Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Rafał Sobański: Czuliśmy, że zagramy fajny mecz

Rafał Sobański: Czuliśmy, że zagramy fajny mecz

fot. Klaudia Piwowarczyk

O tym, że PlusLiga lubi zaskakiwać wiadomo nie od dzisiaj. Sprawcami największej niespodzianki 11. kolejki są z pewnością zawodnicy GKS-u Katowice, którzy nie mieli większych problemów z pokonaniem siatkarzy PGE Skry Bełchatów. – Już po rozruchu czuliśmy w kościach, że zagramy fajny mecz. W szatni bardziej było stawiane na 3:2, że będzie fajne spotkanie i zostaną w Katowicach jakieś punkty, ale nikt się nie spodziewał, że zdobędziemy tutaj trzy. Trener oczekiwał, że będziemy kolektywem w tym meczu i to się udało – cieszył się po spotkaniu Rafał Sobański.

Ktoś kto oglądał poniedziałkowe spotkanie katowiczan z MKS-em Będzin nie mógł być dobrej myśli przed pojedynkiem z bełchatowianami. Zawodnicy Piotra Gruszki grali bardzo nierówno i z trudnego terenu w Sosnowcu wywieźli wymęczone zwycięstwo 3:2. Po meczu z outsiderem tabeli przyszedł czas na mistrzów Polski – zespół naszpikowany gwiazdami, który jednak w tym sezonie zawodzi. – Dużo nam dał poniedziałkowy mecz z MKS-em Będzin, w którym przeżywaliśmy ciężkie chwile. Fajnie wygraliśmy ze Stocznią Szczecin, potem przegraliśmy w kiepskim stylu z warszawianami, a potem był bardzo ciężki mecz z będzinianami, ale udało się go wygrać, co było dużym pozytywem, plusem i zastrzykiem energii w naszych głowach do dalszej pracy. We wtorek mieliśmy lekki trening, a przed meczem trener powiedział wprost, że jesteśmy u siebie w hali, przyjechał mistrz Polski, ale musi sobie wywalczyć te trzy punkty, bo ich nie oddamy za darmo i nie możemy się im podłożyć – analizował Sobański.



W szeregach jego ekipy w zasadzie ciężko wskazać element, który nie funkcjonowałby w środowy wieczór. Chyba jednak na pierwszy plan wysuwa się skuteczność w polu serwisowym. – Wszystkie założenia taktyczne, jakie mieliśmy na ten mecz, sprawdziły się. Zrobiliśmy to, na czym najbardziej nam zależało, czyli wywieraliśmy presję poprzez zagrywkę i odrzuciliśmy przeciwnika trochę od siatki, bo nie ma co ukrywać, że z takim przeciwnikiem jak Skra, z takim rozgrywającym jak Grzesiu Łomacz, jeśli się nie odrzuci ich od siatki, to się naprawdę ciężko gra. To się nam udało i tutaj można szukać dużego plusu i przyczyn zwycięstwa w tym meczu. Pomogliśmy sobie też przyjęciem. Trzymaliśmy to przyjęcie, z którym mieliśmy duży kłopot w poprzednich meczach. Paradoksalnie według statystyk wychodziło, że czym gorzej przyjmujemy, tym lepiej atakujemy. W spotkaniu z Onico lepiej przyjmowaliśmy, popełnialiśmy błędy w ataku. Podczas treningów bardzo dużo trenujemy na wysokich piłkach, bo wiemy, że mamy kłopot z przyjęciem i ten trening przekładamy na mecz. Skra jest zespołem, który cały czas wywiera presję na zagrywce i szuka punktów w tym elemencie. Jest Mariusz Wlazły, jest Kuba Kochanowski, którzy idą i odpalają w polu serwisowym. Bartek Mariański i Tomas Rousseaux bardzo dobrze przytrzymali to przyjęcie i udało się wygrać – dodał przyjmujący Gieksy. Jeżeli do tego wszystkiego dodać małą ilość błędów własnych, świetną grę w systemie blok-obrona, a co za tym idzie możliwość grania kontrataków, to każdemu rywalowi ciężko byłoby pokonać tak rozpędzony zespół. – Jeśli jest założenie, że mamy ryzykować i odrzucić przeciwnika od siatki, to musimy też wziąć pod uwagę, że tych parę zagrywek się zepsuje, ale uważaliśmy na to, żeby nie popełniać w serii tych błędów. Zdarzały się mecze, gdzie szliśmy na zagrywkę, mieliśmy ryzykować i sześciu z nas psuło. Przełożyliśmy też zepsute zagrywki na asy i gdzieś ta gra układała się cały czas po naszej myśli, dzięki czemu zagraliśmy też bardzo dobrze blokiem i obroną, mogliśmy wyprowadzać kontry i tutaj szukać swoich szans – podsumował Sobański.

W przypadku drużyn niżej notowanych od swoich rywali wygranie dwóch setów niejednokrotnie powoduje rozprężenie i dekoncentrację. W głowach pojawia się informacja, że zdobyło się już punkt, czyli i tak więcej niż zakładano. Podopieczni Piotra Gruszki nie tylko tak nie pomyśleli, ale potrafili „dobić” swoich rywali. – Trenerzy przestrzegali nas przed trzecim setem, że jeśli pozwolimy im złapać oddech, to wykorzystają to bezlitośnie i za chwilę możemy się bić pięć setów i przegrać. Trzecia partia potoczyła się jednak po naszej myśli. Cały czas trzymaliśmy swoją grę, byliśmy skoncentrowani i poszło – cieszył się Sobański.

Poprzeczka teraz jeszcze się podnosi, gdyż następne spotkanie katowiczanie zagrają z ZAKSĄ Kędzierzyn-Koźle, która do tej pory nie przegrała jeszcze żadnego spotkania. – ZAKSA jest w gazie, straciła tylko jeden punkt. W tamtym roku wygraliśmy z nią w Kędzierzynie-Koźlu, więc mamy stamtąd dobre wspomnienia. Nie ma co ukrywać, że faworyt w tym spotkaniu będzie jeden. My jedziemy tam, żeby zagrać swoją siatkówkę i zrobić wszystko, by zdobyć punkty – stwierdził.

Po dobrym początku sezonu katowiczanom przydarzył się spadek formy i wpadli w lekki „dołek”, przegrywając kilka spotkań z rzędu. Ostatnie wyniki pozwalają jednak napawać optymizmem, że powoli wszystko wraca do założeń przedsezonowych. – Zdarzył nam się dołek. Dobrze przetrenowaliśmy ten okres przygotowawczy, fajnie zaczęliśmy, ale potem zdarzyła się porażka z Cuprum, która nie powinna nam się zdarzyć w takim stylu, bo jeżeli chodzi o samą przegraną, to jest to sport i zawsze można przegrać. To gdzieś tam usiadło nam w głowach, szukaliśmy wyjścia z tego dołka, różne sposoby były na to i myślę, że wygrana ze Stocznią była takim punktem kulminacyjnym i dała nam takiego kopa, że możemy grać i jeżeli tylko poukładamy sobie wszystko w głowie, to możemy prezentować taką siatkówkę, jaką zakładaliśmy przed sezonem – zakończył.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2018-12-14

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved