Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > ligi zagraniczne > Skazane na sukces: Aleksandra Kazała

Skazane na sukces: Aleksandra Kazała

fot. www.aueagles.com

Dziś naszym gościem jest osoba wyjątkowa, która nie boi się podejmować wyzwań. Złota medalistka mistrzostw Europy kadetek, która ma za sobą występy w Orlen Lidze w wieku 19 lat, zdecydowała się zmienić swoje życie o 180 stopni i podjąć studia w Waszyngtonie. Jak wygląda „american dream” Aleksandry Kazały? Przekonajcie się sami, czytając wyczerpującą rozmowę z jedną z najlepszych zawodniczek ligi uniwersyteckiej.

Pochodzisz z Dębicy, gdzie jednocześnie rozpoczęłaś też swoją siatkarską karierę. Kiedy poszłaś na swój pierwszy trening?



Aleksandra Kazała:Grać w siatkówkę zaczęłam dosyć wcześnie, bo w wieku 8 lat. Tak naprawdę jest w tym duża zasługa moich rodziców, ponieważ oboje są nauczycielami WF-u. Często byłam więc w sali gimnastycznej, ta piłka też zawsze była pod ręką. (uśmiech) Wtedy jednak nie było tak, że to siatkówka była dla mnie jedynym wyborem. Zawsze starałam się próbować swoich sił w czymś jeszcze. Im byłam starsza, tym coraz bardziej widziałam, że najlepiej wychodzi mi właśnie w tym sporcie. Starałam się więc poświęcać jej więcej czasu i energii, przykładać się. W pewnym momencie, bodajże w 4 klasie podstawówki, zaczęłam podobnie jak wszystkie dziewczyny, które chciały grać w siatkówkę, jeździć na zgrupowanie kadry województwa. To wiązało się z tym, że trenerzy z większych miast, w tym przypadku z Rzeszowa, mnie zauważyli. Jeździłam na kolejne obozy, a skończyło się na tym, że trafiłam do rzeszowskiego gimnazjum, gdzie mogłam dalej się rozwijać.

Twoim największym sukcesem jest chyba zdobycie mistrzostwa Europy kadetek wraz z reprezentacją Polski w 2013 roku.

Myślę, że jak do tej pory jest to zdecydowanie moje największe osiągnięcie. Mam nadzieję, że nie jedyne i to co najlepsze jest jeszcze przede mną. Z tym mistrzostwem Europy nie jest jednak związana jakaś niebywała historia. (uśmiech) Jeździłam na konsultacje, później na zgrupowania. Trener kadry widział, jak się prezentuję, grając w swoim klubie. Jedyną różnicą pomiędzy mną i dziewczynami występującymi w reprezentacji było to, że nigdy nie byłam zawodniczką SMS-u. Byłam dowoływana na zgrupowania. Początki były ciężkie, bo nie znałam się z dziewczynami, które przecież razem ze sobą się uczyły, mieszkały. Jednak aklimatyzacja była tylko kwestią czasu i wkrótce wszystkie różnice między nami zniknęły.

Co tak ogromny sukces odniesiony w młodym wieku zmienił w twoim postrzeganiu siatkówki?

Myślę, że przede wszystkim zaczęłam trochę bardziej wierzyć w to, że może jednak siatkówka nie będzie dla mnie „zabawą”, a sposobem na życie. Miałam nadzieję, że uda mi się na tyle wybić i osiągnąć taki poziom, aby móc dzięki siatkówce zarabiać na swoje utrzymanie. Bardzo bym chciała, aby to mi się udało. Zobaczyłam też, jak to wygląda w przypadku dziewczyn z innych krajów. Oczywiście było tam wiele dziewczyn lepszych ode mnie. My mając zespół, gdzie wprawdzie były zawodniczki o nieprzeciętnych umiejętnościach, jak Malwina Smarzek czy Magda Damaske, to jednak wygrałyśmy tym, że byłyśmy drużyną. Wtedy pomyślałam sobie, że nie zawsze trzeba być najlepszym, aby zwyciężać. Być może jest to troszkę kontrowersyjne, ale prawdziwe. (uśmiech) Wiele nauczyło mnie też to, że moja droga, aby w ogóle znaleźć się w składzie na mistrzostwa Europy, była naprawdę wyboista. Jako zawodniczka spoza SMS-u musiałam swoją wartość udowadniać podwójnie. Taka sytuacja pokazała mi, że kiedy ciężko się pracuje, nie odpuszcza i wierzy w siebie, można dużo osiągnąć.

