Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Publicystyka > Cykle > Siatkówka na końcu świata: Estonia z Gheorghe Cretu

Siatkówka na końcu świata: Estonia z Gheorghe Cretu

fot. Sylwia Lis

Estonia to niewielki kraj mający ok. 1,3 mln mieszkańców. W ostatnich latach w tym państwie zaczęło się dziać dużo wokół siatkówki, kibice oszaleli wręcz na punkcie tego sportu. O tym, od czego to wszystko się zaczęło, o wsparciu fanów oraz o ostatnich kilku latach w Estonii porozmawialiśmy z trenerem tej kadry Gheorghe Cretu. Co drugi wtorek w naszym nowym cyklu „Siatkówka na końcu świata” będziemy odkrywać kolejne państwa.

Dlaczego zdecydował się pan na pracę w Estonii?



Gheorghe Cretu: – Głównym z powodów był jeden z moich poprzednich podopiecznych, Kert Toobal, który grał w Olsztynie, gdy prowadziłem tę drużynę. Pamiętał czas, który spędziliśmy w tym mieście i kiedy nadarzyła się okazja, natychmiastowo ją przyjąłem, ponieważ to długoterminowy projekt z dużą liczbą młodych siatkarzy. Celem było zbudowanie drużyny i zakwalifikowanie się na mistrzostwa Europy 2015 właśnie z tymi zawodnikami. To również dla mnie pozytywne i ciekawe doświadczenie, zaangażowałem się w długoterminowy projekt.

Rzadko możemy zobaczyć tak siatkarsko zakręcone kraje jak Estonia. Macie ogromne wsparcie kibiców, w pamięć zapadł mi obrazek z meczu rozgrywanego w Rydze, zdecydowaną większość na trybunach stanowili tam wasi fani, a nie Łotysze…

Ten sukces to zasługa tych zawodników. Grają z sercem, wkładają w mecze dużo emocji. Kibice pokazali, że siatkówka odgrywa bardzo ważną rolę w tym kraju i ludzie będą wspierać ich w każdym miejscu na świecie. Również w ubiegłym roku podczas mistrzostw Europy rozgrywanych w Polsce było podobnie. Estońscy siatkarze zasługują na taki doping.

Macie także duże wsparcie mediów, z czego to wynika?

Sądzę, że wynika to z faktu rozpoczęcia budowy zespołu na nowo, ponieważ poprzednie pokolenie zakończyło karierę. Dziennikarze widzieli, jak ta drużyna nabierała jakości z meczu na mecz, jak gracze rozwijali się w interesujących klubach. Liczba zawodników grających poza Estonią wzrosła diametralnie, kiedy objąłem kadrę w innych ligach mogliśmy oglądać czterech, może pięciu siatkarzy, a teraz jest ich więcej niż dwudziestu.

Czy po tych dobrych wynikach w ostatnich latach pojawiło się więcej sponsorów w estońskiej siatkówce?

Niestety nie, to wciąż jest rzecz, o którą musimy walczyć. To mały kraj, bardzo ciężko otrzymać pieniądze i jakieś specjalne traktowanie. Jednakże rząd estoński mocno nas wspiera, zapewnia dobre warunki do przygotowań przez cały sezon reprezentacyjny. W tym roku po raz pierwszy dostałem okazję do włączenia do tego naszej kadry B.

Podczas mistrzostw Europy w 2015 roku byliście w świetnej formie, w meczu o ćwierćfinał przez długi czas prezentowaliście się lepiej od Serbów, jednak to ostatecznie rywale zwyciężyli po tie-breaku. Czego wtedy zabrakło Estonii?

Graliśmy na tego rodzaju turnieju z Serbami dwukrotnie, zarówno w 2015, jak i w 2017 roku byliśmy bardzo blisko. Być może nie nadszedł jeszcze na to czas?

Po zwycięstwie w Lidze Europejskiej w 2016 roku rok później graliście w III dywizji Ligi Światowej. Wygraliście ją, jednak na skutek zmiany systemu rozgrywek już nie macie okazji walczyć z drużynami z całego świata…

W tym roku ponownie wygraliśmy Ligę Europejską, niewiele nam brakowało do awansu do finału w Challenger Cup. To daje nam dużo pewności siebie, gracze są gotowi zmierzyć się z wszystkimi przeciwnikami. Niestety przez zmianę systemu nie mogliśmy zagrać w II dywizji Ligi Światowej. Jesteśmy jednak zbyt małą federacją, żeby decydować o takich rzeczach. Słowenia pomimo wygranej na zapleczu elity też nie mogła wziąć udziału w tegorocznej Lidze Narodów.

Również w kwalifikacjach do tegorocznego siatkarskiego mundialu niewiele wam zabrakło…

Z Belgią walczyliśmy praktycznie wtedy w finale. Właściwie wcześniejszy mecz z Niemcami się nie liczył, przegraliśmy 2:3, ale to ostatnie spotkanie było najważniejsze. Podopieczni Vitala Heynena pokonali nas wtedy 3:1, to był bardzo wyrównany mecz.

Ogromne zamieszanie mamy również z kwalifikacjami do igrzysk olimpijskich w 2020 roku. Był nawet pomysł, że najlepsza drużyna z mistrzostw Europy otrzyma bilet do Tokio. Czy w tym upatrywaliście swojej szansy?

Zabrakło nam jednego punktu do dostania się do kwalifikacji interkontynentalnych. Jednakże jestem dumny z tego, że według rankingu jesteśmy na 26. pozycji. Wyobraź sobie, startowaliśmy z piątej dziesiątki, a teraz jesteśmy tak wysoko. To naprawdę ogromny wynik i osiągnięcie dla Estonii.

Jakie według pana jest największe zadanie, jakie stoi przez estońską siatkówką?

Sądzę, że jest to zajęcie miejsca w pierwszej dziesiątce na mistrzostwach Europy i dostanie szansy grania w kwalifikacjach do igrzysk olimpijskich w Tokio, w tej drugiej, kontynentalnej części.

Czy widzi pan dużo utalentowanej młodzieży, która w przyszłości mogłaby zastąpić obecnych zawodników?

Wszyscy młodzi gracze dostają duże wsparcie od nas, od federacji, od starszych siatkarzy. Chcemy ich zintegrować z drużyną, mamy nadzieję, że wykorzystają szansę i w niedalekiej przyszłości będą grać w czołowych europejskich klubach.

Wasza drużyna do lat 17 również spisuje się znakomicie, zajęła ona niedawno drugie miejsce w rozgrywkach EEVZA…

– Na pewno mogą pomóc drużynie. Ci chłopcy mają taką przewagę, że w trakcie sezonu grają również w lidze i prawdopodobnie to jest przyczyna tak szybkiego siatkarskiego dojrzewania.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, Cykle, siatkówka światowa

Tagi przypisane do artykułu:
, , ,

Więcej artykułów z dnia :
2018-12-11

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2019 Strefa Siatkówki All rights reserved