Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > Mistrzostwa Europy > Remigiusz Kapica: Cechuje nas wola walki, niespuszczanie głów i determinacja

Remigiusz Kapica: Cechuje nas wola walki, niespuszczanie głów i determinacja

fot. FIVB

O siatkówce, Szkole Mistrzostwa Sportowego w Spale, turnieju kwalifikacyjnym do mistrzostw Europy U20 i swojej przyszłości opowiedział nam Remigiusz Kapica – atakujący reprezentacji Polski juniorów.

Na początek, gratulacje za mecz z Hiszpanią i cały turniej w Żyrardowie. Jak podsumowałbyś te trzy dni rozgrywek?



Remigiusz Kapica: – Przede wszystkim był to weekend walki, a nawiązując do meczu z Hiszpanią, to moim zdaniem pokazaliśmy charakter. Nie codziennie wychodzi się z takich opresji, w których się znaleźliśmy, dwa przegrane sety, odwracamy losy spotkania i wygrywamy cały mecz. Myślę, że dwa poprzednie mecze w piątek i w sobotę nie były tak naprawdę odzwierciedleniem tego, na co nas stać. Przeciwnicy byli nieco słabsi niż Hiszpania i to w tym meczu pokazaliśmy swoje prawdziwe oblicze. Trzeba pamiętać, że i my, i Hiszpanie walczyliśmy o wejście do mistrzostw Europy. Wola walki do końca, niespuszczanie głów i determinacja – tak bym podsumował ten weekend.

Skąd ta niemoc w pierwszych dwóch setach z Hiszpanią? Zjadła was trema czy presja wyniku?

Pewnie trochę tak. Proszę popatrzeć, był to ostatnim mecz o wszystko. Tak jakby poprzednie wyniki się nie liczyły. Graliśmy z Hiszpanią o awans. Być albo nie być. Trochę nas sparaliżowało w pierwszych dwóch setach. Przy trochę gorszym przyjęciu zawodził przede wszystkim atak, mieliśmy problem z pierwszą akcją i kontratakiem. Hiszpanie znów grali jak z nut, mieli dwóch zawodników, którzy „kosili” nas równo, a my nie mieliśmy na nich recepty. Aż do trzeciego seta, kiedy to zaczęliśmy grać spokojnie, z finezją i mocną zagrywką. Postawiliśmy prawie wszystko na jedną kartę a Bartek Firszt szalał po prostu w polu zagrywki. Także Wiktor Nowak doprowadził nas do ważnego remisu w tym trzecim secie, odrzuciliśmy Hiszpanów od siatki i od razu grało się łatwiej i skuteczniej przede wszystkim.

Biorąc pod uwagę cały turniej, byłeś chyba najlepiej punktującym zawodnikiem naszej drużyny.

Moim zdaniem nie do końca, czasami wręcz nie wychodziła mi ta gra – jak w dwóch pierwszych setach z Hiszpanią. Ale co nie potrafiłem pomóc drużynie umiejętnościami, to starałem się dopomóc charakterem i byciem z drużyną. Nawet gdy ewidentnie mi nie szło lub trzymali mnie na bloku, pobudzałem i dopingowałem kolegów do walki. (śmiech)

W trzecim secie sam też się rozkręciłeś. Lewa ręka wreszcie zaskoczyła?

– Czasami jest tak, że rzeczywiście przeciwnik dosyć dobrze się ustawia do tego mojego ataku i jest problem z tym, żeby piłkę skończyć. Jednak w dużej mierze zależy to od tego, jak się zaadaptuję ja sam do wystawionej piłki. Jeśli jest dobra, to tutaj nie ma jakby mowy. Z mojej strony uważam skromnie, że przy dobrej piłce mam zawsze przewagę nad przeciwnikiem. Lewa ręka w 90% przypadków to jest duży plus, duża pomoc i chyba duże zaskoczenie dla przeciwników. Tak mi się wydaje.

Ten twój charakter, doping i pobudzanie kolegów… byłeś na boisku takim liderem wśród nich. Ma to związek z tym, że jesteś przewodniczącym uczniowskiego samorządu w SMS-ie?

– (śmiech) Nie, nie! To wynika z tego, że mam po prostu taki charakter. Ja nie lubię jak jest tak cicho na boisku, tak smętnie. Ja muszę żyć na parkiecie, dopingować.

Wróćmy na chwilkę do początków. Skąd siatkówka, jak siatkówka i dlaczego siatkówka?

– To zawsze jest ciężkie pytanie. Tak naprawdę konkretnego powodu chyba wymienić nie mogę, ale siatkówka to głównie dzięki ojcu, bo lubi siatkówkę, kiedyś sam trenował i on to we mnie zaszczepił. Był taki moment, że chciałem bardzo trenować, a w Tychach – skąd pochodzę – nie było za bardzo sekcji dla mnie, więc przez pewien czas trenowałem lekkoatletykę, zanim jeszcze w ogóle zacząłem grać w siatkówkę. Później pojawiła się okazja grać w sekcji piłki siatkowej, ale starszych chłopców, niekoniecznie mój rocznik. Trafiłem tam jako najmłodszy, jako że podstawy jako tako umiałem dzięki ojcu, to dało mi to dużą przewagę na starcie i szybko awansowałem do tej starszej grupy. Tak więc od samego początku, zanim przyszedłem do SMS-u, grałem z starszymi ode mnie, mogłem się też wiele nauczyć.

Później kolejne już kluby i Szkoła Mistrzostwa Sportowego?

– Wpierw była Spała, idąc do SMS-u, byłem jeszcze zawodnikiem Tychów, a dopiero jakoś w drugim, trzecim miesiącu zdecydowałem się przejść do AZS-u 2020 Częstochowa. Zaplecze młodzieżowe moim zdaniem jest bardzo dobre. W pierwszym roku nie spodziewałem się, że wszystko nam tak fajnie wyjdzie, wygraliśmy złoto na mistrzostwach Polski kadetów. Dla mnie osobiście duży sukces, bo nie byłem nigdy na mistrzostwach Polski. Dla mnie – patrząc na to, skąd przychodziłem – AZS jest bardzo dobrym klubem do rozwoju i czuję się bardzo dobrze.

SMS Spała, AZS Częstochowa, reprezentacja. Twoja kariera nabiera tempa?

– Pomijając fakt, że kiedyś bym nie przypuszczał w ogóle, że mogę w takie miejsce, w którym jestem teraz, zajść, że mogę być młodzieżowym reprezentantem Polski, to wydaje mi się, że dla mnie to jest bardzo duży progres i postęp. Idzie to wszystko w bardzo dobrą stronę. Tak naprawdę odkąd przyszedłem do SMS-u, to z roku na rok widzę, że robię ogromny postęp. Jedne mistrzostwa mam już za sobą, wtedy w roli zawodnika rezerwowego, co jest to też dobrym doświadczeniem, zawodnika z innej perspektywy. Teraz mam nadzieję, że nic się nie zmieni na tych mistrzostwach Europy i będę mógł być podstawowym atakującym, w pierwszej szóstce. Czas pokaże.

Parę dni temu minęła rocznica od tego, jak nieco starsi koledzy wywalczyli złoto na mistrzostwach Świata w Brnie. Czy wy patrzycie gdzieś tam pod kątem swoich starszych kolegów, czy po prostu robicie swoje i staracie się wygrać co się da?

– Zawsze gramy, żeby wygrać, to się nie zmienia. Nie da się już iść ich śladami do końca, bo nie wszystkie tytuły są nasze. Ale z mojej perspektywy myślę, że to dobrze podpatrywać czy brać wzór ze starszych kolegów, przede wszystkim uczyć się też czegoś od nich. Podpatrywać, ale nie zasłaniać się ich sukcesami, bo jednak to był jak to mówią złoty rocznik, nie do podrobienia. Wszystko praktycznie wygrali i nie wszyscy mają taki charakter jak oni. My musimy szukać swojej szansy i swoich możliwości. Sami musimy zapracować na miano mistrzów.

Rozpoczynacie teraz przygotowania w Legionowie do mistrzostw Europy. Jak one będą wyglądały? Trener Sordyl powiedział, że jesteście przygotowani pod kątem umiejętności, taktycznie, brakuje mentalności.

– Przede wszystkim w tej naszej mentalności brakuje po prostu pewności gry, która wynika z wygrywania. Patrząc na poprzedni sezon reprezentacyjny, to za wiele wygranych tam nie było. Jak chociażby mistrzostwa świata, które w naszym wykonaniu były totalną klapą, nie da się ukryć, 17. miejsce to nie jest szczyt marzeń drużyny, która ma na celu wygrywanie, a byliśmy też stawiani może nie w roli faworytów, ale zespołu z pierwszej ósemki. Charakteru nam chyba nie brakuje, skoro pokazaliśmy, że można w meczu z Hiszpanią. Serca do walki też nie, a jedynie większej pewności siebie, że możemy coś więcej wygrać, zwojować i napisać sobie fajną historię. Dla niektórych też zakończyć miło przygodę z młodzieżową siatkówką, bo koledzy, którzy teraz skończyli trzecią klasę SMS-u, rozegrają w przyszłym roku mistrzostwa świata i to będzie koniec przygody z młodzieżówką. Także wypadałoby jak najlepiej te mistrzostwa Europy rozegrać. Będziemy ciężko trenować z mocnym nastawieniem, żeby nie spuścić z tonu. Tak, żeby dalej być na fali, przeć do celu, który sobie postawiliśmy, walczyć o medale. Grupa jest ciężka, mamy silne zespoły, chociażby Rosja (wicemistrzowie świata). Żeby zdobyć medal, musimy wygrać z wszystkimi. Wiemy, że nie jedziemy tam w roli faworytów, ale mądrością gry i charakterem możemy napsuć wszystkim sporo krwi, a sobie, trenerom i kibicom zrobić miłą niespodziankę.

Jak układa się wasza współpraca z duetem trenerskim Sordyl – Bąkiewicz?

– Ja uważam, że bardzo dobrze, na wysokim poziomie. Jest bardzo miła atmosfera w drużynie, kiedy można, to jest luźno i zabawnie, ale jak przychodzi do treningów czy meczów, jest pełne skupienie, jest ciężka praca i, żeby to nie zabrzmiało źle, ciężka ręka trenera w sensie takim, że trener bardzo dobrze nas trzyma. Jest na pewno autorytet ze strony trenera i co za tym idzie bardzo dobry poziom treningów. Jak trener dobrze nas nastawia do turnieju, do którego się przygotowujemy, tak samo my podtrzymujemy to, co trener w nas zaszczepia.

Gdzie ty widzisz się za trzy, cztery lata?

– Tak daleko to ja nie wybiegam. Na pewno chciałbym sam siebie kiedyś zobaczyć w PlusLidze. Jest to takie moje marzenie, a zarazem byłoby to wynagrodzenie, taki prezent za moją ciężką pracę, treningi i poświęcony czas. Jednak czas pokaże, czy moje marzenia się spełnią.

Trwa turniej finałowy Ligi Narodów we Francji. Jak widzisz tam naszą reprezentację?

– Życzę jej jak najlepiej i samych wygranych. Kiedy tylko mogę, to oczywiście oglądam mecze reprezentacji z kolegami z drużyny, jak nie to śledzimy wyniki. Trzymamy kciuki za nich, tym bardziej że poza już tymi starszymi zawodnikami są ci, którzy są mi bliscy, jak na przykład Kuba Kochanowski czy Bartek Kwolek. Na pewno jest to autorytet, że da się, że można tylko trzeba pracować, pracować i jeszcze raz pracować.

Na koniec powiedz, jak znosisz jako młody człowiek te ciągłe wyjazdy, treningi, zgrupowania?

– (śmiech) Kwestia przyzwyczajenia. Na początku jak rozpoczynałem ten tryb, to pierwsze takie wyrażenie, że jest to męczące, wyczerpujące. Jak już się człowiek przyzwyczai, to nie jest to problem. To jest fajne, zwiedzam różne miejsca, nie tylko te zagraniczne, ale nawet w Polsce. Jestem w miejscach, do których chyba bym w życiu nie pojechał. Zwiedzam rożne miasta, tym samym przyzwyczajam się jeszcze bardziej do tego trybu życia.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2018 Strefa Siatkówki All rights reserved