Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Publicystyka > Felietony > W siatkówce nie pamięta się o zawodnikach

W siatkówce nie pamięta się o zawodnikach

fot. Klaudia Piwowarczyk

To twierdzenie wydaje się być całkiem paradoksalne. Kto bowiem w sporcie może być ważniejszy od zawodników tę dyscyplinę uprawiających? Siatkówka wiele razy udowodniła, że jest wyjątkowa w pozytywnym, jak i tym negatywnym znaczeniu. Brak pamięci o sportowcach może się jednak kiedyś źle skończyć.

Nie od dzisiaj wiadomo, że siatkarze i siatkarki są bardzo mocno eksploatowani. Napięty do granic możliwości kalendarz reprezentacyjny czy też tendencja do ciągłego powiększania lig są obecne w tym sporcie nie od dzisiaj. Wprowadzone w ubiegłym roku rozgrywki Ligi Narodów zdają się potwierdzać tę tezę. 15 meczów w przeciągu pięciu tygodni? Żaden problem. Podróże do Japonii, Stanów Zjednoczonych i Australii, a w przypadku kobiet USA, Chin i Holandii. Któż nie chciałby się wybrać na takie wycieczki (i to jeszcze za darmo!). Problem w tym, że odbija się to na poziomie meczów, a przede wszystkim na zdrowiu sportowców. Powoli dochodzimy do progu absurdu, w którym siatkarze albo będą ciągle kontuzjowani, albo odmówią występu w narodowych barwach.



Kolejnym „cudownym” pomysłem włodarzy jest zorganizowanie turniejów mistrzostw Europy w 2021 roku w aż 16 (!) krajach. Jak miałoby się to odbywać? Jakie koszty stwarzają np. ciągłe podróże samolotowe? A jak to się odbije na zdrowiu siatkarzy? O tym nikt oczywiście nie pomyślał, ponieważ ważniejsze są pieniądze, których ma być więcej. A wcale tak nie będzie. Mecz Anglików z Polakami np. w Londynie raczej nie przyciągnie Wyspiarzy do hali. Zapełni się ona głównie naszymi rodakami pracującymi na obczyźnie. Podobnie będzie w wypadku ewentualnego meczu Dunek z Polkami w Kopenhadze. A rynek angielski i duński pozostaną tak samo nietknięte, jak były. Jeśli chcemy organizować turnieje w nowych krajach (a chcemy, wszystkie imprezy nie mogą być w Polsce, Włoszech i Rosji), to może wystarczy zmniejszyć opłaty za prawa do organizacji turnieju? Federacji z małych państw, ale także tych większych, w których siatkówka nie jest aż tak popularna, po prostu na to nie stać. Dobrym przykładem jest turniej kwalifikacyjny do igrzysk olimpijskich w Tokio, który podobno kosztuje aż pół miliona dolarów. Podejrzewam, że federacje z Finlandii, Słowenii czy Portoryko wolą zainwestować takie pieniądze w szkolenie młodzieży niż organizację trzydniowej imprezy.

Nikt z nas nie chce, a już z pewnością nie powinien pracować za darmo. Jednak problem z terminowymi płatnościami nie jest obcy dużej części zawodników. Profesjonalni siatkarze narażają swoje zdrowie nie tylko dla frajdy, ale także po to, żeby zapewnić sobie utrzymanie. Każdy chce zarobić możliwie jak najwięcej, bowiem generalnie w sporcie tylko nieliczni kontynuują swoje kariery, gdy mają więcej niż 40 lat. Włodarze ligi lubią przymykać oko na zespoły, które nie płacą lub robią to z dużym opóźnieniem. To wszystko odbija się na zdrowiu i psychice siatkarzy, ale także na poziomie meczów. Powinno się to zmienić, bowiem ciekawsze mecze przyciągają ludzi, sponsorów i pieniądze do sportu. Szefostwo niektórych drużyn powinno sobie przypomnieć, że z niewolnika nie ma pracownika. Wynikiem tego typu działań jest coraz więcej siatkarzy i siatkarek, które zmienią zespoły w trakcie sezonu. Może lepiej budować klub z troszkę słabszymi zawodnikami, ale jednak sprawnie funkcjonujący?

Czarę goryczy przelało jednak wydarzenie związanie z Galą Siatkarskich Plusów. Nie zostały zaproszone dwie bardzo zasłużone panie dla polskiej kobiecej siatkówki: Katarzyna Gajgał-Anioł i Joanna Wołosz. Nawet mniej związanym z tym sportem osobom specjalnie nie trzeba tych zawodniczek przedstawiać. Jednak dla przypomnienia to zrobię. Pierwsza z pań to ośmiokrotna mistrzyni Polski, zdobywczyni Pucharu CEV i brązowa medalistka mistrzostw Europy w 2009 roku. Druga to obecnie jedna z najlepszych rozgrywających na świecie, na swoim koncie ma m.in. triumf w Lidze Mistrzyń i srebro igrzysk europejskich. Można sądzić, że takie osoby powinny z automatu dostać zaproszenie. Jednak tak się nie stało. A takich zawodników może być więcej, ponieważ prawdopodobnie nie każdy podzielił się tego typu informacją. Dziwnym trafem nie zabrakło z kolei miejsca dla wielu działaczy siatkówki.

Jaka może być recepta na problemy? Chyba już nie można mieć nadziei, że duża część siatkarskich włodarzy pójdzie po rozum do głowy i zacznie myśleć o zawodnikach. To przecież dzięki sportowcom i ludziom ich wspierających mają oni pracę w związkach. Jednak zdają się oni tego nie zauważać. W opinii wielu osób, także i mojej, siatkarze oraz trenerzy powinni usiąść przy stole i założyć związek zawodowy. W końcu historia na świecie, a zwłaszcza w naszym kraju pokazuje, że takie organizacje potrafią zmieniać istniejący porządek.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, Felietony

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2019-01-14

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2019 Strefa Siatkówki All rights reserved