Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Raul Lozano: Patrząc na tabelę, sami nakładamy na siebie presję

Raul Lozano: Patrząc na tabelę, sami nakładamy na siebie presję

fot. plusliga.pl

– Porównując się z najlepszymi zespołami, przekonamy się, co tak naprawdę potrafimy zagrać – powiedział o swojej drużynie w kontekście nadchodzących trudnych bojów z ligowymi potentatami trener Czarnych Radom, Raul Lozano. – Myślę, że utrzymujemy wysoką skuteczność w wielu elementach siatkarskiego rzemiosła – dodał były szkoleniowiec biało-czerwonych.

Pojedynek z BBTS-em można określić jako podróż z siatkarskiego nieba do piekła, które sprawiliście sobie sami…

Raul Lozano: – Dla nas był to trudny mecz, ponieważ bycie na pierwszym miejscu wiąże się z dodatkową presją, której nikt z nas się nie spodziewał. Staramy się grać dobrze, lecz czasami zdarza nam się moment lekkiego przestoju, na który niekiedy nie potrafimy odpowiednio zareagować. Jeżeli chodzi o zawodników, sztab szkoleniowy, ludzi, którzy pracują w klubie, to wszyscy zdają sobie sprawę z tego, że patrząc na tabelę, sami nakładamy na siebie presję. Bycie faworytem w kolejnych spotkaniach, jak to ma obecnie miejsce, jest dla nas dodatkowym pressingiem. Tak też było w spotkaniu z BBTS-em Bielsko-Biała. Jeśli gramy dobrze, to widzimy między nami a przeciwnikami różnicę, lecz gdy zdarzają nam się lekkie wzloty i upadki, to wtedy gramy na równi z rywalami. Wyraźnie widać to na boisku.

A przypadkiem nie było tak, że po dwóch wygranych partiach uznaliście, że macie zwycięstwo w kieszeni, szczególnie że dobrego meczu do tamtego momentu nie rozgrywał Bartosz Janeczek, który po kontuzji Pawła Gryca nie ma zmiennika?



– Nie, to nie było rozluźnienie, a moment, w którym zaczęliśmy grać mniej precyzyjnie – zarówno w zagrywce, jak i w przyjęciu oraz ataku. Jednocześnie nałożyło się to z faktem, że bielszczanie zaczęli prezentować się lepiej, ponieważ bardzo dużo bronili, co pociągnęło za sobą skuteczniejszą postawę w polu serwisowym, szczególnie w kontekście zagrywki mocnej. Odwrócenie losów meczu było wynikiem właśnie tych dwóch czynników – naszej mniejszej precyzji i ich lepszej dyspozycji. To, co wydarzyło się na boisku, wolę analizować taktycznie i technicznie niż mentalnie, lecz muszę przyznać, że czasami zdarza się, że prezencja psychiczna wynika z wcześniej wymienionych aspektów. Co więcej, bywa i tak, że przeważa nad fizycznymi determinantami. Jak znam moich zawodników, to mogę stwierdzić, że brak precyzji nas „spiął” i sprawił, że nie byliśmy tak pewni siebie, jak wcześniej.

Nie zmienia to faktu, że był to mecz wyjątkowy, bowiem był to pański powrót do Bielska-Białej po 22 latach…

– Tak, w 1993 roku przyjechałem tutaj z Volley Milan. Pamiętam, że trenerem był tu Wiktor Krebok, a rozgrywającym syn Huberta Jerzego Wagnera, Grzegorz. To spotkanie szczególnie zapadło mi w pamięć, ponieważ był to pierwszy raz, kiedy miałem okazję zobaczyć Polskę.

Czy mimo sobotniego wymęczonego zwycięstwa dzisiejszy powrót na bielskie parkiety jest lepszy niż mecz sprzed ponad 20 lat?

– Tamto spotkanie nie było trudne, ponieważ w 1993 roku wygraliśmy 3:0. Zespół z Mediolanu był wtedy mistrzem Europy, a była to drużyna z mistrzami olimpijskimi, takimi jak Jeffrey Stork, natomiast bielszczanie nie byli wielkim zespołem, prezentowali nieco inny poziom. Sobotnie zwycięstwo kosztowało nas o wiele więcej sił. (śmiech) Nie zmienia to faktu, że na dwie wizyty w stolicy Podbeskidzia odniosłem dwa zwycięstwa, więc jestem zadowolony.

Właśnie dlatego sobotnie starcie z BBTS-em powinno smakować lepiej – bardziej się je docenia, ponieważ było trudniejsze i pokazało, jak dużym charakterem dysponują Czarni. Takie zwycięstwa bardziej się docenia.

– Tak, z pewnością jest ono cenniejsze, bowiem drużyny są do siebie bardziej zbliżone. Poza tym to zwycięstwo daje nam jeszcze szansę na pozostanie liderem. Licząc to spotkanie, mogę stwierdzić, że jesteśmy na tym samym poziomie co ZAKSA czy zespół z Bełchatowa. Cały czas jesteśmy na pierwszym miejscu w lidze, a to jest bardzo ważne.

Mówi się jednak, że największy sprawdzian dyspozycji jest dopiero przed wami, bowiem w kolejnych meczach zagracie z Resovią, Treflem i Skrą. Czy będzie to przebijanie napompowanego balonika i prawdziwa weryfikacja formy?

– Teraz właśnie musimy pokazać, na jakim poziomie możemy grać. Na razie zrobiliśmy bardzo duży krok, a z czterech największych zespołów do pokonania zostały nam trzy. Nie zapominajmy też o drużynie Jastrzębskiego Węgla i Cuprum Lubin, które znajdą się w gronie sześciu najlepszych. Pięć meczów, które zostały nam do zakończenia pierwszej rundy, będą dla nas bardzo trudnymi spotkaniami. Porównując się z najlepszymi zespołami, przekonany się, co tak naprawdę potrafimy zagrać.

Tak jak pan wspomniał, jesteśmy już za połową pierwszej rundy. Czego do tej pory dowiedział się pan o swoim zespole i jak generalnie oddziałały na niego zwycięstwa?

– Przez trzy miesiące drużyna pracowała bardzo dobrze. Myślę, że utrzymujemy wysoką skuteczność w wielu elementach siatkarskiego rzemiosła, lecz ją należy pokazać, grając przeciwko najlepszym. To jest właśnie to, czego sztab szkoleniowy i zawodnicy chcą się dowiedzieć – jak zaprezentujemy się w boju z ligowymi potentatami. Poza Danielem Plińskim, Lukasem Kampą i Wojciechem Żalińskim mamy bardzo młodą drużynę, której ogniwa mają jeszcze bardzo dużo do poprawy. Do tego dążymy na każdym kroku – chcemy podnieść poziom ich gry.

Właśnie, jak to jest możliwe, że w ciągu krótkiego okresu przygotowawczego z grupy tak młodych graczy, wśród których nie ma wielkich gwiazd, zdołał pan stworzyć lidera PlusLigi? Jest pan czarodziejem?

– (śmiech) Nie, nie jestem. Doszliśmy do tego ciężką pracą, a nie magicznymi sztuczkami. Myślę, że pracowaliśmy bardzo dużo i zawodnicy rozwinęli się szczególnie pod względem technicznym. Jeżeli będziemy starać się wzrastać, to będzie dla nas największa szansa. Musimy cały czas ewoluować.

A czym po przerwie w prowadzeniu zespołu jest dla pana szansa, którą otrzymał pan od Czarnych Radom?

– Wszyscy musimy się poprawiać i ja także. Przede wszystkim patrzę na siebie, by zobaczyć, co mogę zrobić, żeby pomóc mojej drużynie. Nie sądzę, że wszystko wiem najlepiej i nie mogę się zmienić, ponieważ staram się ewoluować, żeby dać moim zawodnikom to, co najlepsze. Nie mogę się mylić, a kiedy popełniam mało błędów, to osiągamy coraz lepsze wyniki. Jako trenerzy musimy być na tyle czujni, by zbaczać z właściwej drogi jak najrzadziej i żeby zdawać sobie sprawę z naszych niedociągnięć, żeby móc je wyeliminować.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2015-12-07

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved