Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > europejskie puchary > Robert Milczarek: Zenit pokazał swoją siłę

Robert Milczarek: Zenit pokazał swoją siłę

fot. Katarzyna Antczak

Siatkarze PGE Skry Bełchatów nie zdołali po raz drugi sprawić niespodzianki. Naszpikowany gwiazdami zespół Zenitu Kazań rozprawił się z bełchatowianami w trzech setach i zapewnił sobie występ w Final Four Ligi Mistrzów, które odbędzie się w Krakowie. Tym samym nie zobaczymy polsko-polskiego pojedynku w walce o medale… – Po obejrzeniu tego meczu myślę, że każdy powie, że tej szansy jednak nie było. Gdyby natomiast brać pod uwagę spotkanie w Kazaniu, to te nadzieje były duże. Myślę, że Zenit jest faworytem do wygrania całej Ligi Mistrzów i obrony tytułu – powiedział po spotkaniu libero bełchatowian, Robert Milczarek.

Wygraną w Kazaniu rozbudziliście apetyty kibiców. Tymczasem w Atlas Arenie sprawił się czarny scenariusz. Widać było, że siatkarze Zenitu wyszli na boisko szczególnie zmobilizowani i nie mogliście znaleźć punktu zaczepienia, który pozwoliłby wam powalczyć o zwycięstwo…



Robert Milczarek: – Rosjanie przyjechali do Łodzi i doskonale wiedzieli, jak wysoka jest stawka tego meczu. Wiadomo nie od dziś, że jest to bardzo silny zespół. W tym spotkaniu szczególnie mocno zagrywali, kiedy już udało nam się tę zagrywkę przyjąć do siatki, to myślę, że walczyliśmy z nimi jak równy z równym. Na siatce wydaje mi się, że nie byliśmy od zespołu z Kazania gorsi. Naszym największym problemem było, by tę pierwszą piłkę dobrze dograć. W efekcie rywale mieli na koncie dużo asów, a my nie robiliśmy im aż takiej krzywdy tym elementem. Poza tym bardzo skutecznie grali skrzydłowi Zenitu, którzy byli dla nas nie do zatrzymania. Myślę, że to właśnie zadecydowało o tym, że nam nie udało się tego meczu wygrać, a wydaje mi się, że nawet nawiązać walki.

Spotkanie rewanżowe było bardzo „rwane”. Nieczęsto ogląda się taki mecz, gdzie obie drużyny popełniają po 14 błędów w polu zagrywki w trzech setach…

– Zenit pokazał swoją siłę. My podejmowaliśmy ryzyko. Zdawaliśmy sobie sprawę, że każda piłka dostarczona w łatwy sposób na drugą stronę pozwoli im zademonstrować swój potencjał w ataku i wtedy bardzo trudno będzie już ich zatrzymać. Wiadomo, że ryzyko niesie za sobą prawdopodobieństwo pojawienia się błędów. Staraliśmy się, walczyliśmy z całych sił, niestety nie udało się wywalczyć tego awansu. Pozostają nam zmagania ligowe, na których się teraz musimy skupić. Wykorzystamy święta, by „zresetować” głowy, po nich wracamy do ciężkiej pracy, bo wciąż mamy o co grać.

Czy to nie jest tak, że w Kazaniu to raczej rywale pozwolili wam na zbyt wiele i wy to wykorzystaliście, a dzisiaj już rywale zagrali konsekwentniej?

– Myślę, że nie, tamten mecz zagraliśmy po prostu dużo lepiej. Przede wszystkim udawało nam się prawie przez cały czas prowadzić grę „na styku”. Wtedy nawet takim zawodnikom, jakimi dysponuje Zenit, drżała ręka w końcówkach. Będąc w trudnej sytuacji, nasi przeciwnicy nie zagrywali już tak odważnie, dużo się mylili. W czwartkowym meczu właściwie szybko wypracowywali sobie przewagę, mieli wolną rękę, pozwalali sobie na włożenie w zagrania całej siły, bardzo nas „kopali” tą zagrywką.

Była szansa na kolejny historyczny pojedynek dwóch polskich zespołów w finale Ligi Mistrzów, a tak pozostaje wam tylko walka na ligowym podwórku…

– Po obejrzeniu tego meczu myślę, że każdy powie, że tej szansy jednak nie było. Gdyby natomiast brać pod uwagę to spotkanie w Kazaniu, to te nadzieje były duże. Myślę, że Zenit jest faworytem do wygrania całej Ligi Mistrzów i obrony tytułu. Postawiliśmy mu takie warunki, jakie tylko mogliśmy i niestety było to za mało.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, europejskie puchary

Tagi przypisane do artykułu:
, , ,

Więcej artykułów z dnia :
2016-03-25

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved