Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Rafał Sobański: Ten sezon był dla nas wielką sinusoidą

Rafał Sobański: Ten sezon był dla nas wielką sinusoidą

fot. Klaudia Piwowarczyk

– Naszym planem minimum było zajęcie dziesiątego miejsca, co pozwoliłoby nam osiągnąć taki sam rezultat jak w poprzednim sezonie. Czujemy duży niedosyt, a to jedenaste miejsce potwierdziło, że ten sezon był dla nas wielką sinusoidą. Graliśmy dobrze i źle, nasza dyspozycja potrafiła się zmieniać na przestrzeni pojedynczych setów. Było stać nas na znacznie lepszą pozycję – powiedział Rafał Sobański, przyjmujący GKS-u Katowice.

Na koniec sezonu GKS zajął jedenaste miejsce. Bezpiecznie utrzymał się w PlusLidze, ale osiągnął nieco gorszy wynik niż w poprzednich rozgrywkach. Jakie odczucia towarzyszą panu po zakończeniu sezonu?



Rafał Sobański: – Naszym planem minimum było zajęcie dziesiątego miejsca, co pozwoliłoby nam osiągnąć taki sam rezultat jak w poprzednim sezonie. Taki wynik w miarę by nas satysfakcjonował. Czujemy duży niedosyt, a to jedenaste miejsce potwierdziło, że ten sezon był dla nas wielką sinusoidą. Graliśmy dobrze i źle, nasza dyspozycja potrafiła się zmieniać na przestrzeni pojedynczych setów. Przez całe rozgrywki bardzo ciężko pracowaliśmy i wiemy, że było stać nas na znacznie lepszą pozycję.

Czyli paradoksalnie drugi sezon katowickiej drużyny w PlusLidze okazał się dla niej trudniejszy niż debiutancki?

– Wszyscy powtarzają, że drugi sezon w PlusLidze jest zawsze znacznie trudniejszy, bo w pierwszym rywale do beniaminka podchodzą z większym przymrużeniem oka. Jak byliśmy beniaminkiem, to potrafiliśmy tę sytuację wykorzystać, a teraz inne zespoły wiedziały już, na co nas stać, czego się mogą po nas spodziewać. Przez to podchodziły do nas jak do równorzędnego rywala, a nam było znacznie ciężej zdobywać jakiekolwiek punkty. Trochę ich wywalczyliśmy, utrzymaliśmy się w PlusLidze, ale to na pewno nie było naszą ambicją. Chcieliśmy grać o jeszcze wyższe cele.

Początek sezonu dawał chyba nadzieję na to, że osiągniecie lepszy rezultat? W pewnym momencie zakręciliście się nawet wokół pierwszej szóstki.

– To prawda, ale trzeba twardo stąpać po ziemi i racjonalnie spojrzeć na terminarz, jaki mieliśmy. Na początku sezonu graliśmy z tymi zespołami, które były w naszym zasięgu. Powinniśmy z nimi zdobywać punkty, co nam się udawało. Jednak później przyszły mecze z teoretycznie silniejszymi przeciwnikami, w których gubiliśmy punkty. W połowie rozgrywek wpadliśmy w dołek. Mieliśmy wówczas kilka porażek z rzędu. Ciężko było nam się pozbierać, ale pod koniec rundy zasadniczej ta sztuka nam się udała.

No właśnie, wspomniał pan o siatkarskiej, czarnej dziurze, w którą wpadliście w drugiej części sezonu. Trudny był to dla was moment?

– Na pewno tak, szczególnie pod względem psychologicznym. Fizycznie i siatkarsko wyglądaliśmy dobrze, ale gorzej było z naszymi głowami i z nastawieniem mentalnym, bo porażki siedziały nam w głowie. Bardzo chcieliśmy wygrać, a jak się bardzo chce, to często nie wychodzi. Dopiero z czasem złapaliśmy równowagę i wróciliśmy do swojej gry sprzed kilku tygodni. Jak wygraliśmy pierwszy mecz po tylu porażkach, to nasze głowy się zresetowały. Dzięki temu potrafiliśmy się odbudować i podążać dalej w dobrym kierunku.

Na koniec udało wam się wygrać rywalizację ze Stocznią o jedenaste miejsce, co wbrew pozorom chyba ma znaczenie, bo lepiej kończyć sezon wygraną niż porażką?

– Przed tymi meczami dużo rozmawialiśmy o tym, że lepiej zakończyć sezon zwycięstwem, bo ono da nam kopa na kolejne miesiące. Jednak nie ma co ukrywać, że rywalizacja była trudna, bo szczecinianie pokazali, że też tkwi w nich spory potencjał. Mieli w swoich szeregach doświadczonych zawodników, takich jak Marcin Wika czy Michał Ruciak, którzy na pewno również chcieli zakończyć sezon sukcesem.

Kluczowe było spotkanie wygrane przez was w Szczecinie w tie-breaku?

– W Szczecinie mecz zaczęliśmy bardzo dobrze, bo prowadziliśmy 2:0, ale z uderzenia wybiła nas dziesięciominutowa przerwa. Do naszej gry wkradły się błędy. Niewiele brakowało, abyśmy ten pojedynek przegrali. W tie-breaku na szczęście udało nam się powrócić do dobrej gry i odnieść zwycięstwo. Pozwoliło nam ono luźniej podejść do rewanżowego meczu, pokazać się w nim z jeszcze lepszej strony, co nam się w pełni udało.

A coś szczególnie utkwiło panu w pamięci w tym sezonie?

– Na pewno utkwiła mi w pamięci seria przegranych meczów. Musimy z niej wyciągnąć wnioski na przyszłość, aby unikać takich sytuacji. Pozytywami na pewno były wygrane mecze z Treflem Gdańsk oraz ZAKSA Kędzierzyn-Koźle. Muszę przyznać, że to były nasze dwa najlepsze mecze rozegrane nie tylko w tym sezonie, ale na przestrzeni kilku ostatnich lat, odkąd jestem w GKS-ie Katowice. Trzeba szukać pozytywów, bo one dają chęć do dalszej pracy. Jak coś komuś nie sprawia przyjemności, to dobrze nie wykonuje swojej pracy. Mam nadzieję, że ten zakończony już sezon zaprocentuje, a w kolejnym pokażemy się jeszcze z lepszej strony.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2018-04-30

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2019 Strefa Siatkówki All rights reserved