Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Robert Prygiel: Nie wiadomo, dlaczego straciliśmy pewność siebie

Robert Prygiel: Nie wiadomo, dlaczego straciliśmy pewność siebie

fot. Katarzyna Antczak

Po bardzo pewnie wygranej premierowej odsłonie meczu z Łuczniczką Bydgoszcz wydawało się, że Cerrad Czarni Radom w niewiele ponad godzinę dopiszą na swoje kontro trzy punkty. Po drugim secie pozwolili rywalowi rozegrać się na tyle, że o mało co w hali MOSiR-u nie trzeba byłoby rozgrywać tie-breaka. – Po dwóch setach hala była chyba smutna i chłopcy postanowili ją ożywić i rozbudzić. Udało im się to doskonale. A tak na poważnie to ja nie rozumiem tego, jak można przez dwa sety w pełni kontrolować to, co się dzieje na boisku, a później oddać przeciwnikowi inicjatywę – nie ukrywał szkoleniowiec.

Pierwszy set zapowiadał siatkarski nokaut, przy stanie 6:1 szkoleniowiec Łuczniczki Bydgoszcz miał już wykorzystane oba czasy, a set zakończył się ostatecznie wynikiem 25:11. Po zmianie stron rywale starali się dotrzymywać kroku Cerrad Czarnym Radom, ale ugrali tylko 7 oczek więcej. Wydawało się, że nawet 10-minutowa przerwa tym razem nie wybije wojskowych z rytmu, bo podobnie jak w premierowej odsłonie prowadzili dość znacznie (7:3, 12:7). Jednak w ich szeregi wkradły się błędy i to zawodnicy z województwa kujawsko-pomorskiego wygrali 25:23. Niewiele zabrakło, by Łuczniczka doprowadziła do tie-breaka. Ostatecznie komplet punktów pozostał w Radomiu. – Nie da się zaprzeczyć temu, że podaliśmy rywalowi pomocną dłoń. Przez dwie partie graliśmy to, co do nas należało. Nie powiem, że byliśmy rewelacyjnie dysponowani, ale zaprezentowaliśmy solidną siatkówkę i Łuczniczka nie miała nic do powiedzenia. Trzeciego i czwartego seta po prostu przestaliśmy grać na pozycji atakującego. Niestety zaciął się nam Bartek, który wcześniej spisywał się bez zarzutu i nasza gra się posypała. Nie mieliśmy tak skutecznych skrzydeł, jak byśmy tego oczekiwali. Najcenniejsze jest to, że udało nam się wyjść z niekomfortowej sytuacji – skomentował Robert Prygiel.



Po dwóch pewnie wygranych setach obie drużyny postanowiły zrekompensować brak emocji i w dwóch kolejnych odsłonach prowadzenie zmieniało się niczym w kalejdoskopie. Czy zawodnicy z województwa mazowieckiego byli w stanie uniknąć takich zwrotów akcji? – Jak widać drużyna zadbała o emocje, wydawało się, że wszystko mamy pod kontrolą. Po dwóch setach hala była chyba smutna i chłopcy postanowili ją ożywić i rozbudzić. Nagle uznaliśmy, żeby mecz zrobił się atrakcyjniejszy, to dodamy coś od siebie. Udało się to doskonale. A tak na poważnie, to ja nie rozumiem tego, jak można przez dwa sety w pełni kontrolować to, co się dzieje na boisku, a później oddać przeciwnikowi inicjatywę. Dobrze, że się skończyło tak, jak się skończyło. Trzeba przyznać, że dużo pomógł nam swoimi zagrywkami David Smith, ale również i obronami. Na szczęście wygraliśmy za trzy punkty – grzmiał trener.

W czym należy upatrywać przyczyny porażki w trzeciej partii? Czy zdaniem szkoleniowca mogło to wynikać ze zbyt pewnie wygranych wcześniejszych odsłon? – Po tych gładko wygranych setach to my zaczęliśmy inaczej grać. Wcześniej Wojtek Żaliński wykonywał cały czas zagrywkę w okolicach 100 km/h, Bartek Bołądź atakował wysoko i po kierunkach, Tomek przyjmował i mogę tak po kolei wymieniać. Nagle nie wiedzieć czemu w trzecim i czwartym secie Wojtek zaczął lekko zagrywać i te lekkie zagrywki psuć, Bartek zaczął atakować w środek boiska i nie na swoim pułapie. Nie wiem dlaczego, bo jeśli zawodnik dobrze wchodzi w mecz i łapie wiatr w żagle, powinien to kontynuować. W obydwu przypadkach nie było żadnego powodu, żeby ich pewność siebie została zachwiana. A jednak ją stracili, co dla mnie jest wielką zagadką. Co innego jakby źle zaczęli, to można by zrozumieć, że paraliżuje ich nieudany początek – szukał wytłumaczenia opiekun wojskowych.

Radomianie kolejny raz udowodnili, że nie do końca dobrze radzą sobie z rolą faworyta. – Dla naszej drużyny nie ma łatwych meczów, ale w tym spotkaniu byliśmy faworytem. Zawsze jednak tę kropkę nad i trzeba postawić. Cały czas mam wrażenie, że niektórzy zawodnicy mają bardziej problem mentalny, muszą popracować nad sobą. Nie wiem, ja nie daję rady, może potrzebna im pomoc profesjonalistów – zastanawiał się Robert Prygiel.

Zwykle Dustin Watten zabezpiecza defensywę i zapewnia spokój Michałowi Kędzierskiemu. Tym razem amerykański libero na 17 dograń popełnił 3 błędy, uzyskując przy tym zaledwie 41 procent przyjęcia pozytywnego. – Zawsze wygrywamy i przegrywamy razem, ale fakt faktem, że przegrane czy wygrane są składową poszczególnych statystyk. Rzeczywiście Dustin miał słabszy dzień w przyjęciu, a do tej pory zawsze było to jego mocną stroną. Chociaż akurat w czwartym secie najlepiej dogrywał. W jego przypadku była odwrotna sytuacja – zaczął słabo i przez 2,5 seta prezentował się przeciętnie, później zdecydowanie się poprawił – zauważył szkoleniowiec.

Cerrad Czarni Radom mają sześć oczek przewagi nad dziewiątym GKS-em Katowice, jednak we wtorkowe popołudnie rozegrają oni mecz kończący 29. kolejkę, a ich rywalem będzie Jastrzębski Węgiel. Od wyniku tej konfrontacji zależeć będzie, czy w starciu z Indykpolem AZS-em Olsztyn nie będzie towarzyszyła presja. – Mam nadzieję, że mecz z Olsztynem będzie już bez żadnej presji. Plan był, żebyśmy znaleźli się w ósemce. Chcemy powalczyć, w Olsztynie przez dwa sety graliśmy dobrze, ale ostatecznie przegraliśmy 1:3. Mamy sportowe ambicje, żeby im się zrewanżować. Oczywiście wszystko zależy od tego, jak im się wyniki ułożą. Zwycięstwo za 3 punkty może im nawet dać czwórkę, dlatego mam nadzieję, że mecz będzie ciekawy i na wysokim poziomie – zakończył Robert Prygiel.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2017-03-28

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved