Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Ryszard Bosek: Jeżeli tak będzie, to idę na emeryturę

Ryszard Bosek: Jeżeli tak będzie, to idę na emeryturę

fot. archiwum

AZS Częstochowa zakończył miniony sezon PlusLigi na jedenastej pozycji. Okazuje się jednak, że klub ma spore kłopoty finansowe i jego przyszłość staje pod znakiem zapytania. – Dziś trudno mi mówić o przyszłości drużyny, i nie bez powodu. Od dłuższego czasu mamy kłopoty finansowe i nie wiadomo, jak to się skończy – mówi Ryszard Bosek, dyrektor sportowy klubu.

Jak pan postrzega zakończony niedawno sezon?



Ryszard Bosek: – Biorąc pod uwagę problemy, jakie w trakcie rozgrywek mieli zawodnicy, z jedenastego miejsca wywalczonego przez drużynę jesteśmy zadowoleni. Na wyniku sportowym zaważyła na pewno kontuzja naszego atakującego [Felipe Airtona Bandero – przyp. red.], na którym miała się opierać gra. Okazało się, że Bartłomiej Lipiński nie jest jeszcze dojrzały, żeby zastąpić Brazylijczyka. Miał swoją szansę, liczyliśmy, że ją wykorzysta, ale nie wykorzystał. Już na samym początku rozgrywek gra drużyny się rozpadała i straciliśmy dużo energii, żeby utrzymać zespół w gotowości bojowej do końca sezonu. Na szczęście wtedy kiedy trzeba było, zawodnicy pokazali charakter i wywalczyli to jedenaste miejsce.

Uważa pan, że z Bandero AZS byłby w stanie osiągnąć zdecydowanie lepszy wynik, niż osiągnął?

– Pamiętajmy, jaki był sam początek sezonu. W drugim meczu prowadziliśmy na wyjeździe z piątym zespołem ligi. Gdybyśmy wygrali w Lubinie, to pewnie złapalibyśmy wiatr w żagle. Grupa funkcjonowałaby inaczej i inne byłyby w związku z tym wyniki. Szliśmy w dobrym kierunku i nagle wszystko się posypało. Jestem pewien, że Bandero grałby lepiej niż w końcówce, kiedy wrócił do drużyny po kontuzji. Na odbudowę formy powinien mieć trzy miesiące, a zaczął grać zdecydowanie wcześniej i w optymalnej dyspozycji na pewno nie był. W meczach decydujących o miejscach męczył się, ale dawał sobie radę.

Ponoć miewał też humory, co w lepszej grze przeszkadzało jemu i drużynie?

– Tutaj nie ma co ukrywać, że Bandero to humorzasty zawodnik. Fizycznie dawał z siebie wszystko, uważam, że momentami nawet za dużo, ale mentalnie już nie do końca. Bywało z tym różnie. Inna sprawa, że za to, jak wyszedł z kontuzji, trzeba go mocno docenić. W trudnym momencie sam się rehabilitował, inwestował w siebie, pojechał do Szwajcarii do ludzi, którym ufał. Potem do nas przyjechał Brazylijczyk i przez dwa-trzy tygodnie z nim pracował. Za to Bandero należy się podziękowanie. Z perspektywy czasu można powiedzieć, że dobrze, że to wszystko się tak skończyło. Bo niewiele brakowało, a w siatkówkę już by nie grał.

Rafael Redwitz, Matej Patak – czy ta dwójka zdała egzamin?

– Powiem, że generalnie nie jestem zadowolony. Z ich postawy na treningach, kontaktów z naszą młodzieżą, pracy, jaką wykonywali w grupie, tak, ale z innych spraw nie do końca. Prawda jest taka, że Patak praktycznie cały czas grał z kontuzją, którą przez długi czas ukrywał. Nie był z nami szczery, a gdyby był, to pewnie na początku sezonu, gdy przyjechał do nas po kadrze, dostałby czas na wyleczenie i byłoby po problemie. A tak kontuzja wywoływała następne… Patak znany był z tego, że gorzej przyjmuje i ja obawiałem się o jego przyjęcie, tymczasem więcej problemów miał w ataku. A przyczyną tego było ukrywanie kontuzji…

Rafael Redwitz wielokrotnie udowadniał, że jest świetnym rozgrywającym, ale w pewnym momencie zgasł jak cała drużyna…

– Widział, że reszta odbiega od niego poziomem, i rzeczywiście momentami poddawał się mentalnie. Tutaj oczekiwałem od niego więcej. Liczyłem, że w trudnych momentach będzie ten zespół prowadził. Trochę za szybko decydował, które mecze możemy wygrać, a które nie. Grał wtedy tak jak 36-letni zawodnik, czyli oszczędzał zdrowie. Gdy już był na luzie, czuł, że zespół stać na więcej, to na przykład z Bartoszem Buniakiem grał przesunięte, sześciometrowe piłki, na które sam otwierałem oczy. „Rafa pokazał”, że jest klasowym zawodnikiem. Szkoda, że szybko straciliśmy karabin maszynowy, jakim miał być Bandero. Ten moment miał decydujący wpływ na cały sezon.

Czy wiadomo już, jaka będzie przyszłość trójki obcokrajowców? Najważniejsze, czy przedłużycie umowę z Redwitzem, bo jest taka opcja w kontrakcie?

– Dziś trudno mi mówić o przyszłości drużyny, i nie bez powodu. Od dłuższego czasu mamy kłopoty finansowe i nie wiadomo, jak to się skończy. Powiedziałem w klubie, że jeżeli dalej będzie to tak wyglądać, to ja idę na emeryturę.

*Cały wywiad Tadeusza Iwanickiego na www.czestochowa.sport.pl

źródło: czestochowa.sport.pl

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2016-04-28

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2019 Strefa Siatkówki All rights reserved