W sezonie 2014/2015 zadebiutowałaś w Orlen Lidze. Jak zapamiętałaś to wydarzenie?

Powiem szczerze, że grając w Developresie Rzeszów, nie zapamiętałam tego debiutu najlepiej. Trudno jest mi powiedzieć, dlaczego tak się stało. Mam wrażenie, że dokonałam po prostu złego wyboru, powinnam w tym czasie zdecydować się na pewniejszy, stabilniejszy klub. Zespół z Podkarpacia wtedy dopiero awansował do Orlen Ligi, wtedy jeszcze zaczynał odnajdywać się w tej ekstraklasie. Ja miałam takie odczucie, że nie umiano do końca odpowiednio poprowadzić młodej zawodniczki, którą wtedy byłam. Teraz już pewnie wygląda to inaczej, jest to już kolejny sezon kiedy klub występuje w ekstraklasie, zaszły zmiany w sztabie szkoleniowym i składzie zespołu. To jest już zupełnie inny Developres niż ten, który ja pamiętam.

Czy już wtedy myślałaś o tym, że chciałabyś coś zmienić?

To była moja ostatnia klasa liceum, byłam tuż przed maturą. Dodatkowo grałam w zespole Młodej Ligi, istniało więc więcej czynników, które trzymały mnie w Rzeszowie. Natomiast możliwość gry w Orlen Lidze to był niespodziewany dodatek. Stwierdziłam więc, że czemu tego nie wykorzystać, nie spróbować swoich sił? Jednak tak jak mówię, patrząc z perspektywy czasu, uważam, że było to dla mnie za szybko.

Dlaczego dwa lata temu podjęłaś decyzję o tym, by wyjechać do USA?

Kiedy decydowałam się na wyjazd do Stanów Zjednoczonych, moim głównym celem było skończenie bardzo dobrych studiów w stolicy USA, w Waszyngtonie. Jeśli chodzi o siatkówkę, to nie miałam pewności, co mnie tutaj spotka. Wiedziałam, że być może poziom będzie troszeczkę niższy, że zniknę na jakiś czas z „rynku” polskiej siatkówki, ale jakoś się tego nie wystraszyłam. Trenuję, rozgrywam mecze, tak naprawdę robię wszystko to, co w Polsce, tylko że do tego dochodzi wyjątkowo dobra edukacja. Mogę studiować kierunek (finanse i księgowość – przyp. red.), który naprawdę mnie interesuje, a w Polsce nie zawsze możliwe jest idealne połączenie uprawiania sportu z nauką. 

Będąc w Stanach Zjednoczonych, jesteś na bieżąco z rozgrywkami Orlen Ligi?

Tak, śledzę cały czas to, co dzieje się w polskiej lidze. Nie ukrywam, że przecież będę chciała kiedyś wrócić do Polski i muszę wiedzieć, jaka jest sytuacja. (uśmiech)

Twój kierunek studiów i sport to dwa różne światy. Czy nie obawiasz się tego, że trudno będzie ci pogodzić jedno z drugim?

Nie obawiam się tego. Po studiach w USA będę chciała cały czas grać w siatkówkę. Myślę, że praca tak naprawdę mi nie ucieknie, ponieważ studiuję na tyle przyszłościowy kierunek, że zawsze będzie na niego zapotrzebowanie. Jedyne, co może mnie niepokoić, to fakt, że nauka księgowości w USA wiąże się z poznawaniem zasad obowiązujących właśnie na tym kontynencie. Dlatego przeprowadzka i chęć pracy w innym kraju sprawi, że na pewno będę musiała się jeszcze troszkę poduczyć.

Jesteś mniej więcej na półmetku swoich studiów. Myślałaś już o dalszych planach?

