmosfera może przytłoczyć, jeśli tak jak ja nie jest się do niej przyzwyczajonym, ale jakoś dałam radę. (uśmiech)

Jeszcze jako zawodniczka Lidera Konstantynów rozgrywałaś mecz za meczem. Czy teraz skupiając się na grze tylko w juniorkach, nie brakuje spotkań o stawkę? Sprawy nie ułatwiają nowe przepisy, które niejako wykluczają grę zawodniczki w wielu kategoriach wiekowych…

– Rzeczywiście przejście do gry wyłącznie w juniorkach wprowadziło trochę zmian w moim życiu. Słyszałam, że przepisy się zmieniły i zupełnie tego nie rozumiem, bo bardzo ceniłam sobie to, że mogłam ogrywać się ze starszymi dziewczynami. Samych meczów jest rzeczywiście mniej, ale zawsze udaje się rozegrać chociaż to jedno spotkanie w tygodniu. W pozostałe dni codziennie odbywamy treningi, dlatego tego wysiłku i pracy jest tyle samo, choć nie ukrywam, że rzeczywiście głód gry czasami się pojawia i meczów mogłoby być więcej.

Siatkarki trenujące na co dzień w SMS-ie są pod baczną obserwacją trenerów kadry. Czy wybierając inną drogę do poważnej siatkówki, masz świadomość tego, że zdecydowałaś się pójść pod prąd, wybierając trudniejszą ścieżkę?

– Myślę, że w pewnym sensie ta droga może być trudniejsza, ale z drugiej strony wiem od dziewczyn, które są w SMS-ie, że one muszą włożyć mnóstwo sił i pracy w to, by się tam w ogóle znaleźć. Utrzymanie się tam również jest nie lada wyzwaniem, bo trzeba dotrzymać tempa swoim koleżankom z drużyny. Z kolei grając w innym klubie trzeba mocno walczyć o to, by zostać zauważonym. Dlatego myślę, że każda z tych ścieżek jest na swój sposób trudna.

Jaki jest cel drużyny i twój osobisty na ten sezon?

– Cel na ten sezon jest dla nas wszystkich jasny i oczywisty i jest to medal mistrzostw Polski juniorek, najlepiej ten wymarzony złoty. Wiemy, że kawał ciężkiej pracy przed nami, część też już za nami. Chciałybyśmy przerwać pewnego rodzaju złą passę, bo Budowlanych na podium mistrzostw Polski juniorek już od kilku lat nie było. Moim osobistym celem, patrząc w szerszej perspektywie, jest połączenie gry w siatkówkę na najwyższym poziomie z rozwojem osobistym. Mam tutaj na myśli studia i bardzo chciałabym udowodnić, że jedno może iść w parze z drugim i nie trzeba zrezygnować z jednego bądź drugiego.

Za rok czeka cię matura, jakie plany na przyszłość ma Ola Kempfi?

– Interesują mnie studia zagraniczne, związane z kierunkami biznesowymi, ekonomicznymi, także wiązałoby się to też z grą za granicą. Absolutnie nie wykluczam jednak powrotu do Polski, bo uważam, że nasza liga oferuje wysoki poziom sportowy. Mam nadzieję, że będę mogła kiedyś odczuć to na własnej skórze.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, Cykle, rozgrywki młodzieżowe, Wywiady

Tagi przypisane do artykułu:
,

Więcej artykułów z dnia :
2019-01-18

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2019 Strefa Siatkówki All rights reserved