Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Publicystyka > Wywiady > Skazane na sukces: Jagoda Maternia

Skazane na sukces: Jagoda Maternia

W tym tygodniu w poszukiwaniu talentów przenosimy się do Bydgoszczy, bo to właśnie w klubie z tego zasłużonego dla rozwoju polskiej siatkówki miasta występuje kolejna bohaterka naszego cyklu. Ten sezon był dla niej wyjątkowy, bo miała okazję zadebiutować w Orlen Lidze. –  To była dla mnie radość nie do opisania, spełnienie jednego z marzeń, czego zupełnie się nie spodziewałam. Wiadomo, że jeśli ktoś zaczyna grać w siatkówkę i myśli o tym poważnie, to chciałby to robić na jak najwyższym poziomie i tak samo jest ze mną – opisuje swoje wrażenia z pierwszych występów w najwyższej klasie rozgrywkowej 19-letnia przyjmująca Pałacu Bydgoszcz, Jagoda Maternia.

Gdzie zaczęła się twoja siatkarska kariera i gdzie po raz pierwszy złapałaś siatkarskiego „bakcyla”?

Jagoda Maternia: Pochodzę z Krasnego, miejscowości spod Rzeszowa. Można powiedzieć, że wybór siatkówki to był w jakimś stopniu przypadek, bo to moja kuzynka zaszczepiła mi tę pasję. Powiedziała, żebym przyszła na trening do miejscowego klubu i tak się zaczęła moja przygoda z tym sportem.



Później występowałaś w II ligowym klubie w Jarosławiu. Jakie czynniki zadecydowały o tym, że teraz możemy oglądać cię w barwach Pałacu Bydgoszcz?

– Szukałam przede wszystkim możliwości rozwoju, by w tym ostatnim roku moich występów w juniorkach móc się jeszcze dużo nauczyć. Pałac jest klubem znanym z bardzo dobrej pracy z siatkarkami w kategoriach młodzieżowych, może pochwalić się wieloma osiągnięciami. Pomyślałam, że to będzie dobry krok, by właśnie tam kontynuować karierę.

Gra w Bydgoszczy to zmiana nie tylko środowiska, ale też awans sportowy. Jak teraz, z perspektywy czasu, oceniasz tę decyzję?

– Przede wszystkim Bydgoszcz jest położona bardzo daleko od mojego rodzinnego miasta. Stwierdziłam jednak, że warto podjąć taką decyzję, spróbować. Zobaczymy, jak będzie dalej, ale na razie jestem bardzo zadowolona, że się tutaj znalazłam.

Sezon rozpoczęłaś, grając w juniorkach i Młodej Lidze. Z czasem jednak zapracowałaś sobie na większe zaufanie trenera Adama Grabowskiego. Jaka była twoja reakcja, gdy mniej więcej w połowie sezonu dowiedziałaś się, że zadebiutujesz na parkietach Orlen Ligi?

– To była dla mnie radość nie do opisania, spełnienie jednego z marzeń, czego zupełnie się nie spodziewałam. Wiadomo, że jeśli ktoś zaczyna grać w siatkówkę i myśli o tym poważnie, to chciałby to robić na jak najwyższym poziomie i tak samo jest ze mną. U nas w kraju zajść wyżej niż Orlen Liga już się nie da. Ogromnie się ucieszyłam, gdy się dowiedziałam, że będę miała okazję wyjść na boisko w ekstraklasie i byłam zaskoczona, że to stało się tak szybko.

Zwykle to pierwsze wyjście na boisko w „szóstce” wiąże się z ogromnym stresem. Opracowałaś już jakąś receptę, by go zniwelować?

– To było dla mnie ogromne przeżycie. Pokazanie się przed szerszą publicznością, zupełnie inna ranga rozgrywek niż to, z czym wcześniej miałam do czynienia w juniorkach czy w II lidze. Myślę jednak, że jakoś udało mi się zepchnąć to na drugi plan, skoncentrować na swoim zadaniu. Co do sposobu na stres…. Wydaje mi się, że wiele zależy od rangi meczu. Kiedy w juniorkach grałyśmy o medal mistrzostw Polski, to stawka była tak wysoka, że wydaje mi się, że nie dało się uniknąć tych emocji, ja przynajmniej wspomnianego sposobu nie mam.

W zespole juniorskim występujesz na przyjęciu, a w Orlen Lidze często odpowiadasz za atak zespołu. Na której pozycji odnajdujesz się lepiej? Co jest twoją mocniejszą stroną?

– Ogólnie wydaje mi się, że jestem taką dość uniwersalną zawodniczką. Tak się ułożyło, że nigdy nie zagrałam całego sezonu tylko na jednej pozycji. Zmieniałam swoją rolę na boisku, raz byłam potrzebna na ataku, raz w roli przyjmującej. Jestem nominalną przyjmującą, ale nigdy nie miałam trudności, by odnaleźć się też w ataku. Czasami kiedy ta zagrywka jest mocniejsza, to myślę, że mam jeszcze wiele do poprawy w przyjęciu. (uśmiech) Być może dlatego ten atak mi troszkę bardziej „leży”.

Podczas finałów mistrzostw Polski juniorek trzykrotnie rozgrywałyście tie-breaka i to także w tych najważniejszych meczach, decydujących o medale. Trudno nie odnieść wrażenia, że to był dla was bardzo pechowy turniej, bo ostatecznie zajęłyście 4. miejsce…

– Naprawdę, bardzo trudno jest mi cokolwiek powiedzieć na ten temat. Szczególnie że patrząc na wyniki tych tie-breaków, to również ta różnica nie była wyraźna. Na początku każdego z tych meczów wszystko szło tak, jak byśmy chciały. Wygrywałyśmy, skłamałabym mówiąc, że gładko, ale dość wyraźnie i być może trochę zbyt szybko uwierzyłyśmy w to zwycięstwo.

Jak udawało ci się pogodzić treningi, grając zarówno w pierwszym zespole, jak i w kategorii juniorek?

– Gdy przyszedł czas najważniejszych meczów dla juniorek, to wtedy trenowałam z tym zespołem. Kiedy musiałam być na treningach w pierwszym zespole, to ćwiczyłam ze starszymi koleżankami, ale gdy zbliżał się okres centralnych rozgrywek i finałów.

Kiedy akurat masz chwilę dla siebie, jak najczęściej spędzasz swój wolny czas?

– Chyba nie było jeszcze w tym roku takiego okresu, żebym miała tego czasu jakoś więcej. (uśmiech) Na razie skupiam się głównie na nauce, bo zbliża się matura. Poza tym staram się jak najwięcej tego czasu spędzać z rodziną, bo ze względu na to, że jestem dość daleko od domu, to nie mogę zbyt często go odwiedzać.

Jak powiedziałaś, jedno z twoich marzeń już się spełniło. W kolejce czekają kolejne cele do zrealizowania?

– Tak, oczywiście. Myślę, że takim największym marzeniem, jak każdej zawodniczki, jest gra w kadrze narodowej. Zobaczymy, jedno z nich, czyli gra w Orlen Lidze, się spełniło i z tego jestem przeszczęśliwa. Na pewno teraz najważniejsze jest, by wygrać z legionowiankami i zdobyć to 9. miejsce.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, Wywiady

Tagi przypisane do artykułu:
, , ,

Więcej artykułów z dnia :
2016-04-29

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved