Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > I liga kobiet > Roman Murdza: Bez ataku można pograć w klipę, a nie w siatkówkę

Roman Murdza: Bez ataku można pograć w klipę, a nie w siatkówkę

fot. UKS SMS Szóstka Mielec

Siatkarki UKS Szóstki Mielec rozpoczęły bój o utrzymanie w I lidze od zwycięstwa z zespołem BlueSoft Mazovia Warszawa, choć w rundzie zasadniczej ani razu ta sztuka im się nie udała. Już w niedzielę odbędzie się kolejne starcie tych drużyn, a rywalizacja toczy się do trzech wygranych meczów. – Myślę, że wyciągnęliśmy też lekcję z tego sezonu, w pewnym momencie może zaspaliśmy i zabrakło może jednego transferu. Przegrywaliśmy sety, w których prowadziliśmy 24:21, czy nawet 21:12. Nie było takiej zawodniczki, jak teraz Agnieszka Wołoszyn, która w odpowiednim momencie krzyknie dawaj i sprawi, że młoda skrzydłowa uwierzy w siebie – mówił po pierwszym meczu play-out trener Roman Murdza.

Na razie sprawdza się dość wyświechtane stwierdzenie, że play-out rządzą się swoimi prawami. Pierwszą bitwę wygraliście, co może niektórych dziwić biorąc pod uwagę wyniki z ostatnich kolejek. Czy to nie jest tak, że od kilku tygodni mieliście w głowach już te mecze z Mazovią?



Robert Murdza: – Ostatnie trzy kolejki były podporządkowane tym play-outom i przygotowaniom do meczów z Mazovią. Nie przywiązywaliśmy aż tak dużej wagi do wyników, tym bardziej, że były to drużyny od nas na ten moment trochę mocniejsze, jak dąbrowianki czy torunianki. Chcieliśmy wykorzystać te pojedynki do ustalenia taktyki, która ma się sprawdzić dopiero teraz. Teraz po pierwszym meczu mogę powiedzieć, że na pewno nie wyszło to w takim stopniu, jak planowaliśmy. Jestem jednak bardzo szczęśliwy, bo większość założeń, może jakieś 70% tego o czym mówiliśmy przed spotkaniem było realizowane. Nie mam jednak wątpliwości co do tego, że ta walka o utrzymanie może się cały czas różnie skończyć. To są dwa równorzędne zespoły, więc dyspozycja dnia może zadecydować o tym, kto pozostanie w I lidze. My jesteśmy teraz w minimalnie bardziej uprzywilejowanej pozycji, ale nic jeszcze nie jest rozstrzygnięte. Zarówno Mazovii, jak i nam zależy w takim samym stopniu na tym, by utrzymać się na zapleczu ekstraklasy.

Trudno jest zaplanować wszystko od A do Z i przewidzieć jak w takich warunkach zachowają się siatkarki bardzo młode, takie jak rozgrywająca Martyna Gorzkiewicz czy takie, które nie mają doświadczenia z gry w I lidze czy o taką stawkę…

– Tak, mamy bardzo młodą 18-letnią rozgrywającą, Martyna w pewnym momencie oczekiwała od nas podpowiedzi. Nie wiedziała trochę co ma zrobić, ale potem poczuła się pewniej, wzięła kilka głębokich oddechów, śmiejemy się, że ćwiczyła jogę na czasach (uśmiech). Myślę, że jej gra i cały zespół wyglądał coraz lepiej z każdym setem. Mamy potencjał też wśród zmienniczek, które w sobotę weszły na boisko i dokończyły ten mecz po naszej myśli. To dodaje szóstkowym zawodniczkom pewności siebie, bo zobaczyły one, że w razie czego, gdyby mi nie szło to koleżanka może pomóc. Mając to z tyłu głowy można pewniej atakować. Uważam, że to jest bardzo ważne, bo gdy nie zdobywa się punktów w ataku to można pograć co najwyżej w klipę, a nie w siatkówkę.

Pojawia się pytanie czy ta różnica 11 punktów po fazie zasadniczej pomiędzy Szóstką, a Mazovią odzwierciedla faktyczną dysproporcję pomiędzy potencjałem i siłą obu drużyn?

Od jakiegoś czasu wiadomym było, że będziemy grać o troszkę inne cele. Myślę, że dla Mazovii walka o spokojny ligowy byt i szansa na wejście do szóstki byłaby, gdyby udało im się wygrać mecz w Toruniu. To było takie spotkanie, które mogło sprawić, że to torunianki zagrałyby w play-out. Tam jednak Budowlane wygrały raczej gładko. Krośnianki miały bardzo dużą przewagę i teraz też muszą grać w włocławiankami o utrzymanie w lidze. Myślę, że jeżeli jest się w górnej połówce to możemy mówić o różnicy klasy czy poziomu. Natomiast cały dół tabeli to zespoły, gdzie tak jak mówiłem, o wyniku może decydować lepszy czy gorszy dzień zawodniczek.

W czasie rundy zasadniczej poza meczami z WTS Włocławek polegliście z wszystkimi drużynami z dołu tabeli, a jednocześnie Szóstka pokonała Jokera czy Jedynkę Tarnów.

– Z tymi mocniejszymi zespołami faktycznie nawiązywałyśmy walkę, dodałbym jeszcze, że Energetyk przyjechał do Mielca i wygrał dopiero po tie-breaku. Z drużynami, które są w naszym zasięgu nie wykorzystywaliśmy okazji. Nie ma to już jednak znaczenia. Jutro też jest dzień i trzeba się nastawić na bardzo ciężki bój, bo przeciwniczki nam się tutaj nie „położą”.

Jeszcze na początku sezonu słyszeliśmy o dużych problemach finansowych klubu, w niektórych źródłach pojawiły się nawet informację o tym, że istnieje groźba, że nie dokończycie tego sezonu. Czy ta sytuacja teraz się ustabilizowała?

– Mamy stabilizację, bo klub otrzymuje pieniądze z urzędu miasta. Może nie jest to tyle, aby zadowolić wszystkie dziewczyny, ale to już jest kwestia umów, z których wywiązuje się klub. Ja nie pamiętam takiej sytuacji, żeby ktoś nie otrzymał wypłaty. Także uważam, że te plotki były trochę przesadzone.

Jaka jest specyfika prowadzenia zespołu, w którym grają dwie pana córki (libero Wiktoria Murdza i przyjmująca Natalia Murdza – przyp. red.). Udaje się uniknąć wszelkich konfliktów?

– Powiem tak, najpierw to byłem trenerem mojej żony, która i w Radomce i w Mielcu grała u mnie przez 12 lat (uśmiech). Jestem trochę przyzwyczajony do takiej sytuacji, wiem jak sobie radzić mając w zespole kogoś z rodziny. Na pewno Wiktoria i Natalia muszą na treningach pokazać troszkę więcej niż reszta, żeby grać w meczu. Muszą pokazać, że jeśli chcą grać, to muszą być lepsze od koleżanek i one taką relację zaakceptowały. Dzięki temu nie ma takiej sytuacji, że ktoś się obraża, bo córka jest faworyzowana.

W zeszłym sezonie wraz z Mazovią walczyliście o wejście do ligi, teraz mierzycie się razem w play-out. Czy, gdyby udało się wam utrzymać się na zapleczu ekstraklasy, można liczyć na to, że w Mielcu zostanie poczyniony kolejny krok w stronę odbudowy dawnej świetności klubu i nawiązania do jego bogatej historii?

– Jeżeli hipotetycznie sprawdziłby się taki scenariusz, że Szóstka utrzymuje się w lidze to jestem pewien, że w następnym sezonie byłaby tu zupełnie inna drużyna. Myślę, że naturalnym byłaby walka o miejsce w środku tabeli, o coś więcej. Myślę, że wyciągnęliśmy też lekcję z tego sezonu, w pewnym momencie może zaspaliśmy i zabrakło może jednego transferu. Przegrywaliśmy sety, w których prowadziliśmy 24:21, czy nawet 21:12. Nie było takiej zawodniczki, jak teraz Agnieszka Wołoszyn, która w odpowiednim momencie krzyknie dawaj i sprawi, że młoda skrzydłowa uwierzy w siebie. Agnieszka jest osobą, która bardzo pomaga nam mentalnie na boisku i w trudnych momentach bierze na siebie odpowiedzialność. Jak ważne to dla tej ekipy pokazał pierwszy mecz play-out.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, I liga kobiet

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2019-03-03

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2019 Strefa Siatkówki All rights reserved