Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > ligi zagraniczne > Siatkówka na końcu świata: Finlandia z Oskarem Kaczmarczykiem

Siatkówka na końcu świata: Finlandia z Oskarem Kaczmarczykiem

fot. Klaudia Piwowarczyk

Oskar Kaczmarczyk został członkiem sztabu fińskiej reprezentacji w 2018 roku. – To w ogóle stało się całkowicie przypadkowo – mówi sam zainteresowany. Były asystent kadry Suomi dla ,,Strefy Siatkówki” opowiedział m.in. o największych problemach fińskiej siatkówki, materiale na fińskiego Michała Kubiaka, oraz o tym czy Tuomas Sammelvuo ma szanse poradzić sobie jako pierwszy trener Rosjan.

Jak to się stało, że znalazł się pan w sztabie kadry Finlandii? Czy to była decyzja trenera Sammelvuo, a może fiński związek maczał w tym palce?



Oskar Kaczmarczyk: Nie, to w ogóle stało się całkowicie przypadkowo. Byłem na wakacjach, zadzwonił do mnie Kamil Sołoducha, który pracował jako statystyk w tej reprezentacji bodaj od 2012 roku. Jemu urodziła się córka, więc potrzebował w trybie pilnym zastępcy, ponieważ musiał wrócić do domu. Zanim Kamil poszedł do trenera Sammelvuo to najpierw rozwiązał sprawę ze mną. Po prostu zapytał się czy jestem gotowy to przejąć. Praktycznie z godziny na godzinę spakowałem się, przyleciałem do Helsinek i tak już zostałem. Kamil wrócił na swoje miejsce, a ja zostałem w sztabie już jako asystent trenera.

Czy te mistrzostwa świata były udane dla Finlandii? Niby zajęliście niższe miejsce niż na mundialu w Polsce, ale znaleźliście się w najlepszej szesnastce…

W Finlandii uznano to za największy sukces w ostatnich latach, nie wiem czy nawet nie za największy sukces reprezentacyjny. Już kilkakrotnie w wywiadach powiedziałem, że my, Polacy, patrzymy trochę w innych kategoriach. Dla nas wejście do drugiej rundy na siatkarskim mundialu jest raczej obligatoryjne, dla Finlandii to naprawdę ogromny sukces. Już sama kwalifikacja na taki turniej jest postrzegana w kategoriach sukcesu. Każdy kraj ma swoje priorytety i dla całego związku ten awans był dużą sprawą. Rywale znajdowali się jak najbardziej w zasięgu, bo walczyliśmy z Kubańczykami i z Portorykańczykami, ale też łatwo nie było. Trzeba pamiętać, że fińska siatkówka przechodzi taką zmianę pokoleniową i to też nie tak łatwo poszło. To jak ważny dla Finów był ten awans pokazuje to, że decydujący mecz z Portoryko oglądało 700 tysięcy osób w szczytowym momencie. Dla kraju, który ma 5,5 mln mieszkańców to ogromny wynik, ludzie tym żyli.

Jak się patrzy na skład kadry Finlandii rzuca się brak ofensywnego przyjmującego…

Wiadomo, że siatkówka w tym kraju nie jest sportem numer jeden, ani nawet numer dwa. Sama kultura fizyczna jest dla nich bardzo ważna natomiast  siatkówka z pewnością nie jest dla nich najważniejsza. Finowie mają problemy z materiałem ludzkim. Wiadomo, że to nie wygląda tak, że jak przyjdzie dwumetrowy zawodnik, to on już jest materiałem do grania na światowym poziomie. Z tych 5, 10, 12 może nawet 15 chłopaków, którzy mają potencjał fizyczny, może jeden czy dwóch wyrośnie na takiego zdolnego zawodnika. Rzeczywiście, na przyjęciu jest mnóstwo młodych, ciekawych zawodników, ale to siatkarze po 189-190 centymetrów wzrostu. Siatkówka poszła bardzo mocno do przodu. Uśmiechnąłem się na to pytanie, bo na to też zwracam uwagę w projekcie dla fińskiej federacji, który przygotowuję, że potrzeba przynajmniej dwóch wysokich, ofensywnych przyjmujących. Zespół grając niskimi skrzydłowymi ciągle spycha się do defensywy.

W kadrze Finlandii na siatkarski mundial znalazło się dwóch bardzo młodych zawodników, zresztą z mojego rocznika, 1999. Czy to efekt dziury pokoleniowej czy też wielkiego talentu?

Jest dwóch zawodników z tego rocznika Niko Suihkonen oraz Niklas Breilin, libero. Finlandia podąża według pewnych strategii. To nie wynika z dziury pokoleniowej tylko z tego, że tam ciągle jest wymiana pokoleniowa. Ci lepsi, którzy dochodzą do 30-32 lat i wiedzą, że ich kariera powoli się kończy zostają lekko odsunięci na bok, żeby dać szansę młodym. To było związane też z kontuzjami, bo kilka mieliśmy w trakcie sezonu. Tych dwóch chłopaków, przede wszystkim Niklas Breilin to niesamowity talent, który ma szansę być gwiazdą światowego formatu. Im szybciej wyjedzie z Finlandii pograć gdzieś w Europie tym zwiększą się szanse. Reprezentacja Finlandii juniorów ma wyższych zawodników, natomiast ci już byli gotowi do tego, żeby grać na arenie międzynarodowej w rozgrywkach seniorskich.

Bardzo dużo młodych zawodników gra w lidze fińskiej. Czy to przez wzrost poziomu tej ligi czy to też wstęp do ogrywania się i przymiarka do wyjazdu w świat?

Kolejny bardzo złożony problem. Jest tylko pięciu zawodników grających w lepszych ligach, bo są też tacy, którzy grają np. w lidze estońskiej. Wiąże się on między innymi z warunkami fizycznymi. Dla przykładu: mamy takiego zawodnika, nazywa się Antti Ronkainen, ma 23 lata i jest  niesamowitym zawodnikiem przypominającym mi trochę Michała Kubiaka dziesięć lat temu, wchodzącego na rynek seniorski. Nikt go nie chce, bo jest zbyt mały. Ciężko jest im się przebić, to nie tak, że Finowie siedzą u siebie w kraju, ponieważ fińska liga jest super. Rozgrywki są okej, ale mają wiele braków i na pewno dla tych chłopaków dobrze by było, żeby chociaż ci najlepsi, nawet dla zmiany klimatu pograli trochę więcej w ligach takich jak: francuska, niemiecka, gdzie trochę się więcej pracuje i poziom jest wyższy. Problem polega na tym, że ciężko się sprzedać. Antti wszedł do tej reprezentacji w sierpniu zeszłego roku. Liga fińska to nie miejsce, gdzie się szuka talentów do tych lepszych rozgrywek, to też problem siatkówki w tym kraju. Jeżeli chcą zrobić krok do przodu, to będą potrzebowali wysłać zawodników do lepszych krajów, zespołów, a równolegle muszą pracować nad wzrostem poziomu ligi.

W ostatnich dwóch latach dwa fińskie zespoły występowały w Lidze Mistrzów, w ubiegłym sezonie była to męska VaLePa, a w tym żeńska Hämeenlinna. To też może być przyczynek do tego, że fińska siatkówka ligowa zacznie się przebijać do świadomości niektórych agentów, menadżerów…

To będzie trudne porównanie i być może nie do końca trafne, ale fińska siatkówka jest na poziomie  polskiej piętnaście lat temu. Ta dyscyplina ma dużą popularność, ludzie zaczynają chodzić na mecze. Oglądam bardzo dużo ligi fińskiej i na praktycznie każdym spotkaniu trybuny są zapełnione, także na meczach żeńskiej siatkówki. Kultura fińska polega na tym, że ludzie chodzą na sale, bo chcą zobaczyć dobry sport. Projekt, który tamtejsza federacja zaproponowała, działa. Wiadomo, że to zawsze kwestia pieniędzy, zbudowania dobrego systemu wyszukiwania potencjału ludzkiego, który tam jest nie za duży. Takie pojedyncze sukcesy, jak wejście VaLePy w zeszłym sezonie czy Hämeenlinny w tym roku wskazuje na to, że ten progres następuje. Reprezentacja kobiet w zeszłym sezonie awansowała na mistrzostwa Europy po raz pierwszy od 30 lat. To się zbiegło trochę z rozszerzeniem rozgrywek, ale 30 lat potrzebowały na to i ten awans był określany jako wielki sukces.

Finki nie miały wcale łatwego zadania w tych eliminacjach. Mierzyły się z Czeszkami, które grały praktycznie zawsze na tym turnieju przy 16 zespołach, Szwedkami z Isabelle Haak czy też rewelacyjnymi Estonkami, które obok Finek wyszły właśnie z tej grupy…

Dlatego w tym kraju bardzo się z tego cieszą. Po pierwsze, to historyczny sukces, po drugie w każdym sporcie jest tak, że jeśli ma się kontakt z czołówką, to szybciej się rozwija. Jeśli cały okres wakacyjny grasz z zespołami słabszymi od siebie to ciężko się rozwinąć. Im więcej takich kontaktów z lepszymi to tym progres jest szybszy. Już rozmawialiśmy o tym czynniku, dużo więcej dziewczyn wyjechało z kraju. Mają 7-8 zawodniczek w takich dość mocnych ligach. Niedawno komentowałem Allianz MTV Stuttgart w Lidze Mistrzów i tam też gra libero (Roosa Koskelo przyp. red.), więc to się wszystko gdzieś zazębia i ten projekt się rozwija. Potrzeba jednak czasu.

Ta siatkówka męska była zawsze bardziej popularna od żeńskiej w Finlandii. Zauważyłem taki ciekawy pomysł na promocję meczów kadry. Te pojedynki były rozgrywane w jednym dniu, w tej samej hali. Jak bardzo to pomogło?

Ja mogłem to zobaczyć na własne oczy, kiedy Finki podejmowały Szwedki, wygrana w tym pojedynku dawała im awans do mistrzostw Europy i tak właśnie było, że najpierw dziewczyny grały, a później my. Wiadomo, że w Finlandii trzeba się przebić przez hokej i trzeba stosować jakieś zabiegi marketingowe, żeby zatrzymać ludzi na tej hali. To specyficzny kraj, jest tam zimno przez bardzo długi okres, więc ludzie szukają rozrywki w zamkniętych pomieszczeniach. Oczywiście oni uwielbiają jeździć na nartach, ale rozrywka pod dachem jak podwójny mecz jest świetnie odbierana. To się też bierze z tego klimatu, który tam jest i to działa. Finał Ligi Mistrzów też tak będzie zrobiony, że najpierw rozegrany zostanie mecz żeński, później będzie mecz męski. Nie widziałem jednak, żeby ligowe spotkania były tak łączone, bo te zespoły są w różnych miastach, ale też tak tego nie śledzę, czytam, ponieważ język jest jednak bardzo trudny.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, ligi zagraniczne, siatkówka światowa

Tagi przypisane do artykułu:
, , ,

Więcej artykułów z dnia :
2019-03-25

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2019 Strefa Siatkówki All rights reserved