Pozostały mi jeszcze dwa lata studiów, chcę dokończyć je tutaj w Ameryce. Jestem zadowolona zarówno ze szkoły, jak i z możliwości gry w siatkówkę. Co dalej? Moje plany są bardzo elastyczne, można powiedzieć, że zmieniają się co „5 minut”. (uśmiech) Oczywiście pierwszą myślą jest powrót do Polski, ale wiem, że jeśli się na to zdecyduję, to istnieje duże prawdopodobieństwo, że tam już zostanę. Chciałabym jeszcze doświadczyć w życiu czegoś innego, nowego. Nie zamykam się na żadną alternatywę, próbuję być osobą bardzo otwartą na to, co przyniesie los. Jeżeli na przykład jakaś drużyna w Europie zaproponuje mi ofertę i ja będę widziała tam siebie jako zawodniczkę, to jak najbardziej mogłabym taką okazję wykorzystać. Nie chciałabym siedzieć na ławce, więc mój wybór padłby na klub, w którym miałabym możliwość grać jak najwięcej.

Myślę, że w Polsce niewielu ludzi ma obraz tego, jakie miejsce zajmuje siatkówka w USA. Mogłabyś przybliżyć czytelnikom to, jak wygląda jej popularność czy poziom?

Siatkówka jest w Stanach sportem bardzo popularnym, co ciekawe, w szczególności żeńska siatkówka. Ludzie chętnie przychodzą na nasze spotkania. Jest na przykład taki mecz, który nazywa się Bender Blue Out, na którym było w tym roku prawie 3000 ludzi. Ja jestem bardzo zadowolona z poziomu, który tutaj zastałam. W Stanach jest taki pewien rodzaj profesjonalizmu, którego nie doświadczyłam w Polsce. Bardzo polega się na samych zawodniczkach, oczekując od nich, że same do czegoś dojdą, wyciągną wnioski. Jest taka inna mentalność, ale myślę, że ma to swoje korzyści. Bardzo duża odpowiedzialność spoczywa na siatkarkach, oczekuje się od nich, że to one znajdą odpowiedzi na swoje pytania. Trenerzy oczywiście są po to, aby im pomóc, ale to zawodniczki mają rozwiązywać własne problemy. Pierwszym pytaniem, jakie słyszy zawodniczka, jest: „Jak myślisz, dlaczego tak się dzieje, co możesz zrobić, żeby było lepiej?”. Nie ukrywam, że przez pierwszy rok mojego pobytu w USA trudno było mi się do tego przyzwyczaić.

W Orlen Lidze gra kilka zawodniczek, które wcześniej występowały na parkietach ligi akademickiej w USA. Z kolei ty podjęłaś odwrotną decyzję. Jest więcej takich dziewczyn, które opuszczają swój kraj na rzecz lepszej edukacji?

Naprawdę wiele dziewczyn przyjeżdża tutaj na studia. Są to te odważniejsze osoby, które nie boją się troszkę bardziej zaryzykować. Można znaleźć ludzi praktycznie z każdego kontynentu, państwa na świecie. Nawet u nas w drużynie są aż trzy Polki. Patrząc na cały „mój” uniwersytet, American University, to jest on taki bardzo międzynarodowy. Są z nami dziewczyny z Macedonii, w zeszłym roku były też dwie Czeszki, uczyły się tutaj Albanki, Hiszpanki… Jest to taki pewnego rodzaju wielki kocioł kulturowy.

Zostałyście mistrzyniami Patriot League, a ty z kolei otrzymałaś między innymi nagrodę dla zawodniczki sezonu tej konferencji. Cały sezon możesz więc uznać za bardzo udany, choć nie obyło się bez problemów kadrowych…

Cały sezon skończył się dla mnie rzeczywiście bardzo dobrze. Sezon trwa tutaj tylko od sierpnia do grudnia, więc dużo krócej niż w Polsce. Za to często gramy trzy mecze w tygodniu, jest więc większa intensywność rozgrywania pojedynków. Rzeczywiście miałyśmy bardzo duże problemy kadrowe. W pewnym momencie nawet libero musiała wejść na końcówkę seta do pierwszej linii. Miałyśmy do dyspozycji tylko 6 zawodniczek, z libero włącznie. Były mecze szalone (uśmiech), nie wiedziałyśmy nawet, czy uda nam się uzbierać wystarczającą ilość dziewczyn, aby je rozegrać. Pomogła nam ta inna mentalność, o której mówiłam wcześniej. Trenerzy mówili nam, że niezależnie od tego, co się stanie, my jesteśmy tu po to, aby robić swoje i nie martwić się niczym. Dzięki temu jakoś to wyszło i wygrałyśmy Patriot League. Jestem dumna z całej drużyny, bo przetrwałyśmy chyba najtrudniejszy sezon, jaki kiedykolwiek miałam w swojej karierze.

