Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > S. Oliva: Jesteśmy gotowi grać do końca w składzie, który teraz mamy

S. Oliva: Jesteśmy gotowi grać do końca w składzie, który teraz mamy

W piątek Jastrzębski Węgiel nie bez kłopotów pokonał MKS Będzin. Mimo tego goście bardzo cieszyli się z trzech zdobytych punktów – Uświadomienie sobie, że możemy w lidze dokonać czegoś wielkiego, bardzo spoiło naszą drużynę. Chcemy zrealizować nasze plany – powiedział po spotkaniu  lider jastrzębian, Salvador Oliva.

Piątkowe spotkanie było meczem, który rozróżnił chłopców od mężczyzn. Walka była bardzo zacięta, opierała się w dużej mierze na agresywnej zagrywce. Co takiego jest w MKS-ie Będzin, że mimo tego, że jest niżej notowany, już drugi raz sprawił wam wiele kłopotów?



Salvador Oliva: – Dokładnie, to był mecz, który odróżnił chłopców od mężczyzn. Nie ulega wątpliwości, że samo występowanie w PlusLidze jest bardzo dużym wyzwaniem bez względu na to, w którym zespole się gra. MKS Będzin potrafił pokonać nas w Jastrzębiu-Zdroju, a co za tym idzie, nasza poprzednia porażka napędzała nas przez cały drugi mecz. Musieliśmy zachować koncentrację od pierwszego seta, choć wtedy zdarzyła nam się mała wpadka w końcówce. Niezależnie jednak, czy w przyszłości będziemy grać z pierwszym, czy ostatnim zespołem, powinniśmy walczyć na sto procent, bo inaczej przegramy. Prawda jest też taka, że w tej chwili zaczynamy liczyć punkty i na koncie musimy zapisywać ich komplet, bo chcemy zachować miejsce w pierwszej czwórce fazy play-off. To dlatego właśnie wszystkie nasze siły rzuciliśmy na drugą partię, wzmocniliśmy serwis i w końcu zrobiliśmy naszą robotę. Udało się to, mimo że graliśmy w bardzo dziwnej hali, w której sufit jest nisko. Co cenne, zdobyliśmy również 13 asów serwisowych, co oznacza, że zdaliśmy egzamin. Cieszę się w imieniu drużyny, bo to ważne trzy punkty. Nasza gra też się zmieniła – uporządkowaliśmy ją, zapełniliśmy braki i wciąż utrzymujemy się w najlepszej czwórce PlusLigi. Zobaczymy, jak to wszystko potoczy się dalej.

Czy taka ławka wystarczy jednak na wytrzymanie trudów końcówki sezonu? Odczuwacie już brak Scotta Touzinsky’ego?

– Mogę powiedzieć, że ogólnie odczuwamy jego brak, gdyż jest naprawdę wyjątkową osobą, siatkarzem i charakterem, ale z drugiej strony mamy świadomość, że i bez niego musimy wygrywać i wykonywać dobrze naszą pracę. Choć brakuje nam kolejnego elementu, to i tak wygrywamy.

Nie ulega jednak wątpliwości, że w defensywie ma pan w tej chwili więcej odpowiedzialności, co starali się wykorzystać będzinianie. Komfort ataku jest mniejszy?

– Nie, czuję się tak samo. To jest moja praca. Mam nie tylko zdobywać kolejne punkty, ale także dobrze serwować, skutecznie blokować, rozgrywać, kiedy jest taka konieczność, bo ja przede wszystkim muszę pomagać swojemu zespołowi z całych sił. Nawet jeśli sam nie zdobędę punktowego bloku, to wspomagam moich środkowych i wtedy drużyna zaczyna wygrywać. Teraz jestem częściej blokowany, ale na siatce walczą także nasi zawodnicy i robią to skutecznie, a to oznacza, że po prostu przeciwnicy rzucają nam większe wyzwanie i my sobie z nim radzimy. Jesteśmy jak system naczyń połączonych – jeśli jedna ręka chce być czysta, to trzeba umyć i drugą, bo dopiero wtedy wszystko działa prawidłowo. Wygrywamy mimo braku Scotta – to chyba dobrze o nas świadczy?

Jesteście więc gotowi walczyć w play-off bez kogoś, kto brał na siebie największą odpowiedzialność w defensywie? Tam nie będzie już meczów z BBTS-em, MKS-em czy Effectorem.

– Jesteśmy gotowi grać w siatkówkę. Trenujemy codziennie, nauczyliśmy się radzić sobie bez zawodników, którzy w tym sezonie mieli kontuzje i mamy wiele szczęścia, że w naszej grupie jest choćby Jason DeRocco, który świetnie sobie radzi pod nieobecność Scotta. Zachowaliśmy między sobą dobrą „chemię”, a to sprawia, że jesteśmy w stanie razem grać i wygrywać niezależnie od wszystkiego. Nasi przyjmujący potrafią mieć lepszą dokładność defensywy niż libero – to jest nasza prawdziwa siła i rzadkość w siatkówce! Musimy zdobywać punkty i to więcej niż w pierwszej części sezonu i jesteśmy gotowi grać do końca rozgrywek w takim składzie, jaki mamy obecnie. Chcemy walczyć o play-off, bo czujemy się zupełnie inaczej niż na początku sezonu. Wraz z kontuzjami zaczęliśmy rozgrywki na nowo, ale już od innego pułapu, niż to było kilka miesięcy temu. Uświadomienie sobie, że możemy w lidze dokonać czegoś wielkiego, bardzo spoiło naszą drużynę. Chcemy zrealizować nasze plany.

Przyzwyczaił się już pan, że wszyscy na boisku patrzą na pana jako na największą niespodziankę sezonu? Do końca zmagań będzie pan rozliczany z każdej akcji.

– Uwielbiam to! I to dzieje się nie tylko w Jastrzębiu-Zdroju, ale dosłownie wszędzie, gdzie się pojawiam. Cieszę się z tego, bo to pokazuje, jak ludzie kochają mnie za to, co robię na co dzień. Wiem, że nie gram tylko dla siebie, ale ku uciesze kibiców, a to mnie dodatkowo motywuje. Ludzie nie widzą, jak na treningach ciężko pracuję na to, żeby doprowadzić się do zadowalającej dyspozycji. Dla mnie mecz jest okazją do relaksu, bo wtedy mogę udowodnić, że dobrze spożytkowałem swój czas. Wiem, że tak jak trenuję, tak też później gram. To działa również globalnie – jeśli jako drużyna więcej czasu poświęcamy na ćwiczenia, wiemy, że to zaprocentuje.

Czy kiedy każdy w tej chwili patrzy „temu Olivie” na ręce w czasie meczu, czuje pan, że jest jeszcze miejsce do popełniania błędów?

– Nie patrzę na to, bo po prostu muszę wykonywać moją pracę. W drużynie spoczywa na mnie wiele odpowiedzialności i muszę to zaakceptować. To jest życie, które wybrałem i cieszę się nim. Zanudziłbym się, gdybym nie miał na sobie tylu obowiązków w czasie meczu. Zawsze wybierałem drużyny, w których pokładano we mnie duże nadzieje, więc cieszę się, że trafiłem właśnie do PlusLigi.

Jak zmieniła pana droga od nieznanego w Polsce zawodnika jeszcze na początku okresu przygotowawczego do tej chwili, kiedy jest pan na ustach większości kibiców i krajowych mediów?

– Czuję się tym samym facetem, co na początku. To, co się zmieniło, to fakt, że ludzie na mnie patrzą. W końcu przekonali się na co mnie stać, więc wiedzą też, czego mogą ode mnie oczekiwać. Ja też pokochałem tę ligę i osoby, które w niej pracują, więc cieszę się, że wszystko się tak poukładało.

Ostatnio prezes Jastrzębskiego Węgla przyznał, że chce zachować drużynę w podobnym składzie w przyszłości. Podoba się panu ta wizja?

– Nic w tej chwili nie powiem na ten temat. Mam kontrakt tylko na rok.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2017-02-04

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2019 Strefa Siatkówki All rights reserved