Znalazłaś się również na liście najlepszych zawodniczek całych rozgrywek NCAA. Co to oznacza w praktyce?

Na końcu roku, kiedy odbywa się coś w rodzaju Final Four, gdzie grają cztery najlepsze drużyny, ogłaszana jest lista najlepszych zawodniczek w całym kraju. Mnie udało się na niej znaleźć, jest to grupa 111 dziewczyn, które są wybierane przez trenerów wszystkich drużyn i organizatorów imprez na podstawie statystyk i osiągnięć zespołów. Dla mnie jest to naprawdę duże wyróżnienie. W Stanach Zjednoczonych są 3 dywizje, z których każda podzielona jest na konferencje, gdzie znajduje się zwykle kilkanaście ekip. Mój zespół znajduje się w pierwszej dywizji. Aby awansować do turnieju NCAA, trzeba wygrać swoją konferencję. Nam się to udało, niestety później już w turnieju NCAA poległyśmy dość szybko. Na swoje małe usprawiedliwienie powiem, że miałyśmy w tym roku bardzo młodą drużynę. Ja będąc na drugim roku studiów, byłam najstarszą siatkarką w zespole, a to się zbyt często nie zdarza.

Twój drugi sezon w lidze amerykańskiej dobiegł już końca. Masz już więc obraz tego, czym charakteryzują się treningi w USA. Jak wyglądają przygotowania do kolejnego sezonu?

Jeśli chodzi o tę najbliższą przyszłość, to my już od stycznia zaczęłyśmy trenować do następnego sezonu. Są to takie treningi sam na sam z trenerem, gdzie szkolimy elementy techniczne, ale też przede wszystkim mamy bardzo dużo treningu siłowego. Mam wrażenie, że to, czym różni się w dużej mierze siatkówka polska od amerykańskiej, to fizyczność. Siła fizyczna odgrywa tutaj podstawową rolę, jest to wręcz od nas oczekiwane, abyśmy były silnymi dziewczynami, skaczącymi wysoko i bardzo mocno atakowały. Wydaje mi się, że stawia się to ponad taktykę i umiejętności techniczne. Biorąc pod uwagę populację, jaka jest w Ameryce, trenerzy mogą sobie pozwolić na to, aby być wybrednym i wybierać tylko te dziewczyny, które są wysokie, silne i bardzo sprawne.

Miałaś problem z przestawieniem się na inny styl życia, jaki prezentują Amerykanie, czy choćby zaakceptowanie innych zwyczajów żywieniowych?

Do tej pory chyba jeszcze się nie przestawiłam. (uśmiech) Tylko przez pierwszy miesiąc pobytu w Stanach byłam zachwycona tym, co jest dookoła mnie. Potem zaczęłam sobie uświadamiać, że tak naprawdę będę musiała to znosić przez następne kilka miesięcy, zanim wrócę na jakiś czas do domu. Jeśli chodzi o jedzenie, to nie ma porównania, jest to niebo i ziemia. Sam styl życia też jest zupełnie inny. Przyznam szczerze, że na początku troszkę mnie to denerwowało, że każda napotkana osoba jest tutaj uśmiechnięta, pyta się „jak się czujesz?”, a wiedziałam, że tak naprawdę tej osoby nawet nie obchodziła faktyczna odpowiedź. (uśmiech) Taki jest tu zwyczaj i choć może się to wydawać irytujące, to teraz już przejęłam to optymistyczne podejście, jakie mają Amerykanie i myślę, że jest to tylko z korzyścią dla mnie.

Jakie jest twoje największe marzenie jako sportowca?

Myślę, że moim największym marzeniem jako sportowca jest, aby mieć długą karierę, która pozwoli mi wieść spokojne życie. Chciałabym uprawiać siatkówkę tak długo, jak mi zdrowie pozwoli, być na tyle dobra w tym, co robię, aby móc z tego żyć. Myślę, że reszta sukcesów pojawi się po drodze.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, ligi zagraniczne, siatkówka światowa

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2017-02-03

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved